Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Medycyna i okolice - Druga strona stetoskopu Medycyna i okolice - Druga strona stetoskopu Medycyna i okolice - Druga strona stetoskopu

17.07.2012
wtorek

Zbawcze bąbelki?

17 lipca 2012, wtorek,

Zaczynamy dziś kolejny wątek: „Horyzonty”. Będzie poświęcony ideom i wynalazkom, które – być może – w nieodległej przyszłości mogą istotnie zwiększyć skuteczność postępowania medycznego.  Historia, którą dzisiaj Państwu przedstawiam, zaczęła się jesienią 2006 roku, nie w laboratorium, ale w oddziale intensywnej terapii kliniki pediatrycznej szpitala w Bostonie. Na dyżurze przyjęto do oddziału 9-miesięczną dziewczynkę z dusznością w następstwie zapalenia płuc. Wkrótce po przyjęciu doszło u niej do zatrzymania akcji serca i akcji oddechowej. Rozpoczęła się walka o życie dziecka.

Zastosowano całą możliwą terapię, łącznie z użyciem bardzo nowoczesnej aparatury. Po 20 minutach uzyskano powrót akcji serca, ale mózg nie wytrzymał tak długiego niedotlenienia. Jego funkcja nie powróciła. Dziecko zmarło po 3 dniach.

Całą akcję ratowniczą prowadził młody lekarz, w trakcie specjalizacji, dr John Keir. Nie mógł później pogodzić się z tym, że cała współczesna, wyrafinowana technologia nie jest w stanie uchronić mózgu przed skutkami braku tlenu, a co za tym idzie – zapewnić jego przetrwania. Wymyślił nierealną z pozoru ideę. U jej podstaw leżały dwa założenia. Pierwsze: jeżeli chcemy uratować pacjenta, który przestał oddychać, to musimy uratować jego mózg, czyli ochronić go przed brakiem tlenu.  Założenie drugie: skoro płuca z powodu choroby nie mogą pełnić prawidłowo swojej funkcji – nasycania tlenem krwi, to dostarczmy tlen do krwi z pominięciem płuc. Wstrzyknięcie po prostu tlenu w postaci gazowej, ze strzykawki, nie wchodzi tu w grę – jest przede wszystkim samo w sobie śmiertelnie niebezpieczne. Trzeba zatem podać tlen podzielony na porcje tak małe, by łatwo i bezpiecznie mógł zostać przejęty przez czerwone krwinki, będące jego naturalnym nośnikiem. Czyli – uformować gaz w mikrobąbelki z otoczką, z której będzie uwalniany w kontrolowany sposób. Rozpoczęły się lata żmudnych prób laboratoryjnych. Wyniki opublikowane w tym roku stanowią bardziej sygnał o realnej możliwości końcowego sukcesu, niż jego solenną obietnicę. Więcej szczegółów znajdziecie Państwo choćby na stronie Boston Children’s Hospital.

Kogo mogą uratować tlenowe mikrobąbelki? Przede wszystkim – dzieci. Główną przyczyną zatrzymania krążenia u dzieci jest niedrożność dróg oddechowych, z różnych przyczyn: zadławienie, uraz, utonięcie, infekcja, etc. Dożylne podanie tlenu pozwoli ochronić mózg. Oczywiście – w podobnych sytuacjach wzrasta również szansa na uratowanie pacjentów dorosłych.

Kiedy można spodziewać się wprowadzenia tej metody do praktyki medycznej? Nie wiadomo, ale z pewnością można mieć nadzieję, że w wyobrażalnej przyszłości.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Jak każda nowość, wymagać będzie jeszcze długiego czasu, by stała się normą w terapii ratowania zagrożonego życia. Ale ważnym sygnałem jest to, że jest i zaczyna w jakiś sposób oswajać lekarzy i pacjentów z tą nowością.
    Jest jeszcze pytanie, czy zostanie dopuszczona do powszechnego użytku.
    Jako człowiek chory na POChP (przewlekła obturacyjna choroba płuc) plus poważny zawał serca, (na szczęście mózg nie zdążył się uszkodzić) z optymizmem patrzę na tego rodzaju nowinki, które mogą i mnie w przyszłości w jakiś sposób pomóc.
    Zdaję sobie jednak sprawę, ze od pomysłu do przemysłu droga czasami jest bardzo daleka, ale ważne, że medycyna robi postępy, byśmy mogli żyć dłużej i bezpieczniej.
    Życzę wszystkim zdrowia i optymizmu )))