Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Medycyna i okolice - Druga strona stetoskopu Medycyna i okolice - Druga strona stetoskopu Medycyna i okolice - Druga strona stetoskopu

11.12.2016
niedziela

Pielęgniarstwo rok później: PiS jak Jaś Fasola, opozycja jak Johnny English

11 grudnia 2016, niedziela,

Pielęgniarstwo po roku rządów dobrej zmiany jest kwintesencją naszej rzeczywistości politycznej: władza przybrała kurs na PRL, a opozycja nawet nie udaje, że ma inny pomysł.

W żadnej dziedzinie PiS nie szykuje sobie (i niestety nam wszystkim, niezależnie od preferencji politycznych) takiej katastrofy jak w ochronie zdrowia. Już stan wyjściowy był dramatyczny – do czego przyczyniła się dwójka najgorszych ministrów zdrowia w historii III RP: doktor Kopacz i doktor Arłukowicz. Nikt rozsądny nie może tu oczekiwać błyskawicznej poprawy, ale już jej perspektyw – jak najbardziej. Tymczasem ci, którzy uważali, że pod rządami dwojga wspomnianych specjalistów od sukcesów pozornych system sięgnął dna, od pewnego czasu słyszą niestety pukanie od dołu. Coraz mocniejsze.

Najsłabszą stroną systemu ochrony zdrowia jest – że użyję korporacyjnego mianownictwa – gospodarka zasobami ludzkimi. Zaś najsłabszą stroną owej najsłabszej strony jest pielęgniarstwo. Ten filar runie pierwszy, a dalsza kolejność zdarzeń nie ma znaczenia, bo i tak cała konstrukcja rozleci się w gruz, pozostawiając chorych samym sobie.

O co z grubsza chodzi pielęgniarkom? Wszyscy wiedzą, ale powtórzmy, bo zapewne umknęło w jazgocie codzienności.

Po pierwsze: pielęgniarek jest za mało. Wynika to z dramatycznej nierównowagi pomiędzy małym napływem kadr i ich odpływem. Na odpływ składają się z kolei dwa czynniki. Pierwszy, oczywisty, to biologia. Nie chodzi tu tylko o przejście na emeryturę. Pielęgniarstwo jest zawodem wyjątkowo obciążającym fizycznie. Każdy, kto podnosił człowieka, który nie może sam się ruszać, wie, o czym mowa. Kręgosłupy i w ogóle układ kostnostawowy są z wiekiem coraz słabsze, zaczynają dokuczać – na tyle, że zdarzają się wcześniejsze odejścia z zawodu.

Drugi czynnik powodujący odchodzenie z zawodu jest bardzo prosty. Najzwyczajniej w świecie co pewien czas którejś z pielęgniarek wypala się bateria do aureoli. Rzuca w cholerę tę szlachetną służbę w poniżających warunkach i za żadne pieniądze – i wyjeżdża za granicę. Tam, gdzie pozycja społeczna pielęgniarki jest bardzo wysoka, a płaca za opiekę nad pensjonariuszami domu opieki jest niebotycznie wyższa niż wynagrodzenie pielęgniarki uczestniczącej w skomplikowanych procedurach specjalistycznych w Polsce.

Skutkiem tego, że pielęgniarek jest zbyt mało, jest przeciążenie pracą. Do zajęć, które są istotą tego zawodu, dochodzi bowiem jeszcze prowadzenie dokumentacji. Nie wiem, czy zdajecie sobie Państwo sprawę, że współczesna medycyna to nie tylko fantastyczne technologie. To również bardzo ściśle zdefiniowane procedury – dokumentowanie prawie każdej czynności, którą wykonano wobec pacjenta. Taka szczegółowa dokumentacja służy do oceny jakości pracy, pomaga też ocenić słuszność ewentualnych roszczeń ze strony pacjentów lub płatników. Jest jednak bardzo czasochłonna, a w polskich warunkach jej prowadzenie spada na tzw. biały personel, czyli ten, który pracuje bezpośrednio z chorymi, a więc również na pielęgniarki.

No i jeszcze jedno – żadni kontrolerzy nie pytają pacjentów, jak byli traktowani – sprawdza się wyłącznie dokumentację. Musi być zatem bez zarzutu. Pielęgniarki miotają się zatem pomiędzy chorymi a dokumentacją, nie mając szansy na spokojne, porządne wykonanie swojej pracy.

Dochodzi tu dodatkowo kwestia dyżurów: doktor Arłukowicz, za wiedzą doktor Kopacz, wydał zarządzenie, które umożliwiło dyrektorom szpitali obniżenie liczebności obsad lekarskich i pielęgniarskich do poziomu zdecydowanie poniżej minimum bezpieczeństwa. Minister Radziwiłł i jego bardzo wesoła drużyna nic z tym nie zrobili. Przyjmijcie więc Państwo do wiadomości, że chorzy w szpitalach nie są podczas dyżurów bezpieczni. Jeżeli będzie działo się coś naprawdę dramatycznego z więcej niż jednym pacjentem na raz, to nie ma takiej możliwości, żeby drugi (i ewentualni następni) otrzymał optymalną pomoc. Protestowały przeciwko temu pielęgniarki z Centrum Zdrowia Dziecka, ale skutek jest mizerny lub żaden – zależnie od szpitala. Co więcej, sytuacja niedostatecznych zabezpieczeń dyżurowych będzie się pogłębiać, bo pielęgniarek, jak już wspomniałem, ubywa.

Druga przyczyna nieuchronnej katastrofy pielęgniarstwa to skandalicznie niskie dochody. Zwłaszcza gdy odniesie się je do obciążenia w pracy i odpowiedzialności. Niedawno wicepremier Morawiecki zdefiniował wzorzec ciężko pracującego obywatela Rzeczypospolitej: jest nim poseł. Mamy zatem niepodważalną skalę. Posłużmy się nią. Pochylmy się na moment nad ciężką pracą posłów i niesłychanym brzemieniem ciążącej na nich odpowiedzialności. Następnie porównajmy je z obciążeniem zawodowym pielęgniarek i grożącą im odpowiedzialnością za popełnione błędy. Po krótkiej kalkulacji pozwalam sobie stwierdzić, że pensja pielęgniarska w wysokości dwóch pensji poselskich nie byłaby w tym kontekście wygórowana. Na razie pielęgniarka zarabia mniej niż pracownik hipermarketu. Skutek: nieliczne idealistki przychodzą do zawodu, liczne zniechęcone osoby z niego odchodzą.

Trzecia przyczyna wyginięcia polskich pielęgniarek to ich status zawodowy. Ich autonomia jest wciąż bardzo ograniczona, co niekoniecznie jest źle widziane przez całe środowisko. Słyszałem czasami w rozmowach: „Jakie większe uprawnienia? To są większe obowiązki! Za takie same pieniądze? A w życiu! Niech poszukają sobie naiwnych gdzieś indziej!”. Czyli: zwiększanie autonomii zawodowej pielęgniarek nie przejdzie, bo nikt po dobroci nie podejmuje się większej odpowiedzialności za tę samą płacę.

Problemy, jak już wspomniałem, nie są nowe. Przyjrzyjmy się jednak, co w tej kwestii zrobiła dobra zmiana.

W sprawie, która najbardziej dotyczy bezpieczeństwa pacjentów, czyli wielkości obsad dyżurowych, dobra zmiana nie zrobiła nic. W kwestii płac – praktycznie też nic (jest trochę działań propagandowo-pozornych). Jak widać, dobra zmiana nie chce się narzucać.

Podczas strajku w Centrum Zdrowia Dziecka tylko premier Szydło wyrażała się o pielęgniarkach z szacunkiem. Ekipa Ministerstwa Zdrowia była dosyć obcesowa w swoich wypowiedziach. Nie ma się jednak czemu dziwić, bo żaden z trzech muszkieterów polskiej ochrony zdrowia nie ma większego pojęcia o pracy pielęgniarek. Doktor Łanda najwyraźniej jest zakamuflowanym hipisem – według opublikowanych danych nie zarobił w 2015 roku ani złotówki. Rozumiem. Wolność, bracie. Miłość, siostro. I tak dalej. Doktor Pinkas jest z zawodu dyrektorem. Jak u mistrza Barei. Doktor Radziwiłł jest dobrym lekarzem, ale w życiu nie pracował w szpitalu. Nie wie, że dobra instrumentariuszka może uratować zabieg, nawet gdy operator nie jest mistrzem. Zaś zła mogłaby spaprać robotę największym legendom. Nie wie również, że dobra pielęgniarka w oddziale szpitalnym widzi, że z pacjentem zaczyna dziać się coś złego, zanim on sam zgłosi dolegliwości. Nie wiem, ilu chorych zostało uratowanych dzięki szybkim interwencjom, będącym wynikiem spostrzegawczości pielęgniarek. Na pewno bardzo wiele istnień. Doktor Radziwiłł najwyraźniej jest ponad to wszystko.

Jednak nawet dobra zmiana nie może udawać sama przed sobą, że katastrofa w pielęgniarstwie nam nie grozi. Owszem, prezes musi wiedzieć, że reakcja społeczna będzie tu stosunkowo słaba. Z dwóch przyczyn. Po pierwsze – ludzie chorują niesynchronicznie, więc ich niedola rozmywa się w czasie. Taka asynchroniczna niedola nie sprzyja zorganizowanym protestom. Tym bardziej że – po drugie – jak komuś chorują bliscy, to się nimi zajmuje, chociażby nie wiem, jak był wkurzony na władzę. Do protestów nie ma wtedy głowy. Mamy tu kontrast wobec – na przykład – systemu edukacji. Dzieci idą bowiem do szkoły synchronicznie, co w przypadku mentalnego brakoróbstwa władzy może skutkować falą skoordynowanego wścieku.

Znikanie pielęgniarek jest jednak procesem ciągłym i dobra zmiana wyraźnie zdaje sobie sprawę, że prędzej czy później będzie z tego dym. Dlatego zastosowała, po cichutku, plan B. Zapowiedziała mianowicie reaktywację liceów pielęgniarskich. W ten sposób próbuje zakrzywić pętlą czasu i wrócić do PRL. No bo skoro z zasadami działania aparatu bezpieczeństwa się udało i ze zgromadzeniami też chyba pójdzie po ich myśli, to dlaczego nie spróbować z ochroną zdrowia?

Pomysł jest bardzo przebiegły. W starej Unii Europejskiej do pełnych uprawnień pielęgniarskich potrzebne są studia. Absolwentki liceów pielęgniarskich będą mogły zatem spodziewać się, że zostanie im zaoferowana mniej atrakcyjna praca za niższe wynagrodzenie. To zaś – jak zapewne kombinuje sobie dobra zmiana – zniechęci przeważającą część absolwentek do emigracji zarobkowej, co zwiększa szansę, że pozostaną w zawodzie, ale w Polsce. Bardzo sprytnie. Poza tym – najwyraźniej główkowała dobra zmiana – im człowiek jest młodszy, gdy wybiera zawód, tym jego decyzje są mniej pragmatyczne. Zaś w wieku rozpoczynania liceum niejedna i niejeden przeżywa bunt młodzieńczy przeciwko społeczeństwu konsumpcyjnemu. Który to bunt przejawia się między innymi piękną potrzebą czynienia dobra. Z której to potrzeby część młodzieży pójdzie do szkół pielęgniarskich. A potem nie będzie się im opłacało pracować za granicą, więc zostaną pracować w zawodzie, w Polsce – i tak dalej…

Niesłychanie sprytnie. Suma summarum: pielęgniarek będzie więcej. Kłopot tylko w tym, że spryt dobrej zmiany jest bardzo bliski temu, który prezentował Jaś Fasola. Młodszemu pokoleniu przypomnę: Jaś Fasola, czyli Mr Bean, grany wspaniale przez Rowana Atkinsona, był cwaniaczkiem przekonanym, że wszyscy inni są głupsi. Stąd jego niezwykle przebiegłe działania przynosiły jemu samemu sporo kłopotów. Dobra zmiana, w swej przebiegłości, nie wzięła pod uwagę przynajmniej trzech czynników.

Pierwszy – młodzież ma możliwości obserwacji świata i doskonale wie, jaki los czeka ją po liceum medycznym. Być może zawód opiekuna medycznego, bardzo potrzebny, ale niesłychanie ciężki. A przecież jest na świecie wiele zawodów lepiej płatnych, nie tak ciężkich, a przy tym dających większe szanse kariery. Jest mało prawdopodobne, że podczas rekrutacji licea medyczne będą oblężone jak hipermarkety w dniach promocji. Czynnik drugi – studia pielęgniarskie dają status społeczny absolwenta wyższej uczelni, co może być argumentem, by na nie wstąpić. Licea takiego magnesu mieć nie będą. Czynnik trzeci to pieniądze. Skoro dobra zmiana ma zamiar obniżyć status zawodowy pielęgniarek, to najwyraźniej po to, żeby zrobiło się ich więcej, przy najwyżej takich samych wynagrodzeniach.

Ujmując rzecz bardziej lakonicznie – następstwa powrotu liceów medycznych będą niewątpliwie znaczące:
1. Łamanie dyrektyw UE
2. Ograniczenie praw obywatela UE do mobilności na europejskim rynku pracy
3. Dyskryminacja całej grupy zawodowej
4. Łamanie prawa, które zabrania pracy z pacjentem osobom nieletnim – czyli uczniom i uczennicom liceów medycznych

Dobra zmiana liczy, że młodzież tego wszystkiego nie zauważy. Założymy się, że zauważy?

Dobra zmiana mogła zreformować system studiów pielęgniarskich tak, żeby nie były one tak obciążające dla studiujących jak obecnie. Zwłaszcza że drugi stopień studiów jest przeznaczony do kształcenia nauczycieli zawodu, czyli dla większości nieprzydatny. W dodatku kursy specjalizacyjne dla pielęgniarek są w większości płatne. To wszystko zniechęca. Dlaczego nie wprowadzić np. modelu hiszpańskiego? Pierwszy stopień tamtejszych studiów to ogólna wiedza pielęgniarska, a drugi – specjalizacja. Byłoby rozwojowo i bez zniechęcania potencjalnych chętnych do zawodu.

Tyle dobra zmiana, czyli PiS i jego pudelki, myślące, że są rottweilerami. Przejdźmy do opozycji. Kiedy o niej w tym kontekście myślę, przypomina mi się Rowan Atkinson – w innej roli, patrzący z plakatu znad lufy pistoletu, ubrany à la Bond – jako agent Johnny English. Konkretnie przypomina mi się wtedy slogan zachęcający do obejrzenia filmu o alternatywnym superagencie: „Nie wie, co to strach. Nie wie, co to ryzyko. Nie wie nic”.

No i nasza kochana opozycja też tak ma. Tak w ogóle to przez cały czas, ale w sprawach pielęgniarek jakby bardziej. Z PO sprawa jest dramatycznie prosta. Doktor Kopacz co pewien czas wzdycha rozdzierająco w różnych wywiadach, gdy mowa o pielęgniarkach lub o ochronie zdrowia w ogóle. Nie wiem tylko – hipokryzja to czy zaburzenia pamięci?

Załamała mnie Nowoczesna, zwłaszcza podczas strajku w CZD. Wyobrażałem sobie, kiedy strajk się zaczął i już trochę trwał, że lada dzień skrzykną grupę uznanych ekspertów, posadzą ich w jakimś dogodnym miejscu ze wszelkimi wygodami na tydzień i poproszą, żeby w tym czasie przygotowali przynajmniej zarys rozumnego rozwiązania kwestii pielęgniarstwa polskiego. Nic takiego się nie stało.

System opieki zdrowotnej może, kiedy jest już bardzo ciężko, ułomnie funkcjonować bez pieniędzy i na gorszym sprzęcie. Nie może jednak funkcjonować jakkolwiek bez zespołów ludzkich. Zaś solą tych zespołów są pielęgniarki. Jest ich zbyt mało, a dobra zmiana robi wiele, żeby zabrakło ich w ogóle. Wtedy zapewne, doprowadziwszy do upadku polskie pielęgniarstwo, dobra zmiana zacznie sprowadzać pielęgniarki z zagranicy. Będą z pewnością tańsze i może właśnie o to w dalekosiężnym planie chodzi.

Na pewno tego chcemy? Jeżeli nie – pora zacząć mówić o tym głośno, a jednocześnie szukać skutecznych rozwiązań problemu.

PS Serdecznie dziękuję Paniom Pielęgniarkom, które zechciały pomóc mi przy powstawaniu tego tekstu – ich opinie zostały do niego włączone.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 30

Dodaj komentarz »
  1. Nie, polskie pielęgniarki nie wyjeżdżają za granicę, przynajmniej nie w ilości, która sprawiałaby większy problem w Polsce. O ile lekarze z Europy stanowią ok. 10% lekarzy w National Health Service, o tyle europejskie pielęgniarki to ledwie cztery procenty, a Polek wśród nich jest akurat tyle, co kot napłakał. Ot, zdarzają się, z rzadka.

    Przyczyna jest prosta – nie znają zwykle języka na tyle, by się dogadać. Część ma zresztą problemy i z poprawną polszczyzną. Zaś przyczynę tej przyczyny Pan Redaktor sam wyłuszczył: niskie zarobki. A konkretnie tak niskie, że polska pielęgniarka nie może być dzielną niezależną dziewczyną trzymającą swe życie w garści i mogącą je skierować na nowe tory. Może przeżyć tylko tkwiąc ‚przy chłopie’, jak ekspedientka w Tesco. Tyle, że ta druga łatwiej dostanie pracę w Anglii w swoim fachu.

  2. @turpin
    Myli sie pan,i to zdecydowanie. Po pierwsze, Europa nie sklada sie z Anglii, polskie pielegniarki masowo wyjezdzaja akurat do Niemiec i panstw skandynawskich.Po drugie,bardzo wiele polskich pielegniarek pracuje na nizszym stanowisku jako ‚healthcare assistant’ (opiekun medyczny), do ktorego nie sa wymagane studia pielegniarskie,ktorych wiele ze starszych pielegniarek nie posiada.Po trzecie,mlodsze dziewczyny (i mezczyzni) zainteresowane taka praca po prostu podejmuja studia w Anglii. Wsrod absolwentow King’s College London jest bardzo wielu Polakow.
    ‚Część ma zresztą problemy i z poprawną polszczyzną.’
    Pan za to ma problemy z kultura i wychowaniem. Na szczescie mozna byc pewnym,ze pewnego dnia pan zachoruje i ktoras z owych dziewczat wbije je panu do glowy-albo wstrzyknie:)

  3. Turpin, czy jesteś analfabetą z grupy Piotrowiczó i Misiewoczów, zauszników Jarka Dyktatora z warszawskiego Żoliborza ?

    Panie redaktorze, dziękuje Panu za rzetelny artykuł o polskim pielęgniarstwie.

    Z poważaniem, Rakoczy

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. BARDZO RZETELNY I WYWAŻONY ARTYKUŁ. Również za niego dziękuję. Wiele Merytoryki i znawstwa tematu.

  6. A ja się powtórzę: problem pielęgniarek to pochodna naszego zapóźnienia cywilizacyjnego. Po otwarciu granic nic nie może zatrzymać rzutkich ludzi przed wyjazdem do pracy za granicę – chyba że tu na miejscu dostaną porównywalnie atrakcyjną pracę. Stąd drenaż polskich lekarzy, chyba opanowany podwyżkami, a następnie pielęgniarek. Tymczasem wciąż hołubi się górników, których za granicą nikt przyjmować nie chce, no może w Chile. Reasumując, potrzebne jest bardzo szerokie spojrzenie na całe państwo i jego priorytety. Tego spojrzenie brakowało tak PO, jak i teraz brakuje PiS, tyle że w przypadku PiS dominuje zabójcze dla wszystkich przekonanie, że wola prezesa jest dobra na wszystko, a on przecież zna się tylko na kopaniu pod Tuskiem i służbami mundurowymi. Eureka! Lekarzy w kamasze ((c) Ludwik Dorn) i problem rozwiązany, PiS od razu znajdzie pieniądze na podwyżki (i kopniaki z zaskoczenia).

  7. Szanowny Panie Karczmarewicz

    Megalomania wladzy polaczona z jej inkompetencja wyznaczaja szlak polskiej medycyny od dziesiecioleci. Slepy i gluchy minister zdrowia jest polska norma. Doktor Zembala straszyl pielegniarki. Warto o tym wspomniec bo inni zachowuja sie w podobnie arogancki sposob. Jesli sie nie ma ludziom do zaoferowania pieniedzy to nalezy im dac do reki wladze. Odbieranie pielegniarkom ich godnosci jest dzialaniem antyspolecznym. Ale na to osobnicy pokroju Zembali czy Radziwila nie wpadna bo sa slepi i glusi. Byc moze nasi jeszcze nienarodzeni polscy noblisci rozwiaza palace rodakow problemy w nadchodzacej mglistej przyszlosci. Byc moze nie.

    Slawomirski

  8. turpin
    11 grudnia o godz. 19:24 32390

    Szanowny Panie Turpin

    Pan jako jezykoznawca uzywa jezyka by ludzi ponizyc. Znajac sie na jezyku nie zna sie pan na ludziach. A to w Polsce jest bardziej powszechne niz nieznajomosc jezykow obcych. Wladanie jezykiem obcym porzadnym ludziom nie przystoi rozgarnietemu czlowiekowi. Zapewniam pana ze polskie pielegniarki mowia pieknym angielski i zdobywaja Mont Everest.

    Slawomirski

  9. Świetny, merytoryczny wpis. Stosunek do pielęgniarek i ogólnie służby zdrowia jest papierkiem lakmusowym stosunku władzy do obywateli w ogóle. I niestety nie widzę ani wśród aktualnej władzy, ani wśród byłej czy pretendujących do niej NIKOGO, kto wyrażałby realną troskę o zdrowie obywateli
    Swoją drogą Polacy wykazują przedziwną beztroskę w tych sprawach. Przecież wcześniej czy później każdy z nas będzie zmuszony do skorzystania z usług medycznych. Asymetryczność wydaje mi się niedostateczną przyczyną bierności rodaków w tej sprawie

  10. A tymczasem… „Dyrektor szpitala w Słupcy przyjęła wypowiedzenia umów złożone przez anestezjologów. Lekarze nie chcą pracować z nowym szefem oddziału, który pracuje w kilku szpitalach naraz. … To reakcja na opisywaną przez nas od kilku tygodni sytuację na tamtejszym oddziale intensywnej terapii, któremu od końca października szefuje Piotr Skalski, równocześnie kierujący trzema innym OIOM-ami w Międzychodzie, Czarnkowie i Wrześni. A NFZ twierdzi, że to jeszcze nie wszystko!” donosi dzisiejsza GW.

    Czyżby służba zdrowia to był czyjś prywatny folwark? Jeśli tak, to kwestię pielęgniarek też należałoby rozpatrywać w kategoriach służby, ale takiej, co służyła w arystokratycznych domach za wikt i opierunek.

  11. Odnoszę wrażenie że niewiele osób z wypowiadających się zna jakąkolwiek pielęgniarkę, o samym środowisku studenckim nie wspomnę. Dzisiejsze roczniki studentów pielęgniarstwa, zarówno dziewczęta jak i chłopcy uczą się angielskiego, niemieckiego od przedszkola, z chwilą podjęcia nauki na kierunku pielęgniarstwo- zapisują się na norweski i szwedzki, a tym samym kończąc studia władają dwoma i trzema językami. Właśnie o te pokolenia młodych powinniśmy zawalczyć, pielęgniarki w moim wieku może już nie wyjadą, ale za to na pewno za kilka lat odejdą na emeryturę i żadne licea tego nie zrekompensują, ponieważ z powodu braku lekarzy w oddziałach szpitalnych, całkowicie polegają oni na doświadczeniu pielęgniarek, sami pełniąc dyżury na kilku piętrach…

  12. Smutny artykul! wynika z niego calkowity brak perspektyw! Panie Stefanie, czy nie moglby pan podac jakiejs recepty na te bolaczki? Czy wsrod czytelnikow panskiego bloga nie ma lekarzy ktorzy mieliby jakis poglad na te sprawy? Wiem, same pytania.
    Z drugiej jednak strony (a moge byc w bledzie) wrzuca Pan wszystkie pielegniarki do jednego „worka”. Te panienki po liceum i te z, powiedzmy, 30 letnim stazem. Troche odszedlem od polskiej sluzby zdrowia ale wydaje mi sie, ze w tej dziedzinie jakas hierarchia tez powinna byc. Dla mnie pielegniarka to jest nie tylko pomoc pacjentowi ale ktos kto decyduje o tym np. kogo lekarz ma zobaczyc pierwszego na izbie przyjec, kto z pacjentow potrzebuje interwencji a kto moze poczekac, itd. Panienka po liceum pielegniarskim moze byc najwyzej pomoca pielegniarki.

    Czy nie moznaby w Polsce wprowadzic jakiegos systemu podobnego do specjalizacji lekarskiej ktora rozroznialaby stopnie „wtajemniczenia” w ten zawod? Takie juz istneja na swiecie. Moze nalezaloby sie przyjrzec swiatu i skorzystac z doswiadczen innych a nie „odkrywac kolo”. Moze zamiast szpitali ktore decyduja o tym kto moze pracowac na jakim stanowisku pozostawic to zawodowi i niech np. pielegniarki decyduja o tym jaka ich jest hierarchia i co pielegniarka powinna umiec, kto moze byc przyjety do zawodu pielegniarskiego. To one decyduja kto moze posiadac tytul „registered nurse”. I z tym jest zwiazany zakres obowiazkow i odpowiedzialnosci.

    Duzo pytan, ale ktos kiedys musi na nie odpowiedziec jesli cos ma byc w tym temacie zrobione.

  13. „dwójka najgorszych ministrów zdrowia w historii III RP: doktor Kopacz i doktor Arłukowicz”
    Ja bym raczej to miejsce zarezerwował dla twórcy NFZ.

    Jak się patrzy na pielęgniarki, to są one bardzo różne. I bardzo dobre, i beznadziejne.

    Absurdem jest, żeby pielęgniarka musiała na każdą bzdurę mieć pisemne polecenie lekarza. Są leki, które może ordynować sama w pewnych okolicznościach. Ale musi mieć odpowiednie wykształcenie. Powinna też mniej więcej więcej, co wkłada, umieć przeliczać dawki. Musi umieć rozmawiać z pacjentem. Musi coś wiedzieć z etyki. Tego się nie da zrobić w liceum.

  14. Do Rodz – oczywiście , że można wystarczy zrobić podział kompetencji wg poziomu wykształcenia i posiadanego tytułu zawodowego
    Pielęgniarki czyli panie ze średnim wykształceniem
    Licencjat pielęgniarstwa
    Magister pielęgniarstwa
    a następnie na bazie tego utworzyć szkolenie specjalizacyjne , tylko problem w tym , że pań ze średnim wykształceniem jest w tej grupie zawodowej 80% i niestety równają w dól , bo nie chcą się dokształcać uważając , ze mając „maturę i kursa wszelakie ” mądrzejsze są od każdego wykształconego na Akademii Medycznej magistra pielęgniarstwa .

  15. @MQ
    12 grudnia o godz. 20:31 32404

    „…. niestety równają w dól , bo nie chcą się dokształcać uważając , ze mając „maturę i kursa wszelakie ” mądrzejsze są od każdego …”

    wydaje mi sie (ale moge byc w bledzie) , ze to jest spowodowane tym, ze nie ma hierarchii w zawodzie, bierze sie do pracy „jak leci” bez sprawdzenia czy kandydat/ka naprawde jest tym za kogo sie podaje. A kto moglby ocenic? Chyba tylko pielegniarki same.

  16. No w każdym szpitalu jest instytucja Pielęgniarki naczelnej która pieczołowicie sprawdza kto kim jest. Tylko niestety nie liczą się studia tylko kursy , a dlaczego kursy bo każda naczelna działa w izbach , izby kręcą biznesem kursowym i tak magister pielęgniarstwa idzie na kurs gdzie wykładowca jest pani bez matury……..
    Problem owszem jest w braku hierarchii i finansowaniu usług w zależności od tej hierarchii

  17. Świetnie, że skorzystał Pan z opinii pielęgniarek. Tekst brzmi bardzo precyzyjnie i sięga w głąb realnych problemów.
    Poza tym, że Kopacz i Arłukowicz byli fatalnymi ministrami zdrowia (Kopacz robiła wrażenie osoby jak „z pamiętnika młodej lekarki” na wysuniętej placówce, zaś Arłukowicz w ogóle żadnego wrażenia nie robił poza jednym: gdania obok rzeczywistości), to zastanawia mnie, ilu było niefatalnych ministrów zdrowia w ciągu 27 lat. Mam w głowie ze 3-4 kandydatury, ale może to moja dobra wiara, czyki brak dokładnej wiedzy. Było stale źle, czy też były chwile jaśniejsze?

    Skoro wspomniał Pan o „skrzyknięciu grupy uznanych ekspertów”: czy tak wybitny chirurg i osobowość jak prof. Religa – był dobrym ministrem zdrowia? Wybitność w specjalności lekarskiej może, ale niekoniecznie musi, dawać wybitność jako strateg, menedżer, znawca zawiłości systemu i spec od ich rozplątywania.
    To pytanie łączy się z pokrewną kwestią: czy są jeszcze w Polsce „uznani eksperci” od zdrowia, w rozumieniu takim, że nie jakaś koteria, czy partia polityczna ich uznaje, a oni ją, ale z punktu profesjonalnego – wiedzy, dokonań praktycznych, postawy osobowej – mają powszechne, niepodważalne w środowisku (może poza oszołomami, którzy wszędzie się znajdą) uznanie? A jeśli mają, to czy chcą się dać ometkować partyjnie? – co budzi moją poważną wątpliwość. Swego czasu na takie ometkowanie PISem nr 1 wystawił się właśnie prof. Religa.

    Wścieklica międzypartyjna, oraz międzyludzka w Polsce jest tak rozwinięta, że mam silne obawy o to, że jakakolwiek „uznana grupa ekspertów” nawet nie zaistnieje na forum publicznym. A jeśli sie pojawi, zaraz zostanie ometkkowana i politycznie zdezawuowana. Po co taki los autentycznym ekspertom medycyny?
    Poza mnóstwem innych klinczów: partyjnych, finansowych, zarządczych, strategicznych, ludzkich (właśnie Pan to świetnie zobrazował co do pielęgniarek) jest jeszcze i ten. A już rośnie kolejny nawis z którego będzie katastrofa: nędza emerytalna ludzi i nędza „opieki zdrowotnej” nad nimi. I ich nędza pustego portfela: nie uskrzybią już żadnych pieniędzy na „pełnopłatne uslugi zdrowotne”, które teoretycznie są „ubezpieczone”, ale trzeba czeka rok – dwa – pięć na możliwość skorzystaia w ramach „ubezpieczenia”.

    Już mamy, i będzie się to tylko wzmagać oraz wydawać Cudowne Owoce – państwowo-katolicką politykę eugeniczną, jak się ślicznie o kwestii praw kobiet do własnych decyzji co do ciąży wyraża nawa panstwowo-partyjno-katolicka. To co Pan szczegołowiej omawia w sprawie pielęgniarek, jest jednym z najważniejszych filarów tej państwowokatolickiej eugeniki. Im więcej wiary i słuszności – tym mniej życia.

    Polska to nie jest kraj dla ludzi. Bo jest to kraj dla wścieklicy: partyjnej i biskupiej.

  18. @Tanaka
    W ostatnich latach nie pamiętam żadnego dobrego ministra zdrowia. Religa za bardzo możliwości działania nie miał, nie należał do partii, kolega z rządu przyczynił się do spadku liczby przeszczepów o połowę…
    Inna sprawa że to bardzo specjalistyczna dziedzina. Ludzi obeznanych z ekonomiką medyczną jest mało, to dziedzina na pograniczu róznych zupełnie różnych nauk To jak z aborcją i IVF. Jak ktoś się zna prowadzeniu ciąży i endometrium, to nie zna się na opisowej i wartościującej definicji człowieka i odwrotnie.

  19. Tanaka ma dużo racji – nikt przy zdrowych zmysłach i z dorobkiem naukowym nie idzie do polskiej polityki.
    Ale zawsze jakiś Gliński, Kołłodko, Duda – wystawią się na pośmiewisko. Biskupi wytyczają kierunki polskiej medycyny, Sejm legisluje, Prezydent zatwierdza – w imieniu Suwerena. Wesoły pochód ku przepaści.
    PS. Motto jest takie samo jak za PRL; Statek tonie, ratuj się kto może.

  20. @JackT
    Religa poszedł, jego następca w klinice też.

  21. @mpn
    14 grudnia o godz. 16:58

    To były chyba trochę normalniejsze czasy…

  22. Szanowny Panie Karczmarewicz

    Sposobem na uzyskanie przez pielegniarki naleznego im status spolecznego jest zlamanie monopolu panstwowego na opieke pielegniarska. To monopol panstwa sprawia ze pielegniarki sa przepracowane i nieodpowiednio wynagradzane. Ktos musi pielegniarkom zaplacic za ich prace a rynek pracy powinien dyktowac cene. Jesli tak dalej bedzie postepowac dewastacja status pielegniarek w Polsce to za kilka lat ten zawod moze stac sie bardzo lukratywny dla malej grupy osob ktore przetrwaly kryzys na rynku pracy. Oczywiscie nieodpowiedzialny interwencjonalizm panstwowy moze pogorszyc jeszcze bardziej los obywateli i los pielegniarek.

    Slawomirski

  23. Tanaka
    13 grudnia o godz. 10:23 32408

    Szanowny Panie Tanaka

    Ministerstwo zdrowia powinno fundowac obywatelom rozance. Chorzy na nerki powinni miec koraliki w ksztalcie nerek, chorzy na serce male serduszka na zylce itd. Wszyscy wierzacy w Niebo nie potrzebuja opieki zdrowotnej bo tylko opoznia ona ich dostep do wiecznej radosci. Opieka zdrowotna nad tymi osobami jest nieetyczna. Tylko ateisci powinni byc ratowani bo oni maj jedno zycie.

    Slawomirski

  24. @sławomirski. 20.11
    Zapewne do tego dojdzie. Więcej kapelanów i kropideł.

  25. Slawomirski
    15 grudnia o godz. 20:11 32418

    Tak jest. Przy czym dobrze jest to uszczegółowić. Katolikowi Prawo Naturalne oraz jego własne oświadczenie („jestem katolik”) zabraniają leczyć się w sposób nienaturaly. W tej sutuacji państwo polskie leczy metodami nienaturalnymi wyłącznie niekatolików i ateistów, których razem jest nie więcej niż 5% społeczeństwa, zgodnie z oświadczeniem biskupów katolickich. Sztuczne, a więc niezgodne z Prawem Naturalnym są: pigułki, syropy, zastrzyki, implanty (dentystyczne, kostne oraz wszelkie inne, w tym zastawki serca, sztuczne serca i tak dalej). Sztuczne, zabronione są wszelkie operacje ingerujące w Święte i Nienaruszalne Ciało Czlowieka Które Pan Bóg Stworzył Właśnie Tak a Nie Inaczej. Wyklucza się wszelkie procedury medyczne.
    Dozwolone są: odmawianie paciorka leczniczego do właściwego świętego, herbatki ziołowe, okłady z zioł i soli morskiej, płukanki z ziela dziurawca, lewatywa (wyklucza się mydło – sztuczne, oraz gruszkę irygacyjną – też sztuczna), leczenie miodem i czułym głaskaniem, w ostateczności – masażem. Masaż jednak nie może naruszać Naturalnej Wstydliwości Ludzkiej i Bożego Prawa Intymności.NIe wolno wzbiudzać masażem Nieskromnych Myśli. Jednak jest skrajnie trudno wykonać masaż nie naruszający tych warunków. Nawet masowanie łydki może te warunki wzruszyć w sposób bardzo poważny; masaż mężczyzny przez mężczyznę to akt sodomii, za co jest śmierć, masaż kobiety przez mężczyznę to zgorszenie, nieczystość i prostytucja. Z kolei masaż przez automat to czynność szuczna, więc także wykluczona.

    Leczenie katolików w Polsce powinno się odbywać w parafiach. Są tam odpowiednie salki i przeszkolony personel, który umie zadać ziołową herbatkę oraz nauczy stosować naprotechnologię. Jakiekolwiek finansowanie leczenia katolików ze środków publcznych łamie Konstytucję – która jest niczym, i łamie Prawo Boże – które jest wszystkim. Katolik który się zgadza na leczenie metodami sztucznymi sprzeciwia się Bogu i już za życia jest trupem. Trua tym bardziej nie wolno leczyć. Nie wolno stosować leczenia uporczywego i bezcelowego, o co tak uporczywie dopominał się Święty Ojciec Święty.
    O to samo ma zawodowy i etyczny obowiązek upominać się każdy szpitalny księgowy, organ założycielski i Minister Finansów.

    Odłączenie katolika od sztucznego leczenia natychmiast zapełni wszelkie luki finansowe w budżecie i niezwykle wzbogaci Polaka.

  26. Szanowny Panie Tanaka

    Niestety a moze na szczescie polski katolicyzm to duchowosc wyrazona po polsku a nie wiara w watykanskie dogmaty. Panu Bogu swieczke i diablu ogarek bylo polskim motto od stuleci. Nie nalezy wiec oczekiwac mniejszych kolejek do lekarza.

    Slawomirski

  27. Ogloszenie medyczne

    Szanowni medycy 24 grudnia dziewica bedzie rodzic. Wszystkich zainteresowanych tym medycznym ewenementem odsylam po wiecej informacji do najblizszej parafii polskiego kosciola katolickiego.

    Slawomirski

  28. Pozostając w temacie poprawy polskiej Służby Zdrowia i zmniejszenia kolejek czekających do lekarza i na operacje, pragnę zwrócić uwagę Gospodarza oraz Szanownych Komentatorów na następujące przeoczenie.
    W kraju tak bardzo katolickim jak Polska nie powinno być problemem legislacja zakazu przeciwstawienia się woli Boga i leczenia Prawdziwych Katolików a zwłaszcza Administracji Watykanu. Jest to wysoce niemoralne sprzeciwianie się woli Pana, i jako takie powinno zyskać aprobatę Episkopatu Polskiego.

  29. Szanowny Panie Karczmarewicz

    Znajomy Hindus kiedys w okolocach Swiat Bozego Narodzenia wzial mie na bok i powiedzial: „nie dziwie sie wam chrzescijaninom ze celebrujecie porod dziewicy my tez mamy boga ktory sie urodzil z ucha slonia”.

    Zycze wesolych swiat.

    Slawomirski

  30. @Slawomirski
    Ale to chrześcijaństwo zachowało dziedzictwo Starożytnego Rzymu.

  31. Bardzo dobry artykuł. Trzeba wszystkim uzmysławiać, co tak na prawdę dzieje się w naszym kraju.