Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Medycyna i okolice - Druga strona stetoskopu Medycyna i okolice - Druga strona stetoskopu Medycyna i okolice - Druga strona stetoskopu

27.09.2015
niedziela

Medycyna i zdrowie w programach wyborczych. Część trzecia: Zjednoczona Lewica

27 września 2015, niedziela,

Ciąg dalszy krytycznego, subiektywnego przeglądu programów wyborczych w ich części dotyczącej medycyny i zdrowia. Dzisiaj: Zjednoczona Lewica.

Tradycyjnie zacznijmy od statystyki. Program Zjednoczonej Lewicy ma 53 strony, z czego zdrowiu poświęcono 7 (13,2 proc.), co w porównaniu z dwoma liderami sondaży jest wynikiem dającym otuchę.

W rozdziale „Zdrowie” (już na 13 stronie) znajdujemy na wstępie deklarację:

Opowiadamy się za publiczną służbą zdrowia, która nie może być nastawiona na zysk. Celem służby zdrowia jest leczenie pacjentów i dbanie o ich zdrowie, a nie osiąganie zysków.

Po czym następują deklaracje programowe:
– wzrost publicznych nakładów na zdrowie do 7 proc. PKB – przeciętnego poziomu w UE. Zniesienie limitów w służbie zdrowia.
– prawo do opieki zdrowotnej z racji posiadania obywatelstwa.
– sprzeciw wobec współpłacenia za leczenie.
– darmowe leki dla najuboższych seniorów.
– sprzeciw wobec przekształcania szpitali w spółki.
– stanie państwa na straży świeckiego charakteru służby zdrowia. Sprzeciw wobec klauzuli sumienia dla aptekarzy.
– refundacja leczenia niepłodności metodą in vitro.
– legalizacja medycznej marihuany i oleju konopnego. Zgoda na badania naukowe nad ich zastosowaniem.
– bezpłatny dostęp do zdalnej opieki dla osób starszych. Przycisk życia umożliwiający błyskawiczne wezwanie pomocy w sytuacji zagrożenia zdrowia lub życia.
– zwiększenie liczby miejsc na studiach lekarskich o 50 proc. (…) Należy zwiększyć również limity przyjęć na specjalizacje medyczne.

Komentarz: pierwszy postulat nie budzi wątpliwości. Wiadomo, że system opieki zdrowotnej jest niedofinansowany i nie ma takiego magika, który by tę finansową niewydolność opanował. Nie mamy wyjścia: albo musimy zwiększyć składki zdrowotne, albo zgodzić się na współpłacenie, co najbardziej uderzy w osoby najmniej zamożne. Wszelkie próby udawania, że istnieje coś takiego jak służba zdrowia bez wkładu finansowego równa się krzewieniu wiary w krasnoludki.

Drugi postulat godzi w czasochłonny oraz pod wieloma względami kosztochłonny system weryfikacji prawa do ubezpieczenia społecznego. Nie słyszałem od dawna merytorycznej opinii broniącej wiarygodnie jego utrzymywanie.

Kolejne trzy punkty programowe mają charakter ekonomiczny. Do trzeciego postulatu, jakim jest sprzeciw przeciwko współpłaceniu za leczenie, należałoby zadać pytanie: jakie współpłacenie i za jakie leczenie. Doświadczenia wielu krajów wykazują, że nawet minimalne ryczałtowe kwoty, będące opłatą za jedną wizytę u lekarza lub wszystkie leki wypisane na receptach z jedną datą, zmniejszają marnotrawstwo leków oraz obciążenie przychodni lekarskich.

Zdecydowanie natomiast nie wolno stosować współpłacenia wobec osób najmniej zamożnych. Ich dostęp (niezależnie od wieku!) do służby zdrowia powinien być bezpłatny. Oczywiście pozostaje kwestia kryteriów przyznania prawa do takiej pomocy państwa. Co do sprzeciwu wobec przekształcania szpitali w spółki – jeżeli rozumiemy go jako brak zgody na dziewiętnastowieczny styl zarządzania przekształconymi placówkami, to w pełni popieram. Głębsza analiza postulatu wymaga wiedzy ekonomicznej, której nie mam.

Sprawa profesora Chazana wykazała, jak wielką pogardę dla pacjenta może mieć lekarz i jak łatwe jest w Polsce sprzeciwienie się obowiązującemu prawu w imię własnych poglądów. Wypowiedzi prominentnych przedstawicieli organizacji lekarskich wykazały, że w kwestiach etyki medycznej zdecydowanie nie jesteśmy państwem świeckim. Trzeba to zmienić.

Sprawa medycznej marihuany została odsunięta w cień przez kampanię wyborczą i kryzys imigracyjny. Najkrócej mówiąc: nie ma powodu, by nie stosować tego leku pod równie rygorystyczną kontrolą, jak ma to miejsce w przypadku morfiny, stosowanej rutynowo od lat.

Zwiększenie naboru na studia – tak, ale nie kosztem jakości. Grupy dydaktyczne na zajęciach klinicznych muszą być małe. Należy uczyć studentów myślenia lekarskiego, a nie „testowego”. Przeznaczać czas na naukę rozmowy z pacjentem i w ogóle pewnego medycznego savoir-vivre. Dlatego postulat wydaje mi się słuszny, ale tylko wtedy, jeżeli odkręcimy dyrektywę pani Kopacz skracającą studia lekarskie o rok, co jest krokiem ku medycynie polowej.

Podsumowanie, czyli czego można się spodziewać.
– zwiększenia poziomu finansowania służby zdrowia (tylko kto się odważy?)
– likwidacji systemu EWUś lub jego kolejnego mutanta
– osłony dla najuboższych pacjentów – jeżeli wystarczy funduszy
– dążenia do laicyzacji medycyny
– dążenia do legalizacji medycznej marihuany
– zwiększenia liczby specjalizantów
– zwiększenia liczby studentów medycyny
– dążenia do ewolucji w kierunku przede wszystkim publicznej służby zdrowia jako podstawy systemu.

Pojutrze: NowoczesnaPL.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 26

Dodaj komentarz »
  1. Brzmi rozsądnie, ale czy to nie jest list do Świętego Mikołaja?

  2. Czy Lewica napisała w programie, komu zabierze, żeby dać służbie zdrowia? To wbrew pozorom jest fundamentalne pytanie. Budżet państwa finansuje utrzymanie status quo i pokoju społecznego kosztem rozwoju i pomyślności naszych dzieci, którym przyjdzie spłacać (ale nie: spłacić) nasze długi.
    Przypomnę, że PBK obiecał wzrost wydatków na armię ponad 2% PKB, od lat zaś mówi się (ale nic nie robi ku realizacji) o konieczności przeznaczania 2% PKB na badania i rozwój (obecnie chyba ok. 0.8%).

    Postulat braku współfinansowania jest obłudny, bo ci, którzy go napisali, i tak nie korzystają z publicznej służby zdrowia, z wyjątkiem sytuacji ekstremalnych. Wolę się nieco dołożyć niż się nie dołożyć, za to czekać pół roku na wizytę u specjalisty. Myślę, że gdyby osoby, które korzystają z prywatnej służby zdrowia, skierować do publicznej, to system by się całkowicie zawalił. Współistnienie prywatnej i publicznej służby zdrowia – na poziomie tych samych placówek lub osób – tworzy problemy, których żaden polityk z żadnej partii nie śmie nawet dotknąć.

  3. -„wzrost publicznych nakładów na zdrowie do 7 proc. PKB – ”
    Doktorze, nikt nie mówi o podniesieniu składki, to przed wyborami bylo by samobójstwem.
    Najpierw należy uszczelnic system, a do tego nie garnie sie żadna ekipa.
    -„likwidacji systemu EWUś”
    To SL:D ścigał latami pierwszego dyrektora śląskiej Kasy, który wprowadził karty czipowe, które funkcjonują do dzisiaj. W przychodni pielęgniarka wkłada kartę do komputera i wyskakują jej moje dane, oraz potwierdzenie ubezpieczenia. Od razu drukuje blankiety recept.
    „– zwiększenia liczby studentów medycyny”
    Pod warunkiem, że natychmiast po studiach nie wyjadą na zachód.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Broń panie boże, przed dopłacaniem paru złotych do wizyt w przychodni; jak to ujął, w przypływie populizmu, red. Żakowski, taki emeryt musiałby zrezygnować ze śniadania – tak jakby emeryci chodzili do lekarza codziennie i przez to mieliby głodować. Bo, nawet jeśli byłaby to prawda, to poranna głodówka raz na jakiś czas, jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
    Tak na marginesie – kiedy czytam ile tysięcy oszuści potrafią wyrwać tym biednym emerytom na numer na wnuczka, to zastanawiam się, czy oni na pewno tacy biedni, czy zgodnie z tradycją biednych odgrywają.
    PS. Oczywiście tych na prawdę biednych z opłat można zwolnić.

  6. Będę zarozumiały ( jak nikt mnie nie chce chwalić , to pochwalę się sam ) twierdząć , że wreszcie ktoś „kupił” mój pomysł z likwidacją EWUŚ-a.
    Ta karta czipowa, o której pisze @andrzej52 to wcale nie musi być dokument potwierdzający prawo do bezpłatnych świadczeń przez jej posiadacza. Bardziej widzałbym ją jako „osobistą bazę danych medycznych” zawierającą cała moją historię zdrowotną albo też jako „klucz ” do takiej bazy. Mogę iść do dowolnego lekarza z taką kartą a on po wprowadzeniu do systemu tej karty wie wszystko o moim zdrowiu.
    Środków na służbę zdrowia mamy ile mamy i tylko trzeba się podjąć działania w celu efektywności ich wykorzystania. Finansowanie ze środków przeznaczonych na służbę zdrowia działań, które nie przekładają sie na poprawę zdrowotności społeczeństwa jest zwykłym marnotrawstwem. Marnotrawstwem tym są wszelkie procedury biurokratyczne.
    Ale tak samo jak w programach PIS i PO brak akcentu na profilaktykę no i oczywiście jest tylko projekt usprawnienia służby zdrowia a nie ma programu Polityki Zdrowotnej Państwa.
    Czyli dalej mamy „leczenie wstydliwej choroby – może nie pudrem lecz maścią na wypryski” .

  7. kaesjot
    Wiecej o karcie tutaj :
    http://www.rynekzdrowia.pl/Ubezpieczenia-zdrowotne/Slaskie-wizyta-u-lekarza-z-karta-chipowa,115743,4.html
    Ale po następnych wyborach, w myśl polskiej tradycji, SLD nie kontynuował prac poprzedników, tylko ścigał sądownie twórcę karty za brak przetargu na powierzchnie reklamową na karcie. Na odwrocie jest reklama PZU.

  8. W kazdej z partii widac mialkosc i brak prefesjonalizmu. Brak wizji, brak wiedzy, brak zdolnosci przywodczych. Poand wszystko brak elementarnej wiedzy ekonomicznej i planowania.

    Dlatego tez cokolwiek partie obiecuja nie ma nic wspolnego z rzeczywistascia i jak juz 26 letnia historia wskazuje zadne z obietnic nigdy nie sa realizowane ani nie ma rozliczenia. Partiom chodzi tylko o wyludzenie wladzy i tylko w tym celu obiecuja.

    Zeby program ZDROWIA byl programem powinien sie zaczynac od oceny obecnej sytuacji. A tu nic z tych rzeczy. Zadna z partii nie potrafi ocenic obecnej sytuacji ale postuluje co nalezy zrobic. To blazenstwo i tyle.

    Nastepnie program ZDROWIA (i kazdy program) powinien miec okreslone cele i
    daty ich realizacji. Zadna z partii nie ma zadnych celow. Chca tylko cos zmieniac bez celow i bez powodow. Czyli chca wyludzic wladze i marnowac pieniadze podatnika.

    Po okresliniu celow i dat ich osiagniecia partyjne programy zdrowia winny wskazywac jak te cele osiagnac, z jakim budzetem i kto bedzie za to odpowiedzialny. I znowu nic z tych rzeczy w partyjnych programach zdrowia.

    Polskie partie polityczne reprezentuja debilizm nigdzie nie spotykany. Tak jest w kazdej dziedzinie. To wynik dyktatorskich struktur partyjnych typu Dozywotni Pan Dyktator – Poddani. Gdy partyjny dyktator swa osba ustala dozwoloony poziom inteligenci partyjne programy nie sa wstanie pokazac nic wiecej niz to co pojmuje ‚inteligencia’ partyjnego dyktatora.

  9. Najbardziej ze wszystkiego podoba mi się określenie „współpłacenie”. Współpłacenie z kim? Bo jeśli z NFZem tojuż płacę na Fundusz więc współpłacę sam ze sobą?

  10. Bezpłatnych porad się nie słucha, bezpłatne lekarstwa, przeterminowane ladują w koszu na smiecie. Pewne minimalne opłaty powinny być. Nawet refundować najbiedniejszym emerytom te opłaty po pewnym czasie, ale powinno sie je wprowadzić. Wydawanie pieniędzy boli.

  11. Program sensowny natomiast szanse realizacji,nawet gdyby Lewica uzyskała możliwośc rządów samodzielnych ,po prawdzie żadne.Zaplączą się we własnych sznurówkach .Tak jak i inne ekipy potencjalnie zwycięskie.W RP rządzą urzędnicy.Żadnej partii nie udało się tego zmienic. Warunkiem koniecznym aczkolwiek nie wystarczającym jest pełna i rzetelna komputeryzacja usług SZ .EWUś jest potworkiem na miarę możliwości urzędniczych.
    Rekomenduję przyjrzenie się np systemowi informatycznemu SZ Danii.
    Manna unijna obficie zasilająca tzw „cyfryzację” pada łupem urzędników kooperujących zgodnie z dostawcami usług informatycznych.Przykładów wiele ,procesów mniej ale i takie się znajdą.
    Przykro mi,że nie potrafię optymistycznie…

  12. Studia medyczne nadal trwają 6 lat. Zlikwidowano staż podyplomowy. Po raz kolejny powtarza Pan błędne informacje.

  13. Szanowny Panie doktorze

    Studia medyczne nie musza trwac szesc lat. Tradycja jak w „Skrzypku na dachu” ma sie nijak do zmieniajacej sie codziennosci. Studia medyczne powinny byc takie jak w Ameryce aby absolwenci po ich ukonczeniu byli kompetentnymi profesjonalistami.

    Slawomirski

  14. Slawomirski
    27 września o godz. 18:15 30680
    Czy chciałbyś lecieć jako pasażer Boeingiem, którego piloci edukację zakończyli na Cesnie 152 ?

  15. Problem prof. Chazana nie jest kwestią „pogardy” lekarza dla pacjenta, ale chęcią zrobienia kariery politycznej w pewnej określonej partii. Jak wiadomo, nic tak dobrze nie wpływa na popularność starzejącego się przeciętnego i mało lubianego ginekologia, jak opinia męczennika za wiarę.

  16. BTW: klauzula sumienia ma oczywiście sens- np. moje sumienie nie pozwala na asystowaniu przy torturach czy innych „rozszerzonych technikach przesłuchań”. Nie zatrudniam się jednak w CIA i nie rozumiem, czemu osoby przeciwne sztucznym poronieniom upierają się przy specjalizacji z ginekologii.

  17. Szanowny Panie andrzej52

    Ja opisuje reala mnie otaczajace. Upieranie sie ze medycyna ma trwac szesc lat nie ma sensu bo wazny jest efekt studiowania a nie czas przeznaczony na studia. Praca studenta musi byc intensywna aby w jak najszybszym czasie stal sie kompetentnym profesjonalista. Ogolne wyksztalcenie lekarskie jest latwo osiagalna wiedza natomiast nielatwa wiedza specjalistyczna w medycynie zajmuje czesto 6-10 lat dodatkowego ksztalcenia dlatego upieranie sie przy szescioletnich studiach lekarskich jest niesluszne.

    Czasami Boeing jest prowadzony przez niekompetentnego pilota i prowadzi to do katastrofy tak jak to mialo miejsce kilka lat temu w San Francisco ale to nie ma nic wspolnego z medycyna.

    Slawomirski

  18. barnaba

    W Polsce jest miejsce na nowa specjalizacje o nazwie

    KATOLICKI GINEKOLIG

    W ten sposob pacjentki beda mialy jasny wybor.

  19. Dlaczego studia wyższe są w Polsce bezpłatne??? Szczególnie tak intratne jak medycyna i prawo?
    Razumiem że edukacja jest w Polsce bezpłatna, ale dlaczego studia wyższe. Wysłanie dziecka na medycyne to jest jak posag dla dziewczyny i dobre ustawienie się w życiu dla chłopaka.
    Jak długo będziemy szkolić lekarzy dla GB, Irlandii, USA i innych bogatych krajów? Powinny być pożyczki na studiowanie lub obowiązek odpracowania studiów.
    Czy jakaś partia to proponuje, czy wszystkie sa tak ślepe i durne?

  20. JackT – i jedno i drugie.
    Stypendia państwowe – 5 lat pracy w państwowej służbie zdrowia powodowałoby umorzenie kosztu 1 roku kształcenia. Jeśli chce wyjechać z kraju lub podjąć prywatną praktykę musi spłacić nieumorzoną część. Do tego dostępne byłyby kredyty komercyjne, dla tych, którzy nie chcą się wiązać. Jeśli ktoś ma bogatych rodziców to niech płacą za kształcenie a po studiach jest wolny.
    Zasada to powinna dotyczyć wszelkiego rodzaju wyższych uczelni- nie tylko medycznych. Oczywiście praca musiałaby być zgodna z kierunkiem studiów. Zastanawiam się czy nie objąć tym także techników – przynajmniej określonych zawodów.
    Zahamowałoby to może ten owczy pęd na studia, gdy obecnie studiuje 3 – 5 razy więcej studentów niż w czasach PRL-u. Jedyny skutek to obniżenie wymagań i poziomu studiów.
    Technik 25 – 30 lat temu prezentował wyższy poziom fachowości niż większość obecnych inżynierów.

  21. Kaesjot.
    Szczegóły są do opracowania. Dobre studia to inwestycja. Nie wiem dlaczego społeczeństwo ma fundować takie intratne studia lub 14 pensje górnikom, to jest chore i niesprawiedliwe.

  22. @JackT – odpowiedź jest bardzo prosta: koszt jednego roku studiów medycznych to około 12-14 tys złotych. Praca lekarza po studiach wyceniana jest na 3200 zł brutto.

    Wniosek jest bardzo prosty: po wprowadzeniu odpłatności oznacza, że na medycynę szliby ludzie z „plecami”, a nie zdolni czy zainteresowani, a samo zainteresowanie studiami medycznymi dramatycznie by spadło. Eksodusu byś nie powstrzymał, bo 4 tys euro miesięcznie to taka sobie pensja lekarska w Niemczech czy Skandynawii. Większość zarabia dużo więcej, przy dużo lepszej organizacji pracy.

    Zatem w kraju zostaliby albo genetycznie uzdolnieni, albo tacy, których nikt by nie chciał w krajach cywilizowanych.

    Żeby było śmieszniej- wprowadzając taką regulację, musiałbyś wszystkim absolwentom studiów dziennych zapewnić pracę w zawodzie. Czyli powrócić do gospodarki nakazowej sprzed 1989r. Inaczej mieliby pełne prawo opuścić Polskę, która nie wywiązałaby się z umowy podpisanej ze studentem.

  23. By paroksyzmy,całkowicie jałowej,dyskusji o latach kształcenia lekarzy skrócic.Pragnę wspomniec stopień „felczera” ,niby zapomniany ,lecz z regulacja w RP nieodległą bo z roku 2005.
    Kto chce niech w Google czyta.
    Wspominam,bowiem już tak bywało w K.U.K (google!) ,ze byli nieodzowni.Zwłaszcza w Karpatach.Dziadek mial 11 blizn na plecach.I przeżył by zostac moim dziadkiem.Trudno.
    Otóż jest wyjscie.
    Płacic pielęgniarkom po studiach wyższych oraz felczerom z uprawnieniami do robienia lewatywy na tyle by lekarzy uwolnic od troski o pacjenta.

  24. Barnaba.
    Ściemniasz. Studia medyczne, nawet odpłatne, we wszystkich krajach są tak świetną inwestycją że tylko najlepsi są przyjmowani. Pokaż kraj zachodni gdzie studia medyczne są bezpłatne i są wolne miejsca.
    Brak zatrudnienia w kraju, gdzie do lekarza się czeka godzinami? Bądź poważny.
    Patogen.
    Tęsknisz za czasami Szwejka? Na zachodzie (Europy i nie tylko), paramedic jest czymś takim pomiędzy lekarzem a pielęgniarką, nie ma lekarza w karetce. Zresztą pielęgniarki (po studiach pielęgniarskich – bezpłatnych) też mają większe uprawnienia.

  25. @barnaba – chyba za semestr a nie za rok. Stawki roczne opłat za studia niestacjonarne wynosiły od 20 000 zł ( Gdańsk) do 35 400 zł ( w_wa ) , czyli 7 – 12 średnich zarobków netto. Natomiast koszt wykształcenia katechety, filozofa czy etnologa jest 6-10 razy niższy.
    W szpitalach lekarze zarabiają miesięcznie netto od min. 3 300 zł (lekarz bez specjalizacji ) do max. 8 600 zł ( ordynator ). Oczywiście nie obejmuje to dochodów z praktyki prywatnej. Z grubsza licząc absolwent medycyny miałby do spłaty lub odpracowania 150 000 zł.
    Na 25 lat byłoby to ok 500 zł/m-c = 5-10 pacjentów przyjętych prywatnie = 3 – 5 godzin pracy miesięcznie. Straszna krzywda ?
    Tu nie chodzi tylko o pieniądze – chodzi też o „niewdzięczność” tych, których kształcimy by nami się opiekowali.

  26. @JackT: właśnie, kraj zachodni. W Polsce lekarzy jest ZA DUŻO w stosunku do możliwości finansowych systemu. Stąd pomysły zatrudniania ich na umowach cywilno-prawnych – bo taniej. O nieuleczalnej głupocie polskich eskulapów świadczy to, ze się na takie warunki zgadzają.
    Do lekarza czekasz miesiącami nie ze względu na brak lekarzy, ale dlatego, że NFZ ograniczył im możliwości przyjmowania pacjentów (na nadwyżkowe porady po prostu nie płaci). Za darmo nawet ksiądz nie pracuje.

    Paramedic w Polsce pracuje albo za 2500 zł brutto, albo na umowie śmieciowej

  27. @kaesjot – patrz, a ja płaciłem podatki na zawodówkę hydraulika, a ta łajza wyjechała do Francji. A wystarczyłoby, żeby po godzinach w czasie wolnym, założył co tydzień kilka uszczelek i spłacił koszt swojej edukacji.

    Te 3300 złotych/ miesiąc netto to wziąłeś chyba z materiałów reklamowych PO. Lekarz bez specjalizacji, z pełnym prawem wykonywania zawodu zarabia 3200 zł BRUTTO. Na rękę ma około 2200 zł. Po specjalizacji jego pensja wzrasta do 3800-4500 zł BRUTTO. Ordynator, czyli lekarz z dużym doświadczeniem, odpowiadający w fabryce kierownikowi działu, ma podstawy jakieś 6-8 tys zł – też brutto. Dużo? A na ile wyceniasz własne zdrowie i życie?

    Praktyka prywatna to praca po godzinach. Lekarze przyzwyczaili do niej społeczeństwo, szkoda tylko, że oznacza to przemęczonych lekarzy. Polacy zasłużyli chyba na coś lepszego?