Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Medycyna i okolice - Druga strona stetoskopu Medycyna i okolice - Druga strona stetoskopu Medycyna i okolice - Druga strona stetoskopu

24.12.2019
wtorek

Statystyka i fakty pokazują, że jest nieźle – czyli świąteczna pocztówka ostatniego wioskowego głupka

24 grudnia 2019, wtorek,

Szanowni Państwo, jeżeli pomyśleć trochę inaczej, to naprawdę jest nieźle. Wystarczy spojrzeć na badanie Sadury i Sierakowskiego, na krzywą Gaussa oraz na to, co zdarzyło się w tym roku.

Ze wspomnianego badania wynika niezbicie, że niezależnie od orientacji politycznej najważniejsza jest dla nas codzienna egzystencja. Czyli rzeczy i sprawy proste. Z krzywej Gaussa – opisującej wszystko w przyrodzie – wynika niezbicie, że osób wybitnych jest bardzo mało, skrajnych miernot – też mało, a reszta to przeciętna populacja. Mamy jedną Olgę Tokarczuk, jedną prof. Środę, jedną Krystynę Jandę, jedną dyrektor Ewę Zgrabczyńską (dla niezorientowanych: walczącą jak lwica o Nieumarłe Tygrysy z koszmarnego transportu), jednego Jurka Owsiaka, jednego Mariusza Szczygła, dwóch braci Sekielskich. Oczywiście tych, których szanuję i podziwiam, jest więcej, ale wciąż nie jest to jakaś ogromna grupa. Trochę niedobrze.

Z drugiej strony spójrzmy na drugi koniec krzywej Gaussa: miernot i kreatur też jest niedużo. I już powinno nam być lżej na duszy. Oczywiście widać ich znacznie lepiej niż osoby szlachetne, bo skupili się w dużej mierze w dwóch partiach, eksponowanych instytucjach i na eksponowanych stanowiskach. Ale wciąż możemy sobie powiedzieć: jest ich wcale nie tak dużo, więc jeżeli skupimy się i zaczniemy rozumnie współpracować, to możemy spowodować, że rzeczywistość będzie inna od tej, którą chciałby nam szykować Cherubinek Inkwizytor.

Wróćmy do spraw codziennych, czyli według wyników badań Dwóch Panów S – najważniejszych. Zwłaszcza do zachowań dużych grup społeczeństwa. Zapomnijmy o wielkiej polityce, a skupmy się na imponderabiliach, o których tak pięknie pisał niegdyś Adam Kreczmar, a bez których człowieczeństwo nie istnieje. Spójrzmy wstecz. Pozwoliłem sobie wybrać trzy przykłady.

Rok zaczął się od morderstwa prezydenta Pawła Adamowicza. Reakcja na tę niesłychaną tragedię była niesamowita: rekordowa Ostatnia Puszka Prezydenta i rekordowa zbiórka całej Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w 27. finale. Wielka grupa ludzi, którzy w fantastyczny sposób pokazali, że dla nich bardzo ważne jest, aby pomagać w leczeniu. No i warto pamiętać o masowym sprzeciwie wobec decyzji Jurka Owsiaka o wycofaniu się z WOŚP.

Jesień. Koszmarny transport tygrysów z Włoch do nieistniejącego zoo w Dagestanie. Przeżyło dziewięć z dziesięciu – wyłącznie dzięki opiece ekipy ratowniczej, a potem zespołu ogrodu zoologicznego w Poznaniu i mniejszego ogrodu zoologicznego w Człuchowie. Potem jakaś kontrakcja pionu weterynaryjnego kwestionującego legalność wysiłków poznańskiego zoo, chociaż to przynajmniej jeden weterynarz powinien za tę sprawę znaleźć się w więzieniu. Wójt gminy nadający uprawnienia do decydowania o losie tygrysów… facetowi, który wiózł je na śmierć.

Wyglądało to źle. I nagle pozytywna kumulacja – istotne wsparcie finansowe od organizacji i osób prywatnych, skuteczne interwencje polityków lokalnych i krajowych. Pięć tygrysów pojechało do wspaniałego azylu w Hiszpanii, dwa zostały w Poznaniu, gdzie buduje się dla nich azyl, bo miasto dało teren (szacun, Panie Prezydencie!), a zbiórki trwają. Dwa koty zostały w Człuchowie i mają się coraz lepiej.

Późna jesień. Kierowcy z Iranu psuje się w Polsce 20-letnia ciężarówka, którą wiózł rodzynki. To jego narzędzie pracy. Nie ma jak jej wykonać. Nie ma jak wrócić do domu. W kraju, który ponoć słynie z ksenofobii (częściowo dlatego, że drących się nienawistników słychać najlepiej), zorganizowano błyskawicznie zbiórkę, która pozwoliła na zakup używanej, ale jeszcze całkiem „do rzeczy” ciężarówki dla Irańczyka. On sam przeczekuje pod opieką polskiego kierowcy. Musi jeszcze trochę poczekać, bo trzeba przebrnąć przez procedury formalne.

Spójrzcie Państwo sami – trzy piękne przykłady wspaniałych, spontanicznych zachowań całych grup społeczeństwa. W kraju, w którym władza i Kościół dążą do tego, aby mieć monopol na sterowanie tego rodzaju akcjami.

Rok się kończy, na horyzoncie 28. finał WOŚP. Na razie, oczywiście, nie widać skali zbiorowego wysiłku. Zauważalne są za to indywidualne działania wspaniałych ludzi. Tym ważniejsze, że zwłaszcza w trudnych czasach właśnie takie osoby są znakami nawigacyjnymi w wędrówkach naszego życia. Olga Tokarczuk przekazała na aukcję oficjalną replikę medalu noblowskiego. Generał Różański – prawdziwą buławę generalską. Tomasz Sekielski – spotkanie ze sobą. Takich wspaniałych gestów jest bardzo dużo, z oczywistych względów nie mogę opisać ich szczegółowo.

Chciałbym jednak na koniec podzielić się bardzo osobistym, pozytywnym doświadczeniem. Historia jest krótka. Od jakiegoś czasu gramy razem w amatorskim zespole, tak by wywietrzyć głowę po pracy. Gdzieś między chicagowskim bluesem, jazzem a latino. Połowa obecnego składu to kardiolodzy. Postanowiliśmy, że trzeba by mocniej wesprzeć WOŚP – i powstał projekt Medycy i Muzycy. Idea prosta: w dniu Wielkiego Finału cztery godziny porad lekarskich za datek do puszki WOŚP, a potem krótki koncert Ulotnej Formacji Okolicznościowej, bo tak się zespół nazywa. Warszawski klub Centrum Zarządzania Światem zgodził się przyjąć nas u siebie i wziąć na siebie trudy organizacyjne, sztab WOŚP w Mińsku Mazowieckim (!) wziął nas pod swoje skrzydła, zyskując w ten sposób pierwszą w historii kolonię Mińska Mazowieckiego w Warszawie.

Jednak najwspanialsze jest to, że cztery osoby, którym opowiedziałem o projekcie, natychmiast poprosiły o dołączenie ich do zespołu udzielającego porad. W ten sposób prócz kardiologów będzie również Pani Endokrynolog, Pani Psycholog, Psychiatra – specjalista diagnostyki i leczenia zaburzeń snu, a jako wisienka na torcie (wisienek?) – sam mistrz Bartek Łęczycki, wybitny harmonijkarz bluesowy i jazzowy, który będzie udzielał porad osobom zainteresowanym grą na tym instrumencie lub chcącym doskonalić umiejętności.

Przyznam szczerze – jestem wstrząśnięty gotowością do pozytywnego działania ze strony swojego otoczenia zawodowego i muzycznego.

Jak Państwo widzicie – jest naprawdę nieźle i te święta nie muszą być takie smutne. Nie dlatego, że wstajemy z kolan. Dlatego, że nie upadamy. Najwyżej składamy pokłon tym, którym zdecydowanie warto się pokłonić.

Życzę Państwu teraz i w ogóle: zdrowia, harmonii wewnętrznej i przyjaciół – tych „w realu”.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Szanowny Panie Karczmarewicz

    Czuje zefirek pozytywizmu w panskich zaglach. Oby tak dalekj w Nowy Rok.

    Slawomirski