Jak przetrwać drugą falę epidemii – w miarę zwięzły poradnik dla niefachowców

Mimo zapewnień niejakiego Pinokia o pokonaniu wirusa intensywność epidemii wydaje się wzrastać. Pora otrząsnąć się z szoku, że autorytet się pomylił, i pomyśleć, jak powinniśmy żyć, żeby przeżyć – i to bez trwałego uszczerbku na zdrowiu.

Przejrzałem dla Państwa apolityczne piśmiennictwo na ten temat. Wynikiem jest poniższy koncentrat wiedzy praktycznej.

Zasady prewencji

Czas mycia rąk – nadal zalecane jest 30 sekund. Dobrze sobie ten czas jakoś w głowie skalibrować, np. nucić podczas mycia fragment piosenki o znanym czasie trwania. Przydatny może być tu refren „Białej Armii” Beaty Kozidrak lub refren hymnu Kabareciku Olgi Lipińskiej, który świetnie pasuje do obecnej sytuacji (fragment od 0:35 na tym filmiku, czyli od słów: I rym, cym, cym…).

Dystans – nadal są dwa metry (gdyby precyzyjnie przeliczać zalecane w USA sześć stóp, to wychodzi 1,83 m) przy zachowaniu kilku dodatkowych kryteriów, o czym poniżej w tzw. zasadach z Nebraski.

Kontakt definicja: przebywanie w odległości poniżej dwóch metrów przez czas co najmniej 15 minut poza pomieszczeniami zamkniętymi lub wspólne przebywanie w pomieszczeniu zamkniętym (patrz – przegląd ryzykownych sytuacji).

Maseczki – powinny być noszone zwłaszcza tam, gdzie nie da się zachować dystansu, ale nie tylko tam. Wynika to z coraz lepiej poznanych dróg rozprzestrzeniania się wirusa. Oprócz dobrze poznanej drogi kropelkowej w coraz liczniejszych publikacjach zwraca się uwagę na rozprzestrzeniania się wirusa poprzez unoszenie się („zawieszenie” na jakiś czas) w powietrzu. Może to mieć znaczenie zarówno w pomieszczeniach zamkniętych, jak i poza nimi.

Dobra wiadomość – wiele wskazuje na to, że poza sytuacjami szczególnymi maseczki klasy N95/FFP2 są równie dobre jak supermaseczki klasy N99. Tych pierwszych jest na rynku sporo, w tym wielorazowych, nadających się do prania, z wymiennymi filtrami typu HEPA. Maseczki chirurgiczne to swego rodzaju zgniły kompromis.

Tak przy okazji – na skutek braku rozumnej logistyki w działaniach jedynie Słusznej Władzy w niektórych placówkach ochrony zdrowia innych maseczek po prostu już nie ma.

Jak obniżać ryzyko – proste zasady z Nebraski

Ponieważ w USA epidemia jest olbrzymim problemem, to tamtejsze organizacje medyczne wkładają dużo wysiłku w edukację społeczną, czyli w coś, co w Polsce w aspekcie Covid w ogóle nie zaistniało w realnie znaczącej skali. Świetny przykład takiej prostej edukacji dla zwykłych ludzi można znaleźć na stronie Medycznego Centrum Uniwersytetu Nebraska. Materiał składa się z dwóch części, które pozwalam sobie streścić we własnym tłumaczeniu:

7 punktów rozpoznawania sytuacji zwiększonego ryzyka Covid:

1. Trudno Ci utrzymać bezpieczny dystans (6 ft. = ok. 2 m) wobec ludzi niebędących Twoimi domownikami – poniżej tego dystansu ryzyko zakażenia kropelkowego wzrasta.

2. Ludzie nie noszą masek – maska chroni Cię przed ekspozycją na wirusa, ale również chroni innych przed zakażeniem z Twojej strony. Jeżeli Ty nosisz maskę, ale inni w pobliżu nie, to nadal zagrożenie jest dla Ciebie podwyższone.

W tym punkcie oryginalnego dokumentu krótko przedstawione są również zasady racjonalnego i bezpiecznego stosowania maseczek – zachęcam do lektury.

3. Jesteś w pomieszczeniu zamkniętym – to znacznie zwiększa ryzyko.

4. Masz kontakt z ludźmi, którzy nie są Twoimi domownikami.

5. Dookoła jest wielu ludzi – to istotny czynnik ryzyka. W tym punkcie oryginalnego dokumentu zwięźle przedstawione są zasady bezpieczeństwa podczas organizowania zgromadzeń.

6. Ludzie krzyczą, śmieją się lub śpiewają, nie mając masek – takie sytuacje zwiększają ryzyko zakażenia kropelkowego.

7. Jedzenie leży na ladach lub stołach, a nie jest serwowane indywidualnie – również w takich sytuacjach ryzyko zakażenia jest podwyższone, chociażby dlatego, że ludzie zazwyczaj gromadzą się wokół lad/stołów z jedzeniem.

Do powyższego siedmiopunktowego systemu oceny podwyższonego ryzyka zespół medyczny Uniwersytetu Nebraska dołącza 10-punktową skalę ryzyka zakażenia Covid dla różnego rodzaju sytuacji: od 0 (brak ryzyka) do 9. W oryginale ma ona znakomitą formę graficzną. Ja pozwolę sobie posłużyć się tabelką:

Stopień zagrożenia Sytuacje
0 Spacer lub jazda na rowerze z najbliższą rodziną
Wideospotkania/konferencje
Ćwiczenia fizyczne w domu
Praca z domu
1 Kupowanie jedzenia z dostawą/„na wynos”
Wizyta u lekarza
Gra w tenisa
Zakupy z dostawą do domu
[o paczkomatach autorzy dokumentu
nie wspominają, ale zakładam,
że poziom bezpieczeństwa jest zbliżony]
2 Spacerowanie lub jazda na rowerze
z innymi osobami
Tankowanie samochodu
Camping
Gra w golfa
3 Długodystansowe podróże samochodowe
[w oryginale: międzystanowe]
Osoby/ekipy sprzątające
[tu nie zostało sprecyzowane,
czy ryzyko dotyczy
osoby sprzątającej, czy jej otoczenia,
czy jednego i drugiego]
Zakupy w sklepach
Hotele
4 Podwórkowe grillowanie
Bazary
Biura
Restauracje, miejsca na zewnątrz
5 Duże sklepy
Samoloty
„Piżamowe imprezy”/nocowanie u kogoś
Ogrody zoologiczne
Toalety publiczne
6 Szkoły
Restauracje, miejsca wewnątrz
Salony fryzjerskie
Autobusy i inny transport publiczny
7 Gra w koszykówkę
Baseny publiczne
Zraszacze (splash pads)
Kościoły
8 Siłownie
Parki atrakcji
Stadiony sportowe
Uroczystości rodzinne
9 Duże koncerty muzyczne
Bary
Przyjęcia/lokale z serwisem typu bufet
Kasyna

Myślę, że zdroworozsądkowe zalecenia ze stosunkowo niewielkiej (nieco poniżej 2 mln mieszkańców) Nebraski mają w dużej mierze zastosowanie w naszym dumnym kraju. A przynajmniej powinny mieć.

Dlaczego w Polsce nie umieramy na Covid? Dlatego (prawdopodobnie), że jesteśmy szczepieni

Nie tak dawno przedstawiciele Obozu Po Wsze Czasy Rządzącego dowodzili, że minister Szumowski uratował wiele istnień ludzkich w Polsce przed śmiercią w wyniku Covid.

Uważne przyjrzenie się danym wykazuje, że rzeczywiście śmiertelność związana z epidemią była (i jest) relatywnie bardzo niska – nawet wówczas, gdy uprawdopodobni się oficjalne dane, będące wynikiem dość kreatywnych metod ich rejestrowania i analizy, stosowanych w tym przypadku przez wspomniany OPWCR. Z drugiej strony – wszystko wskazuje na to, że ludzie przeżywają chorobę nie dzięki polityce zdrowotnej państwa, a mimo tej polityki. Brak kompetencji, a momentami elementarnego poczucia odpowiedzialności rządzących widzieli wszyscy. Skoro zatem było tak fatalnie, to dlaczego jest tak dobrze?

Szczerze mówiąc – nie ma twardych dowodów, ale istnieje dość mocna teoria tłumacząca, dlaczego niektóre kraje (lub regiony) wypadają w statystykach zgonów lepiej niż wszystkie pozostałe.

Teoria ta jest niezwykle zwięzła: mniej zgonów związanych z Covid występuje w krajach, gdzie od wielu lat prowadzi się masowe szczepienia przeciwko gruźlicy. Jaki jest mechanizm ochronny szczepionki skierowanej przecież przeciwko zupełnie innej chorobie? Nie wiadomo. Widzimy jednak korelację. Nie byłaby to pierwsza sytuacja w historii medycyny, kiedy stwierdzana jest korelacja, mimo że nie znamy prowadzącego do niej mechanizmu. W tym przypadku najpoważniejszym argumentem nie jest wynik porównywania różnych krajów, lecz danych z dwóch części Niemiec: byłego NRD i byłych Niemiec Zachodnich. Z tego porównania widać, że śmiertelność związana z Covid-19 w przeliczeniu na milion mieszkańców jest w byłym „enerdówku” dwukrotnie niższa niż w byłych Niemczech Zachodnich. Jedna populacja, ale – co ważniejsze – jeden system opieki zdrowotnej, jeden system kodowania rozpoznań i jeden system ich analizy. Pełne dane, wraz z przykładami z innych krajów, znajdziecie Państwo tutaj. Zwróćcie również uwagę na potężną różnicę pomiędzy byłymi „demoludami” a krajami znajdującymi się z drugiej, demokratycznej strony Żelaznej Kurtyny, kiedy jeszcze istniała.

Autorzy tej akurat pracy nie tłumaczą mechanizmów, które miały doprowadzić do różnic w rozpowszechnieniu szczepień przeciwko BCG między krajami. Przeprowadziłem własne mikrośledztwo i dowiedziałem się, że w latach rosnącego dobrobytu w Niemczech Zachodnich coraz popularniejsze zaczęły być – zwłaszcza wśród młodych ludzi – ruchy manifestujące bunt przeciwko własnemu państwu. Jednym z objawów owego buntu było (i bywa nadal) negowanie proponowanego przez państwo kalendarza szczepień. Nie jestem w stanie zweryfikować znaczenia tej informacji. Jednak jeżeli jest prawdziwa, to szczególnego smaczku nabiera niedawne antyszczepionkowe salto mentalne pewnego kandydata na prezydenta, a także pojednawcza postawa ministra zdrowia wobec antyszczepionkowej celebrytki.

Zakażenie to najwyżej dwa tygodnie kwarantanny?

Ryzyko zgonu jest dla populacji w Polsce relatywnie niskie, chociaż zdecydowanie trzeba podkreślić, że nie zerowe. Warto pamiętać, że u niepokojąco wielu zakażonych osób po łagodnym lub wręcz początkowo bezobjawowym zakażeniu SARS-CoV-2 proces zdrowienia bardzo się przeciąga:

– następuje zdecydowane i niekiedy długotrwałe pogorszenie wydolności wysiłkowej

– stwierdzane bywają zmiany tkanki płucnej pozostające po zakażeniu

– nierzadko zmiany dotyczą innych narządów ciała, np. serca; wzrasta ryzyko epizodów zatorowych, takich jak udar mózgu, który może być przyczyną śmierci albo inwalidztwa.

Powikłania tego rodzaju widuje się również u osób młodych. Dlatego lekceważenie opisanych środków ostrożności, przy jednoczesnych oświadczeniach typu: „A co może mi się stać? Najwyżej pobyczę się przez dwa tygodnie na kwarantannie!” – może okazać się, w ostatecznym rozrachunku, tańcem pogo na polu minowym.

Podsumowując. Druga fala przyszła (idzie?), bo musi przyjść. Jest to wynik zmęczenia materiału, a raczej dwóch kluczowych materiałów, jakimi są: ludzka psychika i gospodarka. Niewątpliwie do tego pierwszego elementu przyczynił się styl przekazu informacji ze strony władz. Jeżeli bowiem oficjalny komunikat brzmi: „Jest bezpiecznie, ale trzeba uważać”, to nie trzeba wielkiego intelektu, żeby przewidzieć, że większość ludzi przyswoi tylko pierwszą część, a drugą puści mimo uszu. Cóż, taki sposób (dez)informacji był integralną częścią epidemiologii politycznej, stosowanej w naszym kraju przez aparat władzy.

Jeżeli nie chcemy oszaleć w izolacji ani nie popaść w nędzę z powodu zamknięcia gospodarki, musimy pójść na kompromis. Wracajmy do pracy i do życia socjalnego, ale zachowajmy środki ostrożności. Wiem, że „to nie to samo”. Ale świat w ogóle nie będzie taki sami. Może przez jakiś czas, a może nigdy. Lekceważenie nowej rzeczywistości nie przyniesie nic dobrego. Umiejętne dostosowanie się do niej może dać nam szansę.