Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Medycyna i okolice - Druga strona stetoskopu Medycyna i okolice - Druga strona stetoskopu Medycyna i okolice - Druga strona stetoskopu

25.09.2015
piątek

Medycyna i zdrowie w programach wyborczych. Część druga: PO

25 września 2015, piątek,

Kontynuujemy krytyczny przegląd programów wyborczych w ich części dotyczącej medycyny i zdrowia. Dzisiaj: Platforma Obywatelska.

Tym razem nie sposób nie zacząć od formy. Otóż program PO jest jedynym z zamieszczonych na stronach internetowych kandydujących partii, którego nie da się wydrukować ani pobrać w jakimkolwiek formacie. Dostępna jest jedynie forma elektroniczna, którą można czytać na komputerach lub urządzeniach mobilnych. Jest to właściwie zrozumiałe. Oślepiona własnym blaskiem Platforma obawia się, żeby jej genialne idee nie zostały niecnie skopiowane. Przypomina mi się powiedzenie Mistrza Wojciecha Młynarskiego o facetach (a w tym wypadku i Paniach), którym zbyt często biją brawo, skutkiem czego zapadają oni (one?) na przykrą przypadłość. Mianowicie – głupieją.

W poprzednim odcinku (przypominam – kolejność odpowiada miejscom w sondażach z 21 września) zajmowaliśmy się programem PiS, który liczy sobie aż 168 stron – głównie z powodu obszernych wywodów o tym, co zepsuła obecna ekipa rządząca, a głównie PO, a przede wszystkim Donald Tusk. Program PO jest skromniejszy objętościowo, ale niechudy: 88 stron. Z czego sporo zajmują opisy tego, co rządy PO zrobiły dobrze. Oczywiście zdaniem PO. Kwestie ochrony zdrowia zajmują w sumie 6 stron tekstu (6,8 proc.), czyli niby lepiej niż w przypadku PiS.

Polityka senioralna: na stronie 25 rzucono kilka liczb (bez żadnego odniesienia) mających obrazować, jak bardzo PO dbała o stan zdrowia osób w podeszłym wieku, po czym zamieszczono stwierdzenie: „Powołaliśmy do życia Narodowy Instytut Geriatrii – pierwszą taką instytucję w 25-leciu wolnej Polski. Wykształci ona odpowiednią liczbę lekarzy geriatrów”.

Na stronie 26 zadeklarowano tworzenie dziennych domów opieki medycznej nad osobami niesamodzielnymi powyżej 65. roku życia oraz stworzenie technologicznych i prawnych rozwiązań dla stosowania telemedycyny w ochronie zdrowia.

Komentarz: Instytut Geriatrii może służyć oczywiście jako placówka referencyjna, przeznaczona do leczenia najbardziej skomplikowanych chorób, rozwijająca naukę etc. Twierdzenie jednak, że jedna placówka, o ograniczonej siłą rzeczy liczebności zespołu, doprowadzi do odpowiedniego wysycenia geriatrami sporego kraju, w którym populacja starzeje się szybko, a geriatrów nie ma, jest znakomitym przykładem jednego z głównych grzechów politycznych pani Ewy Kopacz: fasadowości.

Geriatrię trzeba zbudować, rozwijając odpowiednio gęstą sieć ośrodków referencyjnych, mogących łącznie kształcić odpowiednią liczbę specjalizantów. Dodatkowy niesmak powoduje fakt, ze Instytut Geriatrii powstaje kosztem Instytutu Reumatologii. Bo geriatria jest politycznie nośna, a reumatologia – nie. Bezmiar hipokryzji.

Jak już pisałem poprzednio, funkcjonowanie dziennych domów opieki nad osobami niesamodzielnymi opiera się na pięciu grupach zawodowych: pielęgniarkach, opiekunach medycznych, fizjoterapeutach, psychologach oraz lekarzach. Pielęgniarki PO wytępiła prawie jak amerykańscy osadnicy bizony i wilki, kończąc dzieło zniszczenia poprzednich rządów. Opiekunów medycznych, psychologów klinicznych oraz geriatrów mamy dramatyczny niedobór. Jego uzupełnienie potrwa dużo dłużej niż budowanie i wyposażanie najwspanialszych nawet placówek opiekuńczych. Bo w ostatecznym rozrachunku liczą się ludzie, o czym PO nie była łaskawa pamiętać.

Ideę rozpowszechnienia telemedycyny należy z kolei ocenić bardzo pozytywnie. Nie wymaga dramatycznych nakładów. Wykwalifikowana kadra jest. Brak tylko rozwiązań prawnych i wytycznych merytorycznych. Efektem będzie – jak to już dzieje się w świecie – zwiększenie poczucia bezpieczeństwa pacjentów i uproszczenie organizacji opieki w chorobach przewlekłych. Także – co nie jest bez znaczenia – obniżenie kosztów tej opieki w dłuższej perspektywie czasowej.

Rozdział „Dostępna i nowoczesna ochrona zdrowia” przynosi opis dotychczasowych dokonań (oczywiście) oraz następujące deklaracje:
– wzrost wydatków na zdrowie
– możliwość dodatkowych ubezpieczeń w formie dobrowolnej, co nie ograniczy dostępu do świadczeń dla osób pozostających wyłącznie w systemie publicznym
– intensyfikacja działań w dziedzinie profilaktyki
– informatyzacja i cyfryzacja sytemu opieki zdrowotnej, w tym wprowadzenie e-skierowań i e-recept
– wprowadzenie telemedycyny
– ochrona praw pacjenta
– lepszy dostęp do opieki specjalistycznej
– rozwój ratownictwa
– zwiększenie liczby przyjęć na studia
– otwarcie nowych uniwersytetów medycznych: w Kielcach, Rzeszowie i Zielonej Górze
– zwiększenie liczby rezydentur
– zaproponowanie kilkuletnich kontraktów z lekarzami i pielęgniarkami w trakcie szkolenia, uwarunkowanych ich pozostaniem w kraju przez 5 lat po studiach
– zwiększenie płac w systemie ochrony zdrowia, by przeciwdziałać migracji
– zwiększenie liczby specjalistów z dziedziny geriatrii
– wprowadzenie systemu badań przesiewowych dla osób starszych w celu wczesnego wykrywania chorób i odpowiednio wczesnego rozpoczęcia leczenia.

Komentarz: bardzo pięknych 15 zagadnień, które pozwoliłem sobie wynotować z programu PO. Przy lekturze, w przypadku większości z nich, nieodparcie nasuwa się pytanie: a nie można było tego wszystkiego zrobić 8, no może 6 lat temu? Ostatecznie – niech już będzie – 4 lata temu?

Dlaczego przez ten czas nie przeszkadzała Platformie np. ucieczka pielęgniarek i ratowników z zawodu albo z kraju? Poza tym nie wiem, ile z tych naprawdę dobrze brzmiących elementów programu planowanych jest jako tzw. sukces sprawozdawczy? Pakiet onkologiczny pokazał doskonale, jak to działa: pomagamy jednym pacjentom i chwalimy się tym. Jednocześnie szkodzimy innym pacjentom, ale o tym jakoś nie wspominamy.

Przedsmak skłonności do takiej strategii zawarty jest w punkcie wpisanym przeze mnie pod numerem 9. Zwiększenie przyjęć na studia to jeden z elementów wyrównywania niedoboru lekarzy. Partia pani Kopacz nie wspomniała skromnie, że jakiś czas temu nakazała skrócić studia medyczne o 1 rok – do 5 lat. Dlatego wiosną 2017 skończy studia ostatni rocznik z sześcioletnich studiów i pierwszy z pięcioletnich. Na rynku może zrobi się wręcz na kilka miesięcy nadmiar lekarzy. Jestem gotów założyć się, że PO (czy jako rząd, czy opozycja) przedstawi ten stan jako odległy sukces swoich rządów, z nadzieją, że „ciemny lud to kupi” (że zacytuję pewnego małego cwaniaczka). Będzie to być może początek długiego marszu do kampanii 2019…

Podsumowanie, czyli czego można się spodziewać.
– otwarcia nowych uczelni medycznych i zwiększenia liczby studentów – to już się dzieje
– wprowadzenia telemedycyny – pierwsze działania już podjęto
– poza tym nic nie wiadomo, bo program brzmi naprawdę dobrze, ale mamy już swoje niedobre doświadczenia.

Jutro: Zjednoczona Lewica.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 24

Dodaj komentarz »
  1. Pocieszające jest to, iż PO dostrzega role profilaktyki i zgadza się z teza , ze ” łatwiej zapobiegać niż leczyć”
    Co prawda na ostatnim miejscu ale zawsze .
    Poświecono jej w sumie w sumie 6 zdań ograniczając się do rozszerzenia zakresu bezpłatnych szczepień dla dzieci, propagowania „zdrowego stylu życia”, – poprzez wprowadzenie tych treści do programów szkolnych.
    Pytanie tylko – dodatkowo czy zamiast czegoś ?
    Czy w wymiarze takim jak religia ( prawie 1 rok z 12 lat nauki przeznaczony wyłącznie na nauczanie religii ) czy zamiast jej. Katecheci i katechetki będą musieli przekwalifikować się na dietetyków.
    Ale to tylko „obiecanki – cacanki” – jak przez 8 lat rządów tego nie zrobili to zrobią to teraz ?
    Trzeba przyznać , że obecnie w temacie zdrowia więcej proponują niż 4 lata temu.
    To wszystko jest jednak tylko propozycja usprawnień tego co juz działa czyli podejście diagnostyczne.
    Moim zdaniem trzeba podejść do tematu metoda prognostyczną .
    Nie „Reforma służby zdrowia ” lecz ” Polityka zdrowotna państwa”
    Celem tych działań nie ma być tylko „usprawnienie służby zdrowia” lecz poprawa stanu zdrowia społeczeństwa.
    Nie – ” jak skuteczniej leczyć” lecz, co robić, by znacząco zmniejszyć „zachorowalność”
    Służba zdrowia jest istotnym ale nie jedynym narzędziem realizacji tej polityki.
    Nie więcej lekarzy lecz mniej chorych – taki powinno się preferować kierunek działań.

  2. Brak komentarzy, jak działa Służba Zdrowia pod zarządem PO każdy widzi.
    PS. Co nie znaczy że zmiana Rządu ją uzdrowi.

  3. Troche techniki i człowiek się budzi. Jak najbardziej program PO mozna sciagnac w formie PDF. http://platforma.home.pl/images/Polska-Przyszlosci-Program-PO.pdf

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Efekt działań PO widać:
    1. Potworny wzrost biurokracji: przeróżnych kart kontrolnych, skal oceny i skal ryzyka. Problem w tym, że czas poświęcony na wypełnianie tych głupot jest czasem zabranym choremu. Na rozmowę z nim, zastanowienie się nad jego leczeniem po prostu nie ma już czasu. Jednocześnie karty są kompletnie oderwane od rzeczywistości i zwyczajnie nie uwzględniają indywidualnego podejścia do pacjenta, który przestał być Człowiekiem, stał się świadczeniobiorcą, popsutą maszyną, którą należy naprawić, napisać z naprawy raport i odesłać do domu. I wiecie co? Najważniejszy jest raport.

    2. Stworzenie systemu nieprzyjaznego dla lekarzy, pacjentów, idealnego dla przeróżnej maści kontrolerów i urzędników. Kto wpadł na pomysł uzależnienia odpłatności za lek od charakterystyki produktu leczniczego- dokumentu nieprzyjaznego, mało czytelnego i archaicznego, nie nadążającego za postępem wiedzy medycznej. Samo ministerstwo zauważyło głupotę tego rozwiązania i wydało „wskazania pozarestracyjne” co jest dowodem jedynie na to, że biurokracja doskonale walczy z problemami, które sama tworzy.

    3. Ekonomię postawioną na głowie: stworzono system Jednorodnych Grup Pacjentów. W efekcie NFZ płaci tyle samo za leczenie 19-latki z zapaleniem płuc, jak i za leczenie tegoż zapalenia 90-letniego staruszka z niewydolnością krążenia, cukrzycą i otępieniem. Ta pierwsza wyjdzie ze szpitala za 5 dni, staruszek poleży i miesiąc. Szpitale nie są w ciemię bite i ciężko chorych pacjentów unikają jak morowej zarazy.

    4. Łamanie praw pracowniczych podniesione do rangi sztuki: lekarz lub pielęgniarka na etacie to kłopot. Zatrudnia się ich na umowach cywilno-prawnych, czyli luksusowych śmieciówkach. Niby nic, ale 25 lat III RP doprowadziło do masowej ucieczki lekarzy z kraju. Do tego szpitale i przychodnie ledwo wiążą koniec z końcem. Te dziury trzeba jakoś załatać, więc nie dziwcie się, że zajmie się Wami lekarz pracujący bez przerwy 72 godziny. On też wolałby być w domu, ale dostał od swoich przełożonych propozycję nie do odrzucenia.

    5. Braki lekarzy i pielęgniarek: nie zdziwcie się, jeśli w szpitalu jeden lekarz będzie doglądał kilku oddziałów, a pielęgniarka 40 leżących chorych. „Doglądał”- bo o zajmowaniu się nie ma mowy. Nie zdziwcie się, jeśli lekarz w ciągu dnia zajrzy do Was na 2 minuty- po pierwsze ma 15 takich jak Wy, a po drugie musi wypełnić dokumenty z pkt.1, bo z tego go rozliczają, a nie z leczenia. Szpital chętnie zatrudniłby więcej personelu, ale po pierwsze nie ma na to pieniędzy, więc łata dziury jak może, a po drugie nie ma lekarzy, bo wszyscy siedzą w Szwecji lub Irlandii.

    6. Potworna nieufność między lekarzem a pacjentem. Wszyscy wiedzą, że pacjenci potrafią nagrać lekarza, na wszelki wypadek, gdyby coś poszło nie tak. Zdradzę Wam tajemnicę- jeśli zaczniecie wymyślać lekarzowi, zostaniecie też nagrani. Możecie zostać nagrani nawet jak będziecie wyjątkowo grzeczni, tak na wszelki wypadek, żeby lekarz mógł się bronić jak za rok prawnik-cwaniaczek namówi Was na pójście do sądu. Gdzie tu zaufanie? Relacja lekarz-pacjent? Ano szlag je trafił. Prawnicy i dziennikarze zacierają ręce a „małe Michniki” prawie każdy ma w kieszeni.

    Naprawienie szkód poczynionych przez Kopacz i Arłukowicza zajmie lata…

  6. Tutaj gdzie mieszkam ukonczenie fakultetu medycznego na uniwersytecie zajmuje trzy lata. Odbywa sie to kosztem letnich wakacji. Wiekszosc uniwersytetow oferuje czteroletnie studia medyczne.

    Slawomirski

  7. Wystarczy popatrzec na wysokosc wydatkow na sluzbe zdrowia w innych panstwach aby zrozumiec dlaczego w Polsce jest zle.

  8. Geriatria.
    W ostatnich latach w moim powiecie powstały 3 „zakłady opiekuńczo – lecznicze”.
    Jeden, należy do powiatu, pobyt finansowany z NFZ, drugi, chyba większy powstał przy szpitalu, należy do sióstr zakonnych, pobyt finansowany przez NFZ, lub pensjonariusza, trzeci, najmniejszy, jest całkowicie prywatny, pobyt finansowany przez pensjonariusza.
    Ten trzeci jest najciekawszy, z jednej strony sąsiaduje z firmą pogrzebową, a przez ulice z kostnica na cmentarzu. Za komuny w budynku był ośrodek zdrowia, w którym przyjmował jeden lekarz, jeden pediatra i jeden dentysta, na 7 tys mieszkańców.
    Narzeczona bratanka właśnie skończyła medycynę, zamierzała wybrać geriatrię, wybrała przeciwność, czyli pediatrię.
    Wydaje mi sie, że geriatria nie cieszy sie popytem u młodych, gdyż po specjalizacji w innych kierunkach można znacznie więcej zarobić (dorobić) otwierając własny gabinet. Poza tym, co za przyjemność oglądać stare , pomarszczone ciała, niejednokrotnie z Alzheimerem.
    znafca in spe
    25 września o godz. 20:11 30650
    Tylko, że w „tych innych krajach” masz znacznie wyższe koszty usług medycznych (robocizna, budynki itp), oraz współpłacenie przez pacjenta, oraz prywatne, konkurujące ze sobą kasy chorych.
    Ja nie rozumię, dlaczego nie można wprowadzić drobnych opłat za wizytę , czy ryczałtu na wyżywienie w szpitalu. Tak, wiem, że Konstytucja nie pozwala, ale Konstytucje można zmienić.
    Doktorze.
    W obydwu programach zapomniał Pan napisać o darmowych lekach, które partie proponują. A jest to bardzo ważna kiełbasa wyborcza dla potencjalnego , nie myślącego, wyborcy

  9. barnaba
    25 września o godz. 17:39 30648
    Piszesz niepoważne rzeczy o ilości personelu w szpitalu.
    Wiosną, przez półtora miesiąca obserwowałem prace personelu na oddziale wewnętrznym małego , prywatnego, szpitala (NFZ).
    Na 37 , nie zawsze obłożonych łóżek, było 5 lekarzy, w tym z tytułami akademickimi, oraz 11 pielęgniarek, 4-5 na zmianie.

  10. @Andrzej52.
    Nie wiem czy zauważyłeś że autor pisze o Powszechnej Służbie Zdrowia a nie o „małym, prywatnym szpitalu”. Bądź poważny.

  11. JackT
    Mały i prywatny, nie znaczy , że nie podlega pod publiczną służbę zdrowia.
    a mały dlatego, że w powiecie jest drugi, również prywatny (sp.z.oo), należący do powiatu. wyremontowany, dużo większy szpital.
    jestem całkowicie poważny.
    http://www.szpital.boromeuszki.org.pl/index1.php
    Uważam, że duża część problemów bierze się ze złego zarządzania, z oczekiwania , że wszystko załatwią „oni”.

  12. Cenny tekst. Ewa Kopacz zdewastowała służbę zdrowia. Jednak na niektórych polach jest wspaniale. Dorosłe dzieci byłego prezydenta mają prawo do ekskluzywnej opieki zdrowotnej [na koszt podatników].

  13. @andrzej52

    37 łóżek, 5 lekarzy, 11 pielęgniarek?
    No to garść wyliczeń:
    1. Na lekarza w tym systemie teoretycznie przypada 7-8 pacjentów, co faktycznie nie jest wartością dużą, jeśli to nie są pacjenci w ciężkim stanie, których nie da się zabezpieczyć w trakcie obchodu i oczywiście jeśli lekarz ma wsparcie sekretarki.
    Ale teraz zaczynają się schody. Zacznijmy od najbardziej oczywistych problemów:
    a) na każdego z zatrudnionych lekarzy przypada sześć 24-godzinnych dyżurów w miesiącu. Po dyżurze lekarz ma obowiązek zakończyć pracę (chyba, że pracuje na umowie cywilno-prawnej) i pójść do domu. Oznacza to, że z pięciu lekarzy robi się de facto czterech, a ilość pacjentów na lekarza wzrasta do 9-10.
    b) 24-godzinne dyżury są w opiece zdrowotnej niebezpiecznym archaizmem. Przeprowadzono badania z których wynika, że przy pracy w takim wymiarze zdolność kojarzenia jest mniej więcej taka, jak u osoby z poziomem alkoholu we krwi 1-1,5 promila. Tępimy pijanych lekarzy, zgadzamy się na przepracowanych. Do tego ciągłość opieki nad chorym staje się fikcją, bo lekarz po dyżurze wychodzi i ktoś z kolegów musi go z doskoku zastąpić.
    c) podliczmy godziny pracy – załóżmy, że ilość godzin do przepracowania w miesiącu wynosi 170. Każdy dyżur w dzień powszedni i niedzielę oznacza 16 nadgodzin (w praktyce 16 g. 25 min, bo lekarze mają dzień pracy 7 godz. 35 min). Każdy dyżur piątkowy lub sobotni to 24 nadgodziny. Przy 6 dyżurach w miesiącu, gdy 2 wypadają w piątek lub sobotę, mamy 4×16 + 2×24 czyli 112 nadgodzin! podzielny to na statystyczne 4,5 tygodnia, to otrzymamy 25 nadgodzin tygodniowo. UE zaleca, żeby lekarz nie pracował ponad 48 godzin w tygodniu, ze względu na bezpieczeństwo pacjentów!
    d) powyższe wyliczenia nie obejmują oczywiście chorób i urlopów. Jeśli z 5-osobowego zespołu wypadną dwie osoby, co latem i w sezonie grypowym nie jest niczym dziwnym, wtedy na lekarza przypada codziennie 12-13 pacjentów i dyżur co 3 dzień. A to już jest niebezpieczne.
    2. Podobne wyliczenia dotyczą też pielęgniarek. Z reguły z zespołu jedna pełni funkcję oddziałowej, druga zabiegowej i pracują od rana. Do obsadzenia zmian zostaje 9 osób co przy uwzględnieniu chorób, urlopów, niezbędnego wypoczynku daje pomiędzy 15 a 8:00 dwie pielęgniarki na zmianie. Czy to dużo? Tak, jesli oddział zatrudnia dodatkowo opiekunki do karmienia i przewijania chorych. Jeśli nie- to chorzy niesprawni jedzą zimną kolację, leżą po kilka godzin w brudnym pampersie i dorabiają się odleżyn. Proszę pamiętać, ze interna jest oddziałem „ostrym” i trafiają tam pacjenci w stanie zagrożenia życia, którzy mają bezwzględne pierwszeństwo.
    3. Żaden oddział szpitalny nie może pracować na styk. Dobrym obyczajem jest pozostawienie 3-4 wolnych łóżek na dyżur. Dlaczego? Ano dlatego, żeby można było przyjąć chorego przywiezionego przez pogotowie bez ustawiania dostawek na korytarzach i bez odsyłania go do innych szpitali w województwie- bo może tego nie przeżyć.
    4. Wspomnianych 8 pacjentów na lekarza jest możliwych do dopilnowania, jeśli ów lekarz nie jest obciążony innymi obowiazkami. Jeśli dodatkowo wykonuje badania endoskopowe, USG, konsultuje inne oddziały i pisze karty informacyjną, to opieka nad tą ósemką staje się fikcją.

    Podsumowanie jest proste- każde zmniejszanie ilości personelu odbija się na chorych. Kończy się wydłużeniem hospitalizacji, większą ilością powikłań i zgonów, a w najlepszym razie brakiem edukacji pacjentów. W obecnej sytuacji wspomniany oddział może w sposób odpowiedzialny poprowadzić zespół składający się „aż” z 8-9 lekarzy, przy czym, biorąc pod uwagę urlopy, choroby i plany macierzyńskie, jest to absolutne minimum, by zapewnić bezpieczeństwo chorym.

    Czy można zmniejszyć liczbę lekarzy? Oczywiście. W Skandynawii internista prowadzi 10-12 chorych, niezbyt się przy tym przepracowując. Ale tam wszystkim oprócz leczenia zajmuje się asystentka. Ona zbiera od chorego wstępny wywiad, wpisuje w dokumentację przebieg rozmowy z chorym, wypełnia skale ryzyka, pisze karty informacyjne i skierowania. Lekarz tam jest od leczenia, bo jego praca jest zbyt droga, by zmieniać go w urzędnika.

  14. Andrzej52 – jeśli w walącej się ruderze jakiś lokator, może kilku a nawet wszyscy jej lokatorzy wypicują ” na glanc” swoje mieszkania, to nadal będzie to waląca się rudera !
    Mamy już dość „klekrania” i działań w stylu ” szpachlówka, dachówka, trzy cale wapna i glajcha” ( stare murarskie powiedzonko o partackiej robocie ).
    My, obywatele oczekujemy od rządzących takiego SYSTEMU POLITYKI ZDROWOTNEJ dzięki której mniej będziemy chorować.
    Jak składamy komuś życzenia, to w pierwszej kolejności życzymy mu ZDROWIA a nie by lekarz cię długo leczył.
    Dalej życzymy mu SZCZĘŚCIA a szczęsliwe życie to takie, kiedy nie ma m.in. potrzeby korzystania z usług strażaka, policjanta, prawnika i lekarza. No i chodzenia po urzędach !!!
    Tego samego życzymy sobie sami !

  15. barnaba
    drobna korekta, nie pięciu, a siedmiu lekarzy, do dyspozycji mają sekretarkę.
    Przepraszam.

  16. Ktos tutaj wspomina specjalne szpitale dla tych lepszych bo sprawujacych wladze Polakow. Ten stan rzeczy jest nie do zaakceptowania w normalnym kraju.

    Slawomirski

  17. Jeden nie przeczyta ze zrozumieniem, drugi dołoży od siebie, i plotka biegnie w świat.
    A wystarczy kliknąć na załączony link.

  18. @Andrzej52.
    1. Mówimy o ogólnej sytuacji w szpitalnictwie publicznym (trzeba czytać ze zrozumieniem), a nie o prywatnych szpitalach, które mogą pozwolić sobie na wyższe stawki dla personelu.
    2. Podpieranie się przykładami jest niepotrzebne, każdy zna szpitale niedoinwestowane i przeinwestowane (szpital MSW), autor pisze o średniej sytuacji, a ta jest kiepska – co wszyscy wiemy.

  19. JackT
    27 września o godz. 0:14 30662
    A szpital prywatny, finansowany przez NFZ, to nie jest publiczna służba zdrowia ?
    Wycena usług dla kazdej formy własności podmiotu przez NFZ, jest tej samej wartości.
    Dlaczego jedni mogą normalnie funkcjonować, a inni się ciągle zadłużają ?. Może tu chodzi o jakość kadry zarządzającej ?

  20. andrzej52.
    Wycena usługi jest taka sama, ale w prywatnym szpitalu pacjent dopłaca do operacji i wyższego standardu opieki – proste.
    Zadłużają się szpitale leczące trudne przypadki, przewlekłe choroby albo będące zapleczem dla prywatnych klinik („w razie komplikacji prosze się zgłosić do szpitala”). Dlatego kwitnie odsyłanie pacjentów po wypadkach do innych szpitali, aby wymigać się od kosztownego leczenia i wpadnięcia w długi.

  21. JackT
    Pacjent finansowany przez NFZ nie ma możliwości dopłacenia do lepszego standardu. Były takie propozycje, ale okazało sie ,że jest to niezgodne z Konstytucją, w której jest zagwarantowana bezpłatna służba zdrowia.
    W opisanym przeze mnie przypadku, nie ma żadnej możliwości doplacenia.
    Jak pisałem w powiecie są 2 szpitale, w jednym chirurgia, w drugim kardiologia, ginekologia, nie konkurują ze sobą , a współpracują, wykonując sobie nawzajem usługi, np. kolonoskopię na chirurgii, tomografię w drugim szpitalu, w kolejnej spółce, mającej możliwość obsługi pacjentów prywatnych.
    Co do drugiej części wpisu, częściowo zgodze się.
    Ale jest to moim zdaniem skutek konfliktu interesów, polegającego na tym, że część wysoko specjalizowanej kadry pracuje w publicznej i prywatnej opiece zdrowotnej.
    Tu powinien byc wybór, pracujesz tu lub tu, a nie w kilku naraz.

  22. andrzej52.
    Szpital w Mikołowie prowadzi również świadczenia odpłatne (porada lekarska – 100zł), więc może mieć dodatkowe dochody które zapewniają mu płynność finansową. Pewnie ma też dobry Zarząd. Gratuluję mieszkania w dobrze zarządzanym powiecie, nie wszyscy mają takie szczęście.

  23. Doktorze,

    program, jak to program, jest zbyt ogólnikowy. poza założeniem nowych UM trudno o konkrety.

    przyznam, że już to planowanie aż 3 nowych UM jest raczej ryzykowne. żeby odpowiedzialnie mówić o utworzeniu nowego UM, trzeba zdawać sobie sprawę, ile to kosztuje (to nie kulturoznawstwo ani politologia), jak wielkiego potrzeba zaplecza (anatomia prawidłowa, patologia, sądówka, oddziały pediatryczne, urologia, okulistyka, onkologia, neonatologia, endokrynologia, etc, czyli pełen zakres, dostępnie NA MIEJSCU), ile trzeba wykształconej kadry przygotowanej do prowadzenia zajęć… na pewno uda się aż trzy?

    profilaktyka, pewnie, jasne, czyli konkretnie co? żeby zrobić profilaktykę, trzeba sprzętu, ludzi i pieniędzy. Jakie powstaną programy, czy będzie refundacja leków stosowanych w profilaktyce, nie tylko w leczeniu?

    zwiększyć dostępność do specjalistów, zwiększenie płac, bla bla bla…

    informatyzacja skierowań i recept? jestem w pełni za, ale za to nie mogę wyjść z podziwu dla Pana entuzjazmu dla telemedycyny. od kiedy to lekarz leczy przez telefon??? nie tego uczono mnie na studiach i bardzo bym się dziwiła, gdyby uczono tego Pana, jest między nami różnica pokolenia. telemedycyna może, owszem, dotyczyć ewentualnego wczesnego reagowania na zmiany w EKG, ale niczego innego ja osobiście się nie podejmuję i nikomu nie radzę. Boję się raczej, że będziemy do tego w jakiś sposób zmuszani przez pracodawców i że w tę robotę będą wmasowywane dzieciaki tuż po studiach, co może skończyć się źle lub nawet bardzo źle dla wszystkich zaangażowanych w ten proceder. Już zniesienie stażu i skrócenie edukacji poprzez rezygnację z interny (chociaż jeden stopień!!! przywróćmy ten pierwszy stopień dla tych, którzy chcą koniecznie robić kardiologię czy gastrologię) napawa mnie głębokim niepokojem. Dziwię się Panu głęboko, że Pan to aprobuje, należałoby chyba raczej protestować już teraz.

    gdzie współfinansowanie posiłków szpitalnych? gdzie rezygnacja z refundacji wysokości 10 czy 30 groszy (po co??? po co państwo ma dopłacać 10 groszy?? akurat 10 groszy to chyba nie jest suma, która decyduje o wykupieniu leków). gdzie różnicowanie wpłat na NFZ w zależności od dochodów? gdzie leczenie chorób sierocych, które nieleczone często nakręcają spiralę kosztów wielodniowych pobytów w szpitalach? gdzie konkretne pieniądze wydane na pomoc w rzucaniu palenia i promocje zdrowego stylu życia, edukację? gdzie powrót do założeń roli lekarza rodzinnego? to proste kroki, które już by coś dały.

    przy awanturze dotyczącej ustawy refundacyjnej powiedziałam sobie, że od tej pory głosować będę jedynie wtedy, jeżeli jakaś partia będzie miała pomysł na medycynę, tak więc śledzę ten temat. na razie nici z tego. tym bardziej że dane z wywiadu raczej nie napawają optymizmem.

  24. @andrzej52: patent jest bardzo prosty. NFZ nie płaci dodatkowo za leczenie chorego, gdy jest przenoszony pomiędzy oddziałami jednego szpitala, ale płaci, gdy jest przenoszony pomiędzy szpitalami. Biurokracja dzielnie walczy z problemami, które sama stwarza.