Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Medycyna i okolice - Druga strona stetoskopu Medycyna i okolice - Druga strona stetoskopu Medycyna i okolice - Druga strona stetoskopu
Pielęgniarki

6.08.2018
poniedziałek

„Solidarność” zwróciła się przeciwko… pielęgniarkom i rezydentom! Desperacja czy przebiegłość?

6 sierpnia 2018, poniedziałek,

Gdyby nie wysoce wiarygodne źródło informacji, pomyślałbym, że to fake news: „Solidarność” zakwestionowała porozumienia pielęgniarek i rezydentów z rządem, bo… nie uczestniczyła w ich zawieraniu.

Zacznijmy od kontekstu. Mamy właśnie bezprecedensową w naszej historii katastrofę systemu opieki zdrowotnej. Jej istota jest prosta: brak ludzi do pracy w ochronie zdrowia. Brakuje obsad dyżurowych w szpitalach, nie ma komu robić zabiegów, nieobsadzone są gabinety w poradniach. Z powodu braku personelu zamykane są całe oddziały szpitalne. Wydłużą się kolejki do szpitali i poradni. Odpływ fachowców z zawodów medycznych trwa, zdecydowanie przewyższając napływ nowych kadr.

Media i internet właściwie temat ignorują. Sprawa walki o ustrój państwa pochłania uwagę niezależnych mediów, a te inne – jedynie słuszne – nie chcą obywateli martwić duperelami, gdy na honor ojczyzny ulica i zagranica nastaje.

Tymczasem akcja protestacyjna pielęgniarek sparaliżowała szpitale na wschodzie kraju. Polega ona na tym, że pielęgniarki zgłaszają się masowo po zwolnienia lekarskie. Średnia wieku polskich pielęgniarek oraz ich marny ogólny stan zdrowia, będący rezultatem wieloletnich, fizycznych i psychicznych obciążeń zawodowych, sprawiają, że w praktyce żaden lekarz nie odważy się wystawienia takiego zwolnienia odmówić. Ryzykowałby po prostu oskarżenie o błąd zawodowy.

Wraz z nadejściem jesieni rozmiar katastrofy ukaże się znacznie dosadniej – razem ze wzrostem liczby typowych zachorowań sezonowych. Żadne czary dyrektorów szpitali ani zaklęcia polityków wtedy nie pomogą. Minister Szumowski o tym wie i pewnie dlatego po (cytuję za portalem rynekzrowia.pl) prawie półrocznych rozmowach 9 lipca 2018 r. podpisał bardzo ważne porozumienie z organizacjami pielęgniarskimi. Zawiera ono elementy o kapitalnym znaczeniu dla pielęgniarek i pacjentów.

Włączenie dotychczasowych dodatków do wynagrodzenia zasadniczego – to wielkie zwycięstwo pielęgniarek. Przecież od „podstawy” liczy się wiele innych należności, z emeryturą na czele. Poza tym wliczanie dotychczasowych podwyżek do dodatków pozwalało kłaść na nich łapę dyrektorom szpitali, zaniżając w efekcie realną wysokość wypłat. Ten krzywdzący proceder stał się dosyć powszechny.

Wprowadzenie od stycznia 2019 r. norm zatrudnienia pielęgniarek i położnych – rozumiem, że chodzi o odwrócenie niewybaczalnej decyzji Bartosza Arłukowicza. Pozwoliła ona dyrektorom szpitali dowolnie ustalać liczebność obsad personelu w poszczególnych oddziałach. Ułatwiło to domknięcie budżetów szpitali, ale naraża pacjentów na bezpośrednie niebezpieczeństwo.

Wprowadzenie porady pielęgniarskiej jako świadczenia gwarantowanego, finansowanego przez NFZ – to pierwszy konkretny krok do realnego zwiększenia prestiżu zawodowego pielęgniarek w systemie opieki zdrowotnej. Na pierwszym etapie rządów Dobrej Zmiany niejaki Księciunio próbował obciążyć pielęgniarki większą odpowiedzialnością, ale bez stosownego wzrostu wynagrodzenia. Porozumienie podpisane przez ministra Szumowskiego wydaje się wreszcie rozsądnym punktem wyjścia do dalszych zmian na dobre.

Inne kwestie zawarte w porozumieniu to m.in. zagwarantowanie pielęgniarkom, od stycznia 2019 r., sześciooniowego płatnego urlopu szkoleniowego oraz zmiany sposobu przeprowadzania konkursów na stanowiska kierownicze w podmiotach leczniczych.

Czyli wreszcie dobra wiadomość w naszej popapranej rzeczywiści. Prawda? Nieprawda.

Już dwa dni później pracodawcy systemu ochrony zdrowia, OPZZ i „Solidarność” zażądały spotkania z ministrem. Odbyło się ono w czwartek 26 lipca 2018 r. i – cytując redaktor Małgorzatę Solecką z „Medycyny Praktycznej” – „przebiegło w złej i burzliwej atmosferze”. Ale dlaczego? Taki sukces pielęgniarek, a tu taki foch związkowców? Bo pracodawcy to oczywiście trochę inna historia, o czym niżej.

Powód okazał się prosty (znowu cytuję redaktor Solecką): „Jak tłumaczyli dziś zgodnie Maria Ochman, szefowa Solidarności ochrony zdrowia, i Andrzej Mądrala, wiceprezydent Pracodawców RP, partnerów społecznych oburzyło zawarcie porozumienia w tajemnicy, poza Radą Dialogu Społecznego, która – co podkreślali – zaledwie tydzień wcześniej obradowała o trudnej sytuacji pielęgniarek i położnych”.

Szczególnie radykalna okazała się Maria Ochman, przewodnicząca „Solidarności” ochrony zdrowia. Gdyby nie fakt, że jej wypowiedzi zostały zacytowane przez redaktor Małgorzatę Solecką, osobę niewątpliwie rzetelną i kompetentną, uznałbym, że musi to być manipulacja. Zresztą przeczytajcie Państwo sami: „Minister zdrowia dziś przyznał, że porozumienie z pielęgniarkami negocjowane było od kilku miesięcy. W tajemnicy. I że zawarte było pod presją protestów. W ten sposób minister właśnie uruchamia presję ze strony innych grup zawodowych: (…) grzechem pierworodnym ministra zdrowia było lutowe porozumienie z rezydentami, które zresztą (…) do tej pory nie zostało zrealizowane. Solidarność od zawsze sprzeciwia się odrębnym negocjacjom płacowym, podkreślając, że sprawy wynagrodzeń w ochronie zdrowia powinny być uregulowane systemowo, zaś podwyżki nie mogą być wyszarpywane przez najsilniejsze grupy zawodowe – lekarzy i pielęgniarki”.

„Szpitale i przychodnie nie mogłyby funkcjonować bez innych zawodów, medycznych i niemedycznych. (…) Nie może być tak, że jeden protest gasi się, podpisując kolejne porozumienia. Podpisane porozumienie ministra z jedną grupą zawodową będzie wzniecało dalsze protesty kolejnych grup zawodowych”.

„Doceniamy to, co robi rząd dobrej zmiany. I ten rząd wspieramy. Ale nie możemy zaakceptować tego, co dzieje się w ochronie zdrowia. Dlatego jeszcze dziś wystąpimy z wnioskiem o spotkanie z premierem Mateuszem Morawieckim (…)”. I jeszcze jeden cytat:

„Solidarność chce przywrócenia zasad dialogu społecznego w ochronie zdrowia, które zostały – i tutaj panuje zgoda między S, OPZZ i pracodawcami – naruszone, a nawet złamane przez ministra. Jeśli do spotkania nie dojdzie (lub jeśli nie przyniesie ono rezultatów satysfakcjonujących S), związek zapowiada akcję protestacyjną w ochronie zdrowia”.

Nie wiem, jak Państwu, ale mnie nasuwa się nieodparcie kilka pytań i przemyśleń.

Po pierwsze, skład Trójcy Oburzonych. Nie budzi żadnego zdziwienia udział organizacji pracodawców. Oni grają w zysk (prywatni) lub w dopięcie budżetów (publiczni), bo taka jest ich rola. Nowe porozumienie stawia ich w trudnej sytuacji. Do tej pory grali z pielęgniarkami w „dwa ognie”, zgodnie przeciążając je pracą i nie rozpieszczając wynagrodzeniami. Na protesty i groźby odpowiadają: jeśli się nie podoba, droga wolna – nigdzie nie dostaniecie więcej. Teraz twierdzą, że podwyżki wynagrodzeń pielęgniarskich obrócą się przeciwko pacjentom. W rzeczywistości pacjentom znacznie bardziej szkodzi ewidentnie niedostateczna obsada zespołów pielęgniarskich na dyżurach lub brak pielęgniarek w ogóle.

Inaczej rzecz się ma ze związkami zawodowymi. Przebieg wydarzeń wskazuje dobitnie, że straciły one zaufanie środowiska pielęgniarskiego, przez co zostały pominięte podczas rozmów. O ile OPZZ nieśmiało, ale wspierał pielęgniarki podczas poprzednich protestów, to kara, jaką poniosła „Solidarność”, jest wspaniałą ilustracją miłoszowskiego stwierdzenia, że ludzi nie można bezkarnie krzywdzić. Bo zapamięta nie tylko poeta, ale i sami pokrzywdzeni. Być może obserwujemy właśnie spektakularną klęskę (jeśli nie upadek) „Solidarności”, więc warto przyjrzeć się bliżej, co do niej doprowadziło.

Przede wszystkim „Solidarność” stała się sojusznikiem władzy i to ją przede wszystkim chroniła, a nie pracowników ochrony zdrowia. Dość powiedzieć, że nie wsparła w zauważalny sposób żadnego z pielęgniarskich protestów od czasu wyborów w 2015 r. Nie organizowała żadnej konstruktywnej kampanii dotyczącej głównych problemów opieki zdrowotnej, ważnych również dla ogółu społeczeństwa. Przecież brak personelu medycznego przekłada się również na dłuższe oczekiwanie na kwalifikowaną opiekę medyczną.

Jeszcze bardziej uderzający jest brak reakcji „Solidarności” na marnotrawienie budżetowych środków, przeznaczanych na nagradzanie funkcjonariuszy systemu, co jest po prostu niemoralne w sytuacji, gdy nie ma za co leczyć chorych.

„Solidarność” jest zatem postrzegana jako część aparatu władzy i jest oczywistą oczywistością – jak mawia pewien elastyczny moralnie miłośnik zwierząt z Żoliborza – że w takich rozmowach jak te pomiędzy pielęgniarkami a ministrem zdrowia będzie raczej intrygować przeciwko pracownikom, niż im pomagać. No i jeszcze jedno – będzie dbać o zachowanie odpowiednio silnej, własnej pozycji politycznej. Najlepszym dowodem może być tu to, że związek zawodowy stanął ramię w ramię z pracodawcami przeciwko pracownikom, których powinien chronić. Dlatego, że został pominięty przy zawieraniu porozumienia, a więc jego pozycja została osłabiona. Wszystkie inne tłumaczenia ze strony związku to zwykła „ściema”. Wredny jest zwłaszcza lament pani Ochman nad słabszymi i silniejszymi grupami zawodowymi w ochronie zdrowia. Przede wszystkim dlatego, że „Solidarność” za rządów Dobrej Zmiany nie zrobiła niczego rozumnego dla rzeczywiście lekceważonych techników medycznych, ratowników i innych grup profesjonalistów medycznych.

Minister zdrowia zachował się w całej sytuacji pragmatycznie. Być może przeczytał Machiavellego i rozumie prawa rządzące światem. Negocjował z pielęgniarkami (czyli zwodził je) przez pół roku. W tajemnicy – tak twierdzi Trójka Oburzonych. Przyjaciele, nie każcie nam w to wierzyć, to obraża naszą inteligencję. W czasach gdy (nie tylko w Polsce) z każdych większych rozmów są natychmiastowe przecieki, półroczne negocjacje pozostałyby w tajemnicy?

Chyba jednak było inaczej: i „Solidarność”, i pracodawcy wiedzieli, że rozmowy są. „Solidarność” wiedziała jednak, że to tylko gra na czas, bo przecież to ich drużyna prowadzi negocjacje z pielęgniarkami. Poza tym brak udziału „Solidarności” w negocjacjach mógł być dla jej funkcjonariuszy najlepszym dowodem, że chodzi jedynie o namącenie pielęgniarkom w naiwnych główkach, bo przecież prawdziwe negocjacje mogą być tylko wtedy, jeżeli uczestniczy w nich ich związek. Pracodawcy natomiast obserwowali wszystko ze spokojem, bo wiedzieli, że minister nie ma odpowiednich środków. Być może jedni i drudzy mieli rację – do pewnego momentu.

Kiedy jednak zaczęło się wstrzymywanie pracy szpitali we wschodniej Polsce, minister ustąpił i porozumienie zostało zawarte. Jak sam stwierdził – pod presją. Ale z drugiej strony bez presji ani pielęgniarki, ani żadne inne zawody medyczne niczego w tym kraju nigdy w ostatnim półwieczu nie załatwiły. Tym razem zaś pielęgniarki okazały się cierpliwymi, skutecznymi graczami. Tego funkcjonariusze związku nie przewidzieli. Stąd zapewne ich frustracja i wściekłość.

Minister zażegnał konflikt (zapewne z błogosławieństwem Jego Miłomściwości), więc „Solidarność” żąda spotkania z premierem. W razie niespełnienia jej żądań grozi protestem. Ciekawe, czy – wobec dotychczasowych doświadczeń – ktoś za nią na ten protest pójdzie.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 16

Dodaj komentarz »
  1. Powiedzmy sobie szczerze – o ile w pelni mozna zrozumiec i popierac akcje protestacyjna pielegniarek, o tyle jej forma obrazuje gleboki deficyt etyczny Umeczonego Narodu Polskiego.

    Bo byl to po prostu szwindel. A konkretnie mega-szwindel.

    W cywilizowanych krajach wziecie lewego zwolnienia oznacza to utrate prawa wykonywania zawodu i odpowiedzialnosc karna. Konsekwencje poniesie tez lekarz, ktory wspol-uczesnticzy w tym oszustwie.

    Szwindel w slusznej sprawie niestety szwindlem pozostaje.

  2. Solidarność na L4 z plusem, czyli dochód gwarantowany.

    Jak patrzeć na ostatnie losy naszego umęczonego Narodu, to źródłem męki zdaje się niemożność spięcia słów i ich znaczeń, co rodzi w zetknięciu z fizyką czy faktami – katastrofy.
    W lotnictwie weryfikację słowa „standardy” zapewniła pewna brzoza.
    W ochronie zdrowia, to co zostało z pojęcia „solidarność” (nie mówiąc o moralości, etyce, uczciwości czy zwykłym rozumie) oraz zupełnie niezrozumiałe mu skutki tego zjawiska, obrazuje słowem wpis autora bloga.
    By oczom niewierzącym nie kłamać, zacytuję doktora(!) Karczmarewicza:
    „…Średnia wieku polskich pielęgniarek oraz ich
    marny ogólny stan zdrowia, będący rezultatem wieloletnich, fizycznych i psychicznych obciążeń zawodowych sprawiają, że w praktyce żaden lekarz nie odważy się wystawienia takiego zwolnienia odmówić. Ryzykowałby po prostu oskarżenie o błąd zawodowy…”
    To, w jaki sposób i jakimi narzędziami diagnostyczno-deontologicznymi solidarności Doktor publicznie (!) rozprawia się z krzywdą Pielęgniarek, ujawniając nowe w cywilizacji pojęcia i standardy orzecznictwa: „średnia wieku”, „odmowa świadczenia”, „odwaga” i wreszcie „błąd zawodowy” w udzielaniu świadczeń (!), to solidarność posunięta w zupełny kosmos, lata świetlne od jakichkolwiek norm.
    Jeśli wobec problemów społeczno-środowiskowych i ekonomicznych pielęgniarek (i kogokolwiek innego) dla tak określonego lekarza primum – non laborare, to jesteśmy już po drugiej stronie lustra, czyli w czasach, gdy za „Solidarność” pałowano na ulicy.
    To oznacza jednakże, że system zrobił swoje, i dziś, jak za komuny, ten i ów szumny księciunio usług zwalniających bez problemu i jego wychowankowie, uzdrowią bolączki nas wszystkich, waląc pieczątkę L4 solidarnie, każdemu obywatelowi RzeczPispolitej, takie L4+.
    Pozostałe dylematy reform, budżetu, systemu, kształcenia czy dostępu i jakości ochrony zdrowia rozwiążą się tym samym same.
    „Lekarskie” udzielanie pozaprawnych i zwolnionych ze standardów zwolnień, czyli pieczętowanie nieuprawnionych (jak w cytacie) wyłudzeń świadczeń finansowanych przez uczciwych podatników, to niewykluczone, zapowiadana już przez rząd forma „dochodu gwarantowanego”.
    W tym sensie wpis wydaje się profetyczny, jak echo powracającej przeszłości „czy się stoi czy się leży…”
    Bo, jak dowodzi cytat in extenso, solidarność jest w tym, aby świadczyć ją cudzym kosztem, gdy być lekarzem, może literalnie każdy, co problem niedostatku kadr rozwiązuje iście innowacyjnie.

  3. @ Pani/Pan Gekko,
    piszę tą odpowiedź z mieszanymi uczuciami.
    Z jednej strony – Pani/Pana komentarz wskazuje na to, ze nie zrozumiała Pani/nie zrozumiał Pan istoty zagadnienia, co z kolei oznacza, ze wytłumaczyłem je nie dość precyzyjnie, czyli – powinienem poświęcić mu kolejny wpis. Dziękuję zatem za inspirację.
    Z drugiej strony – treść Pani/Pana wpisu świadczy o tym, że nie zechciała Pani/nie zechciał Pan zauważyć problemu podstawowego, czyli nieprzyzwoitego wobec pracowników zachowania „Solidarności”. Zamiast tego zastosowała Pani/zastosował Pan klasyczny trumpowiski „whataboutism”, koncentrując się na problemie, w tym kontekście zwłaszcza, drugorzędnym. A to już czysty trollizm. Nie wiem, czy zamierzony, czy mimowolny. Nie obchodzi mnie również, na czyją rzecz. Na tym blogu, od początku jego istnienia, reakcją w takich przypadkach jest zaproszenie do Klasztoru Trzeźwych Myśli, czyli prośba o czasowe powstrzymanie się od dalszego komentowania. Zapraszam zatem. W tym przypadku – tylko do 3 września 2018, z wdzięczności za inspirację. Dla porządku przypomnę, że jeżeli nie zechce Pani/Pan spełnić mojej prośby, to konsekwencją będzie definitywne wykluczenie Pani/Pana z grona komentatorów tego blogu.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Obecne ZZ Solidarność są na smyczy PiSu, tak jak kiedyś branżowe ZZ były na pasku PZPR. Historia zatoczyła koło. Wszystko zaczyna być podporzadkowane PiS, tak jak kiedyś PZPR. Nowa Konstytucja to przyklepie.
    Była dyktatura proletariatu, teraz „suweren” rządzi – ustami swojego prezesa.

  6. @Gekko
    Niech się Pan tak nie spina, jeszcze Panu coś pęknie i kto się wtedy Panem zajmie?

    Biorąc pod uwagę średni wiek pielęgniarek i ich obciążenie fizyczną pracą jestem w stanie wyobrazić sobie stan ich kręgosłupów. I to w zasadzie wystarczy – pielęgniarka przychodzi do lekarza z bólem pleców. To prawdopodobne. I założę się, że gdyby były wątpliwości, zostałyby politycznie wykorzystane.
    Z drugiej strony – patrząc na działania „podłej zmiany” przy proteście rezydentów – ten protest jest skuteczny. To dobrze, pielęgniarkom – jak i ministerstwu – od dawna się należało.
    Ze strony trzeciej – skoro ch. Pana obchodził los pielęgniarek (solidarność, a raczej jej brak), to teraz ch. je obchodzi pański. I prawidłowo – solidarność działa w dwie strony.

  7. @turpin – problem polega na tym, że 99% tych zwolnień nie jest „lewa”. Rozpoznaniem są bóle kręgosłupa, depresja, wypalenie zawodowe. Choroby są prawdziwe, ale… do tej pory pielęgniarki chodziły z nimi do pracy- pomimo że były przemęczone, wypalone i na środkach przeciwbólowych. Teraz powiedziały dość.

    Zresztą pielęgniarki to tylko jeden z problemów w ochronie zdrowia. Jesienią posypią się obsady lekarskie- w końcu ile można przychodzić na dyżur na antybiotyku?

  8. @turpin ‚W cywilizowanych krajach wziecie lewego zwolnienia oznacza to utrate prawa wykonywania zawodu i odpowiedzialnosc karna.’
    W cywilizowanych krajach drastyczne ograniczanie opieki pielęgniarskiej, niedostateczne finansowanie systemu ochrony zdrowia i nagminne lamanie prawa pracy również miałoby nieprzyjemne konsekwencje dla osób które się tego dopuszczają. Pielęgniarki mogły się odnaleźć w kraju w jakim żyją bądź wyemigrować do krajów cywilizowanych. Na szczęście jeszcze niektóre z nich wybierają tą pierwszą opcję, za co należy być im wdzięcznym. Podobnie jak za skuteczne wywarcie presji, które doprowadzi do małego choćby zbliżenia naszego systemu do tego co zna Pan z krajów cywiliwowanych.

  9. Prosze, nie wciskajcie propagandowego kitu o ‚99% chorych pielegniarek’.
    Kazdy ma jakies dolegliwosci, które – odpowiednio wyolbrzymione – moga stanowic pretekst do ubiegania sie o zwolnienie. Albo sie jest zdolnym do pracy, albo nie; sytuacji ‚szarostrefowych’ wbrew pozorom za wiele tu nie ma.

    Prosze tez zwrocic uwage na to, ze nie usiluje podwazac zasadnosci protestu pielegniarek. Nie odkrecaj zatem, tucu, kota ogonem argumentem z gatunku o biciu murzynów.

    Ceterum censeo, pielegniarki dopuscily sie kolektywnego oszustwa, do spolki z lekarzami-zwalniaczami. I jakos kompletnie umknelo to Mediom Opozycyjnym (albo jak nie umknelo, to wola o tym nie mowic). I taka wlasnie postawa – moze nawet lepiej, niz glupi ruch samych pielegniarek – obrazuje przepasc cywilizacyna dzielaca Polske od Zachodu.

  10. Pielegniarki masowo zglaszajace sie po zwolnienia lekarskie to nieuczciwosc wolajaca o pomste do nieba. Jest to lamanie zasad prawa i funkcjonowania stosunkow miedzyludzkich w demokratycznym spoleczenstwie.

    Slawomirski

  11. antymat
    7 sierpnia o godz. 4:19 33579

    @Gekko
    Niech się Pan tak nie spina, jeszcze Panu coś pęknie i kto się wtedy Panem zajmie?

    Szanowny Panie antymat

    Prosze sie zajac swoja osoba bo jest tego potrzeba.

    Slawomirski

  12. Gekko
    6 sierpnia o godz. 8:45 33575

    Szanowny Panie Gekko

    Slusznie krytykuje Pan kryminalne postepowanie pielegniarek. Pan Karczmarewicz nie ma racji.

    Slawomirski

  13. „Gdyby nie wysoce wiarygodne źródło informacji, pomyślałbym, że to fake news: ”

    Przecież tu jak za komuny chodzi o hierarchizacjię tzn. nad wszystkim panuje Wielki Brat wiadomo kogo, potem rząd, sądy, związki zawodowe i suweren (kolejność i pominięcie prezydenta nieprzypadkowe). Po co suweren zajmuje się czymś co do niego nie należy. Do obrony swoich interesów ma legendarny związek zawodowy, który ma świetne układy z rządem i może wszystko „załatwić”. Trzeba tylko poprosić.
    Niedługo w TVPiS będzie info o niezłomnej postawie przewodniczącego Dudy, który dzięki swojej bohaterskiej i nieprzejednanej postawie, a jednocześnie dzięki premierowi Morawieckiemu, który potrafi się pochylić się z troską nad „zwykłym Polakiem”, wywalczy podwyżki dla budżetówki tuż przed wyborami samorządowymi.

  14. Nie odmawiając pielegniarkom prawa do podwyżki, uznania i godnej, bezstresowej pracy niepokoi mnie łatwość z jaką jedna grupa społeczna może w ciagu jednego dnia zachorować.
    To tak jakby jednego dnia kolejarze ogłosili że cały tabor kolejowy jest niesprawny. Budzi to słuszne zdziwienie społeczeństwa i pytanie o rzetelność procesu wystawiania zwolnień.
    To jest trochę „jazda po bandzie” – mozna cos ugrać ale mozne sie przejechać tez.

  15. Zastanawia poblazliwosc autora dla pielegniarek oraz jednoczesne kompletne ignorowanie niedoli osob chorych zaleznych od tych pielegniarek. Jest tp przyklad etyki Kalego.

  16. @turpin
    Nie chcę cię martwić, ale logika dwuwartościowa sprawdza się jedynie w matematyce i informatyce

  17. @sławomirski
    Wzajemnie.