Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Medycyna i okolice - Druga strona stetoskopu Medycyna i okolice - Druga strona stetoskopu Medycyna i okolice - Druga strona stetoskopu

10.10.2014
piątek

Intymność epoki serwisów społecznościowych i tabloidów

10 października 2014, piątek,

Czy lekarz powinien opowiadać o chorobie i umieraniu znanej pacjentki? Czy Pan Redaktor Żakowski nie przeoczył czegoś trudnego do przeoczenia, tylko ku owemu lekarzowi kierując swoje oburzenie?

Lekarz może mówić o chorobach i umieraniu. Przecież bez takich relacji niemożliwa byłaby choćby edukacja medyczna. Jednak opowiadanie musi być prowadzone tak, żeby nie można było na jego podstawie zidentyfikować pacjenta. Poza przypadkami, gdy lekarze uczestniczą w leczeniu konkretnej osoby i z oczywistych względów przekazują sobie nawzajem wszystkie istotne dla procesu leczenia informacje, pacjent musi zostać anonimowy.

Trawestując stare powiedzenie: „To, co wydarzy się w gabinecie lekarskim, zostaje w gabinecie lekarskim”. Przecież lekarz, jeżeli tylko poświęci na kontakt z pacjentem wystarczająco dużo czasu, może dowiedzieć się o nim więcej niż jakakolwiek osoba na świecie. Może, a nawet powinien wykorzystać tę wiedzę w procesie leczenia. Na przykład: do zmotywowania pacjenta, by zmienił tryb życia albo podjął na nowo swoje stare hobby, które sprawiało mu niegdyś tyle radości. Jednocześnie jednak lekarz, w momencie gdy pozna intymne szczegóły życia pacjenta, staje się strażnikiem utrzymania w tajemnicy tych informacji.

Czy Pan Doktor Dariusz Zadrożny mógł publicznie opowiadać o chorobie, cierpieniach i umieraniu Pani Ani Przybylskiej? Moim zdaniem – nie, bo naruszył przez to prywatność chorowania. Zwłaszcza że – jak sam powiedział – pacjentka prosiła go o dyskrecję. Czyli nie spełnił prośby umierającej pacjentki. Z tego choćby powodu oburzenie Pana Redaktora Żakowskiego uważam za uzasadnione. Bo pojęcie intymności dotyczy nie tylko sytuacji związanych z psychiczną lub fizyczną bliskością. Istnieje coś takiego jak intymność chorowania (znamy ją doskonale wszyscy) i intymność umierania.

Warto pamiętać, że od wieków wielu ludzi chętnie ogląda sytuacje, w których tak rozumiana intymność jest naruszona – publiczne egzekucje gromadziły podobno tłumy widzów. Przypuszczam, że od zawsze plotkowano o chorobach i umieraniu osób, szczególnie tych w jakikolwiek sposób prominentnych. Dzisiaj ta ciemna strona naszej duszy otrzymała potężne wzmocnienie dla zaspokojenia jej apetytu. Tabloidy – te pisane i te telewizyjne – oraz serwisy społecznościowe pokażą i opowiedzą wszystko, o czym nieprzebrane zastępy miłośników cudzej prywatności mogą tylko zamarzyć.

Co zatem mógł lekarz opowiedzieć o Pani Ani Przybylskiej, by nie stać się w następstwie swojej wypowiedzi obiektem krytyki? Jestem przekonany, że z przyczyn, które wyłożyłem powyżej, nie powinien mówić absolutnie nic. Co więcej, powinien odrzucić zaproszenie do udziału w programie telewizyjnym. Nie powinien w tym kontekście zaistnieć przed kamerą.

Tu jednak dochodzimy do kwestii, którą Pan Redaktor Żakowski dyskretnie przemilczał. Ktoś Pana Doktora Zadrożnego do studia zaprosił. Jeżeli zaprosił, to zapewne zaplanował sobie, że coś z doktora wyciągnie, żeby audycja bardziej chwytała za serce. Bo jak się chwyta za serce, to rośnie oglądalność i reklamodawcy chętniej sięgają do portfeli. Oglądalność zaś rośnie tym bardziej, im bardziej prezentowane są sprawy absolutnie intymne.

Zaproszono zatem lekarza prowadzącego zmarłej pacjentki. Nie wiem, jakich użyto argumentów, ale wiem z własnego doświadczenia, że dziennikarze potrafią prosić bardzo pięknie i umiejętnie. Potrafią również tak poprowadzić rozmowę, by rozmówca powiedział to, czego nie powinien powiedzieć. Prowadzącym program był Pan Redaktor Piotr Kraśko, bardzo doświadczony dziennikarz. Nie wiem, czy jest on jedynym odpowiedzialnym, czy tylko współodpowiedzialnym za złamanie zasad elementarnej dziennikarskiej przyzwoitości. Będę natomiast upierał się do upadłego, że osoba, która świadomie zaplanowała i zrealizowała sytuację, w której inna osoba zachowała się nieprzyzwoicie, jest współwinna tego nagannego zachowania. Zwłaszcza jeżeli zrobiła to dla własnej korzyści, bo korzyść z niedyskrecji lekarza odniósł nie on sam, lecz stacja telewizyjna, dla której cała sytuacja stała się tanią promocją. Nie rozumiem tylko, dlaczego gniew Pana Redaktora Żakowskiego obrócił się słusznie przeciwko Panu Doktorowi Zadrożnemu, ale łaskawie ominął Pana Redaktora Kraśkę. Niepokojąca selektywność.

Lekarz w pewnym sensie żyje życiem swoich pacjentów i razem z nimi umiera. Widzi rzeczy, czasami wręcz straszne, widzi pacjentów w sytuacjach, w których nikt inny nie powinien ich zobaczyć. Świadomość posiadania takiej wiedzy i zatrzymywania jej tylko dla siebie jest jednym z atrybutów postrzegania zawodu lekarza jako szczególnego. Nie ma żadnego uzasadnienia, by wiedzę ujawniać – zwłaszcza wówczas, gdy o nieujawnianie prosiła przed śmiercią sama pacjentka. Apetyt hien medialnych nie może być zaspokajany przez lekarzy nawet w najmniejszym stopniu.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 9

Dodaj komentarz »
  1. Bardzo mądry tekst. Zgadzam się z tym, że telewizja jest tutaj współwinna; rozdrapują śmierć p. Przybylskiej i łapią łakome kąski w postaci wypowiedzi jej przyjaciół, nieprzyjaciół i samej p. Przybylskiej w wywiadach sprzed lat. I najpewniej, gdyby tylko się dało, z otwartymi ramionami przyjęliby w studiu również jej partnera i dzieci, najchętniej zapłakanych i ubranych na czarno. Domyślam się również, że człowiek nieobeznany w telewizji z łatwością może w takim telewizyjnym studiu powiedzieć coś, czego potrzem żałuje. Mój problem z dr. Zadrożnym jest jednak dwojakiego rodzaju: po pierwsze, w jego tłumaczeniach nie odnajduję śladu refleksji. Wciąż uważa, że swoją wypowiedzią nie naruszył niczyjej intymności i zaufania (a wszyscy wiemy, że p. Przybylska bardzo ceniła sobie prywatność i o chorobie mówiła rzadko, nigdy bez szczegółów typu „wyje z bólu”). Owszem, opowiadanie w telewizji o chorowaniu, cierpieniu i umieraniu pacjenta nie łamie tajemnicy lekarskiej sensu stricto, ale łamie tajemnicę bardzo intymnej relacji lekarz-pacjent. Zaskakujące jest dla mnie to, że ‚powywiadowe’ wypowiedzi dr Zadrożnego (i paru innych etyków i lekarzy) zdają się tego nie rozumieć.

    Po drugie, uważam że dr Zadrożny najzwyczajniej w świecie popełnił grzech próżności. Nie powinien był w ogóle w telewizji się pojawiać, bo nie było ku temu żadnego uzasadnienia, oprócz możliwości zaistnienia jako „lekarz Przybylskiej”. I to ten brak refleksji i ta próżność budzą wciąż we mnie duży niesmak.

  2. Bardzo dobry tekst, poruszający różne aspekty sprawy. Nieetycznie zachował się niestety nie tylko lekarz….
    Według ostatnich doniesień w stosunku do doktora Zadrożnego wszczęte zostało postępowanie dyscyplinarne. Oby tylko nie skończyło się dyscyplinarnym zwolnieniem z pracy, ponieważ takie zakończenie sprawy było by kompletnie bez sensu. Cierpimy w kraju na brak onkologów, więc dobrze by było, by nadal pracował, choc powinien ponieśc konsekwencje za swoje ‚parcie na szkło’. Najlepsza byłaby chyba dotkliwa kara finansowa. Takie kary pamięta się najdłużej, a stosowane są u nas nader rzadko. A szkoda!
    Przy okazji – ciekawa jestem, czy Pan Piotr Kraśko poniesie jakieś konsekwencje z poprowadzenia tak, a nie inaczej rozmowy z lekarzem. Podejrzewam jednak, że pewnie nie, bo przecież ‚nie mógł przewidziec, co zaproszony gośc powie’…

  3. Szanowny Gospodarzu
    Trafnie Pan punktuje – nisko się zachowującego lekarza, dziennikarza, oraz przemilczającego współudział dziennikarza – Żakowskiego.

    Jednak Jacek Żakowski nie raz krytycznie się wyrażał o własnym środowisku, ty bym się go więc mniej czepiał. Może się tak wkurzył na lekarza, że tym razem nie dodał ile trzeba, o marnocie współsprawcy dziennikarza?

    Tak czy inaczej, nie można punktu odpowiedzialności przenosić na dziennikarza. Lekarz tu jest pierwszy. Powinien albo odmówić udziału w medialnym wywiadzie, albo trzymać język za zębami w odpowiednim momencie. Bez lekarza nic by nie było. Na powiedzeniu tego, czego nie było mu wolno, skorzystał. Został celebrytą. na chwilę,lub na dłużej. Pacjenci przykleją się do jego gabinetu.Nawet jeśli dostanie nieśmiałe pogrożenie paluszkiem przez etyków od medycyny. Medycyna zresztą już się gubi w tym co etyczne. Właśnie pogoniła pańskiego kolegę z bloga – Jana Hartmana, z medycznej rady etycznej.

    Kraśko jest doświadczonym dziennikarzem. Zna się na wszystkim: na umieraniu papieża, na rajdzie Dakar, na zamachu smoleńskim i na słodkich budyniach. Zawsze taki sam gładki.

    Jeden wart drugiego w niecnocie.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Staliśmy się społeczeństwem żądnych „igrzysk” , nawet w obliczu śmierci.
    Tabloidy publikujące drastyczne zdjęcia, dziennikarze drążący intymne życie ludzi, lekarze balansujący na granicy etyki.
    Bojkotujmy to. Zróbmy to dla Ani, która tok bardzo chciała chronić soją prywatność.
    Może warto zadać sobie pytanie : jestem homo, ale czy jeszcze sapiens ?

  6. Ja nie znajduję usprawiedliwenia dla lekarza, który tak postąpił.
    Obarczanie współodpowiedzialnością redaktora prowadzącego, uważam za dziecinadę. Gdyby reprezentował normalny poziom etyki I moaralności, odmówiłby udziału w programie, lub właśnie wyjaśnił PT widzom TV, że lekarza obowiązują pewne normy, także zawodowe.
    Ciekaw jestem, czy na studiach medycznych w Polsce uczy się studentów jak postępować etycznie?

  7. Czekam na nominację Pana Kraśki przez SPD do ‚hieny roku’.

  8. Czas wyścigu szczurów i pieniądza nakazuje zmienić nazewnictwo.Media państwowe i część prywatnych nazywać tabloidami a drugą szmatławcami.Tak dla rozróżnienia sytuacji na rynku pisanym i oglądanym.

  9. Pan Gospodarz oraz komentujący mają rację, chciałam tylko zwrócić uwagę na fakt, że takie wypowiedzi w mediach są b. mile widziane i słuchane przez większą część odbiorców.

    Jest popyt – jest podaż.

    Kiedy oglądam półki z tzw. prasą jestem przerażona ilością marnowanego papieru na coś, co powinno być właściwie zakazane, bo wychowuje ludzi ( a zwłaszcza młode kobiety, bo głównie do nich są te szmatławce adresowane) na półgłówków. O tvp się nie wypowiadam, bo b. rzadko oglądam.