Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Medycyna i okolice - Druga strona stetoskopu Medycyna i okolice - Druga strona stetoskopu Medycyna i okolice - Druga strona stetoskopu

13.10.2017
piątek

Protest rezydentów: intymne wyznania czworga ważnych ludzi

13 października 2017, piątek,

Wypowiedzi czworga osób publicznych opowiedziały nam o stanie ich umysłów, wiedzy i poglądach na temat funkcjonowania systemu ochrony zdrowia znacznie więcej, niż osoby te zapewne zamierzały. Pozwalam sobie przypomnieć je Państwu, bo w natłoku zdarzeń mogły umknąć.

Pani Józefa Szczurek-Żelazko, wiceminister zdrowia (podaję za gazetaprawna.pl): „Chciałabym podkreślić, że wynagrodzenie za rezydenturę to nie jest wynagrodzenie za pracę. (…) To, że rząd, budżet państwa finansuje specjalizację lekarzy, to sytuacja wyjątkowa w gospodarce narodowej. Generalnie jest to jeden z niewielu zawodów, który ma finansowane zdobywanie dodatkowych kwalifikacji”. „Te oczekiwania rezydentów dotyczące wynagrodzenia (…) należy właśnie w takim kontekście analizować. Chcę pokazać, że w innych obszarach absolwenci, np. wydziałów prawa, ekonomii, nie mają finansowania zdobywania kolejnych specjalności. I w związku z tym należy patrzeć na ten problem jako na problem inwestycji w siebie tego lekarza”.

Wiceminister wyznała tym samym, że nie ma pojęcia o pracy rezydentów, co jest aktem odwagi cywilnej, zważywszy na to, jaką pełni funkcję. Brawo!

Rezydenci jako lekarze z pełnym prawem wykonywania zawodu stanowią podstawową siłę roboczą w szpitalach. Oczywiście, że uczą się przy tym nowych umiejętności. Jednak w przypadku medycyny specyfika polega na tym, że uczą się, pracując – i to bardzo ciężko. Co więcej, za swoje błędy ponoszą odpowiedzialność. Oczywiście mniejszą niż kierownik oddziału czy dyrektor szpitala, ale jednak.

A zatem przedstawianie wynagrodzenia za rezydenturę jako rodzaju stypendium dla studentów świadczy o kompletnym niezrozumieniu istoty pracy rezydentów i miło, że pani wiceminister tak się szczerze do tego przyznała. A tak przy okazji: panią wiceminister, również dlatego, że jest z zawodu pielęgniarką, obciąża jeszcze jeden, niewyobrażalnie wielki skandal: pielęgniarki w Polsce muszą płacić za swoje kursy specjalizacyjne. Ale to już temat na zupełnie inne wyznania pani wiceminister. Chyba że wcześniej zrozumie, że spełniła zasadę Petera, awansując na stanowisko, które przekracza jej kompetencje, a zrozumiawszy – poda się do dymisji.

Pan Konstanty Radziwiłł, minister zdrowia (podaję za interia.pl): „W znacznej mierze mają rację, jeśli chodzi o ich postulaty i to nie tylko płacowe, ale również te dotyczące nakładów na ochronę zdrowia, systemu kształcenia lekarzy i ich specjalizacji”. „Ich sytuacja naprawdę jest trudna i nie odbieram tego protestu jako ataku ani na siebie, ani na rząd, to jest młodzieńczy przejaw zatroskania o trudną sytuację w służbie zdrowia”.

O motyla noga! Czyżby to był ten sam żelazny książę, który niedawno twierdził stanowczo, że lepszy lekarz zmęczony niż żaden? I że rezydenci najlepiej mogą poprawić swoją sytuację materialną, podejmując kolejne, dodatkowe prace? „Nie poznaję kolegi!” – jakby powiedział bohater nieśmiertelnej „Seksmisji”. Oczywiście, jest w wypowiedzi ministra ten jego niepowtarzalny protekcjonalny paternalizm, ale przemiana pozostaje porażająca. Czary jakoweś nieczyste? Spokojnie, proszę Państwa, nikt nam księcia nie podmienił. Ewolucja tonu jego wypowiedzi to wyznanie: zrozumiałem, że moja sytuacja bardzo się zmieniła.

Doktor Radziwiłł zawsze doskonale wiedział, że system jest chory, tylko priorytety w życiu miał inne. Polityczne. Między innymi dlatego jako prezes Naczelnej Izby Lekarskiej słusznie wnioskował o zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia. Teraz, z innych pozycji, spokojnie odrzucił swoje własne postulaty, kiedy zostały zgłoszone przez rezydentów.

Rzecz w tym, że dotychczas czuł się mocny, więc bezkarny. Mógł obiecać Jego Miłomściwości, że będzie miał dla swoich działań poparcie dwóch potężnych środowisk lekarskich, które staną za nim murem, a dodatkowo popiera go jeszcze i trzecie. Pierwsze dwa to Izby Lekarskie i Lekarze Rodzinni. Z Izbami Radziwiłł jest związany wieloletnią działalnością. Z kolei lekarze POZ z pewnością doceniają, że zaczął istotnie wzmacniać ich pozycję, w dodatku demonstracyjnie tłamsząc przy tym specjalistów. Trzecią organizacją jest Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy, który, zawiedziony postawą PO-PSL wobec ochrony zdrowia, duże nadzieje pokładał w Dobrej Zmianie.

Minister wniósł owo poparcie w politycznym posagu, mając nadzieję, że ułatwi mu to realizację własnych pomysłów. Okazało się jednak, że sojusznicy zachowali się niezgodnie z jego nadziejami. Protest rezydentów mocno poparły zarówno Izby Lekarskie (zdjęcie doktora Hamankiewicza, prezesa Izb, w koszulce „Popieram Protest Rezydentów” musiało bardzo ministra boleć), jak i OZZL. Przewodniczący, doktor Bukiel, zapowiedział przyłączenie się związku do protestu. Poparcie dla rezydentów wyraziło również Porozumienie Zielonogórskie, zrzeszające lekarzy rodzinnych. Minister Radziwiłł musiał zatem spuścić z tonu. Co też uczynił. Karty w ręku ma gorsze, ale robi dobrą minę do nie najlepiej układającej się gry.

Pani Józefa Hrynkiewicz, posłanka PiS (podaję za rmf24.pl): „Niech jadą!” (w odpowiedzi na wystąpienie posłanki PO, Lidii Gądek: „Ludzie w każdej chwili mogą wyjechać, bo są świetnie wykształceni, znają język, ale chcą pracować dla nas, dla naszych…”). „Powiedziałam to w wielkim rozżaleniu. Ja nikogo nie obraziłam. Jest mi bardzo przykro. Ja czuję się obrażona przez młodych lekarzy tym, że stosują metody, które naprawdę są do walki o niepodległość, o suwerenność ojczyzny, o wolność obywateli. Oni są wolnymi ludźmi. Natomiast powiedziałam to cicho, nie powiedziałam tego głośno, nie znajdzie pan tego na nagraniu, tak, nie ma tego”.

To fascynujące wyznanie. Nie chodzi bowiem o różnicę dochodów czy stanu posiadania między panią poseł i lekarzami rezydentami. Owo wyznanie dotyczy bowiem całej klasy politycznej i brzmi tak: nigdy nie stałam w kolejce do lekarza, nigdy nie oczekiwałam tygodniami lub miesiącami na procedurę diagnostyczną, konsultację czy zabieg. Nie wiem, co to jest takie oczekiwanie. Ani ja, ani moja rodzina.

Oczywiście. Wszyscy znani mi politycy, centralni i lokalni, wchodzą do placówek ochrony zdrowia na pewniaka, z takim wyrazem twarzy, jakby przed chwilą kupili sobie te placówki na własność. Dotyczy to również krewnych-i-znajomych-Królika. Tak samo zachowują się duchowni. Dlatego żadna z tych trzymających władzę grup nie ma najmniejszej motywacji do zmiany status quo w systemie. Pani poseł jest rozżalona, bo powiedziała to, co myśli, i została za to skrytykowana. A przecież powiedziała prawdę: z jej punktu widzenia jest kompletnie nieistotne, ilu lekarzy wyjedzie za granicę, ile pielęgniarek i ratowników odejdzie z zawodu, ilu młodych ludzi zniechęci się do kształcenia w kierunku zawodów medycznych. Bo pani poseł i jej bliscy otrzymają pomoc zawsze, dopóki w tym kraju będzie chociażby minimalna obsada placówek. Ma doskonałą tego świadomość. Nie interesuje jej, jak zmniejszenie dostępności pracowników ochrony zdrowia wpłynie na losy ludzi niemieszczące się w kręgu jej zainteresowań.

Jerzy Urban w stanie wojennym wypowiedział słynne: rząd się zawsze jakoś wyżywi. Obecna ekipa (wzorem – bądźmy tu sprawiedliwi – swoich poprzedników) zdaje się głosić: Dobra Zmiana zawsze się jakoś do lekarza dostanie. Co pani poseł właśnie expressis verbis była łaskawa wyznać.

Pani Dominika Wielowieyska, dziennikarka (podaję za gazeta.pl): „Strajk głodowy jako forma protestu powinien być zarezerwowany dla obrony wartości fundamentalnych, a nie własnych pensji. „Znaj proporcją, mocium panie”. Młodzi lekarze tego nie rozumieją”.

Tekst znakomicie skomentowali już godniejsi ode mnie: Łukasz Komuda w „Krytyce Politycznej” i Rafał Madajczak w „Asz Dzienniku”. Bardzo Państwa proszę o przeczytanie obydwu tych tekstów. Pozwolę sobie jedynie dorzucić do nich trzy grosze starego lekarza. Pani redaktor wyznała bowiem, że nigdy nie pracowała przez istotnie długi czas tak ciężko, jak pracują lekarze rezydenci, ani w obciążeniu takim stresem, ani obarczona taką odpowiedzialnością. Gdyby miała o tym chociaż cień pojęcia, to zapewne nie napisałaby tego, co napisała.

Nie wiem również, czy ma świadomość, że dyskutując o młodych lekarzach, rozprawia w rzeczywistości o ludziach prawie czterdziestoletnich, bo wtedy kończy się proces specjalizacji. Prawda, są to nadal ludzie młodzi, ale nie jest to dobry wiek, żeby startować w materialną niezależność.

Nie jestem również pewien, czy pani redaktor zaznała oczekiwania na usługę medyczną, bo dziennikarze prominentnych mediów często traktowani są preferencyjnie, chociaż z innych względów niż politycy.

Ponieważ jednak wyraźnie nie rozumie, że trzy niepodważalne potrzeby – płacenia rachunków, zachowania życia osobistego i zachowania elementarnego własnego bezpieczeństwa biologicznego (czyli zdrowia i życia) – mogą skłonić młodych lekarzy do zmiany zawodu lub kraju, to nie rozumie również, że skutki będą dramatyczne dla biologicznego bezpieczeństwa społeczeństwa. Moje pokolenie lekarzy ma już bowiem niezbyt długi termin przydatności do życia, a nowych lekarzy będzie za mało. System opieki zdrowotnej zawali się nie z braku pieniędzy, ale z braku ludzi. To zaś będzie przekładać się na gorszą skuteczność, czyli – tłumacząc na pojęcia potoczne – krótsze i gorsze życie obywateli. A to już jest ważniejsze niż każda polityka. Zatem: znaj proporcją mocium pani.

Na stronie serwisu mp.pl można wyrazić swoje poparcie dla protestujących rezydentów. Lista otwarta jest dla wszystkich, nie tylko dla lekarzy.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 88

Dodaj komentarz »
  1. Warszawiacy poparcie dla protestujących lekarzy i ich postulatów mogą też wyrazić przychodząc w sobotę – a więc już dziś – o 12:00 pod KPRM: https://www.facebook.com/events/177457712826677/?acontext=%7B%22ref%22%3A%2223%22%2C%22action_history%22%3A%22null%22%7D Pikiety wsparcia odbyły się lub odbędą także w innych miejscowościach. Informuję i zachęcam do udziału nie będąc młodą (ani niemłodą) lekarką. Rezydenci, popierani przez wiele innych środowisk medycznych, domagają się nie tylko wyższych płac, ale też zwiększenia nakładów na ochronę zdrowia i poprawy dostępności usług medycznych. Słusznie się domagają, dlatego będę pod KPRM.

  2. Głodujcie, jak wam nie smakuje. Polityczne fochy smarkatej lekarskiej kasty. Niech jadą za granicę. Słaba znajomość zawodu i języka obcego. Będą podawać chorym baseny

  3. Szanowny Panie Jacek,NH,
    Widzę dwie możliwości.
    1. ma Pan problemy z postrzeganiem rzeczywistości, bo polscy lekarze problemów z kompetencjami zawodowymi i językowymi w krajach europejskich nie mają.
    2. Pozwolił Pan sobie na trolling, który na tym blogu jest tępiony.

    Zgodnie ze zwyczajem tego bloga proszę Pana o udanie się do Klasztoru Trzeźwych Myśli na 3 miesiące od dzisiaj, czyli o powstrzymanie się przez ten czas od komentowania. Próby złamania tego ograniczenia będą skutkowały usuwaniem kolejnych Pańskich komentarzy, ale również – usunięciem Pana z grona komentatorów tego bloga na zawsze.
    Życzę konstruktywnych przemyśleń.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Dziękuję Panie Doktorze za tą merytoryczną analizę – już miałem pisać do Pana o jakiś tekst na temat Rezydentów 😉
    Czytając nieprzychylne komentarze internautów – ok, większość być może jest oplaconymi przez dobrą zmianę trollami (50 gr za wpis – więc się trzeba naprodukować aby na ćwiartke zarobić) – mam wrażenie, że społeczeństwo woli z niewytłumaczalnej zawiści do lekarzy ryzykować własnym zdrowiem i zyciem niż w końcu zrozumieć, ze medycyna kosztuje krocie na całym świecie, młody słabo wykształcony lekarz z tej mesjańskiej Ukrainy do nas nie przyjedzie bo u siebie zarabia – pod stołem – naprawdę solidne pieniądze, ukraińskie pielegniarki nie maja w większości wyższego wykształcenia (o czym pan Xieciuniu jezszcze niedawno nie mial pojęcia – a to zamyka im rynek eu), a lekarz rezydent to nie jakiś student ktory dostaje kieszonkowe na lizaki.
    Z.drugiej strony nie słychać wielkiego oburzenia na wypłatę ponad 2 mld na deputat węglowy (a czemu nie w 2025 roku?), pensje 90 tys w pzu, 2 mln prezesa PKO itd – to są spółki skarbu państwa więc dodatkowym wynagrodzeniem za pracę powinna byc sama nobilitacja i powołanie – chcesz zarabiać jak manager na światowym poziomie – aplikuj do prywatnej korporacji (i tu pojawia się problem jak była niewyksztalcona kasjerka pss spolem (nienajmlodsza i nie najładniejsza – seksistowskie ale tak.dziala świat) miała by przekonac prywatną firmę do własnej ososby – a w spółce państwa nie stanowi to problemu… #protestmedykow

  6. Szanowny Panie Stefanie,
    Bardzo trafna analiza. Proszę tylko pamiętać, że Pani Hrynkiewicz podzieliła się kiedyś swoją historią http://m.se.pl/wiadomosci/polityka/poslanka-pis-kipiala-ze-zlosci-bo-musiala-czekac-2-godziny-w-kolejce-do-lekarza_768648.html
    Co prawda sytuacja miała miejsce jakiś czas temu, ale widać Pani poseł może ma problem z łączeniem ze sobą pewnych faktów.

  7. Niestety problemem rządu nie sa „bajonskie sumy” żądane przez Rezydentów (ok 0,06 proc pkb) ale to co nastąpi po podwyżce – będzie to samo nakrecajaca sie katastrofa:
    – podwyżka pensji podstawowej Rezydentów spowoduje Słuszne żądania innych grup zawodów medycznych, i Nie do końca słuszne zawodów nie medycznych: m.in oczywiscie nauczycieli 😉 (18 h pracy tygodniowo) i innych pokrzywdzonych którym tylko lenistwo nie pozwoliło startować na wydziały lekarskie
    – Nastąpi spirala podwyżek: podwyżki podstawowej pensji pensji spowodują, że Lekarze nie będą musieli na podstawowe przeżycie brać 15 dyżurów w miesiącu tylko np 4. Kto wypełni te pozostałe 11 skoro juz dzisiaj nie ma komu wypełnić tych 15?? Trzeba więc będzie podnieść stawkę za dyzur z obecnych 1zl – 150 zl za h do np. 100 – 300 za h dla zachęty, no bo ktoś musi te dyzury obsadzic – i wtedy dyżur stanie sie możliwością extra dorobienia a nie zarobienia na przeżycie. Mało kto rozumie, ze niska pensja podstawowa nie jest tylko zla wolą rządzących ale jedynym instrumentem zmuszającym kadre medyczna do brania zabójczej liczby godzin – 100 tygodniowo to jeszcze nie jest duzo, w końcu tydzień ma 168 h.
    Więc paradoksalnie znaczna podwyżka pensji Rezydentów sprawi, ze lekarze owszem będą bardziej wypoczęci ale dostępność – a co.za.tym idzie kolejki – jeszcze się pogorszy. I o to tu chodzi….
    Może bez znaczenia jest fakt,.że obecnie brakujacy proc pkb na zdrowie zapewniający wg WHO minimum bezpieczeństwa pacjentow prawie równo pokrywa sie z proc PKB przeznaczonym na 500+. Być może dlatego (a być może nie) Czechy i inne kraje ktore zrobiły duży skok w ochronie zdrowia (czyli praktycznie wszystkie w eu) nie mają programu 5000 koron + itd…

    Na koniec chciałem podziękować pani posel Józefie za cenną poradę cyt.: „Niech jadą”. Posłucham dużo wczesniej i dlatego.dzisiaj moge sobie pisac ten elaborat zamiast umierać na zawał po 40 w miesiącu dyżurze. Danke schön Frau J.H.
    Jak to pisał klasyk: „Jedźmy, nikt nie wola”….

  8. Szanowny Panie Stefan Karczmarewicz,

    Polscy lekarze rezydeci powinni dużo się uczyć, bo mają problemy z kompetencjami zawodowymi. Taka jest idea lekarskiej rezydentury. Proszę mnie nie straszyć. Demokracja ma swoje prawa, nawet w „Polityce”. Nie mylę się?

  9. Szanowny Panie Jacek, NH,
    To nie straszenie, tylko ochrona bloga przed trollingiem i innym zaśmiecaniem. Takie są tu zasady, dzięki czemu styl dyskusji komentatorów jest taki wyjątkowy w skali polskiego Internetu.
    Wolno się nie zgadzać, ale argumenty muszą być wyważone. Demokracja ma swoje prawa, oczywiście, ale nie są one jednostronne.
    Przyjmijmy jednak, że styl poprzedniego Pańskiego komentarza był niefortunnym przypadkiem i uznajmy rzecz za niebyłą.

  10. @Stefan Karczmarewicz
    Na pana miejscu nie wybaczylbym Jackowi NH jego chamskiego komentarza,a juz zwlaszcza uwagi o ‚podawaniu basenow’. Jako ze przez jakis czas bylem zatrudniony w Anglii jako opiekun medyczny i zdarzalo mi sie podawac baseny pacjentom, to zapewniam,ze ten zawod w Anglii zapewnia dosc komfortowe zycie za 40 godzin pracy w tygodniu-o czym nasi lekarze rezydenci moga tylko marzyc. Poza tym kazdemu lekarzowi w ramach praktyki zdarzalo sie podawac basen pacjentowi i jest to czynnosc upokarzajaca tylko dla Jacka NH, ktoremu-mam nadzieje-nikt tego basenu w zyciu nie poda..

  11. Płacę rezydentom nawet 100 zł za godzinę dyżuru czyli za 24 godziny pracy w weekend mogą zarobić nawet 2,4 tys. zł, mimo to nie mam na nie chętnych – mówi dyrektor Międzyleskiego Szpitala Specjalistycznego w Warszawie dr Jarosław Rosłon. – Podwyżki dla rezydentów skończą się tym, że zaraz ustawią się w kolejce inne zawody medyczne

  12. Stefan Karczmarewicz
    14 października o godz. 8:32 33053
    Doktorze, prosze dowolny tekst JackNH wkleić w google.
    To są wszystko skopiowane wypociny z prawicowych pisemek.
    Dziękuję, że Pan go przywołuje do porządku.

  13. Proszę zauważyć obludę tej pisiej (raczej psiej) władzy.
    Lekarzom (służbie zdrowia) karzą pracować na okrągło, a nad pracownikami handlu się użalają i chca wprowadzić zakaz handlu w niedzielę. Niby dla obrony pracownika.
    Jacek Nowa Huta, to może wprowadźmy również wolne niedziele dla lekarzy, pielęgnarek , ratowników medycznych ?

  14. „Rezydentura jest uprzywilejowaną formą sponsorowania przez państwo specjalizacji medycznej. Jeśli rezydent miałby zarabiać 6,4 tys. zł, to jest cała masa lekarzy z 20-letnim stażem, którzy podstawowe płace maja w granicach 3-3,5 tys. zł. Jest wielkie nieporozumienie, jeśli miałoby się złamać tę hierarchię”

  15. Szanowny Panie Karczmarewicz

    Lekarz rezydent powinien miec wynagrodzenie zblizone do wynagrodzenia dyplomowanej pielegniarki. Jedni i drudzy nie podejmuja waznych decyzji terapeutycznych ktore sa domena specjalistow. Specjalisci powinni zarabiac roznie od 2 do 6 razy wiecej niz pielegniarki.
    Przypomne ze arogancja ministra PO pana Zembali ktory chcial pozbawiac pielegniarki zatrudnienia z powodu ich strajku kontrastuje z obecna lagodnoscia postepowania PiS. Pomimo tego lekarze rezydenci powinni sie liczyc z mozliwoscia utraty rezydentury. Unikanie sytuacji konfliktowych jest w interesie obu stron dlatego stworzenie mechanizmu zapobiegajacego strajkom w przyszlosci jest istote w tej chwili.

    P.S.
    Popelnia pan nieuczciowsc porownujac okropne slowa Jerzego Urbana do obecnej sytuacji w kraju. Za wypowiedzia Urbana stal caly system represyjny rezimu komunistycznego.

    Slawomirski

  16. Jacek, NH
    14 października o godz. 4:29 33047

    Podawanie choremu czlowiekowi basenu jest postepowaniem ludzkim bo szanuje jego godnosc. Chirurdzy jelita grubego tez zasluguja na szcunek a pielegniarki opiekujace sie osobami ze stomami pomagaja chorym swoja codzienna praca. Ktos slaby psychicznie po przeczytaniu panskiego wpisu byc moze nie poda basenu osobie potrzebujacej. Ta osoba moze byc pan.

    Slawomirski

  17. Jacek, NH
    14 października o godz. 12:05 33058
    czyli należy wynagrodzenia wyrównać, ale w dół.
    Takie jest pisie myślenie.

  18. @Jacek, NH
    Po pierwsze- lekarze kończący studia znają dobrze angielski, a często jeszcze niemiecki i francuski. A jeśli nawet nie- to kraje zachodnie są w stanie bez problemu sfinansować kurs językowy- tak robi np. Szwecja, Portugalia i Norwegia.

    Po drugie- teksty o „podawaniu basenów” są mniej więcej taką samą legendą jak te o inżynierach zamiatających ulice w Londynie. Słyszę je od 20 lat- z reguły od ujadaczy związanych z władzą. Żeby było śmieszniej- pensja salowego w GB przekracza polską pensję rezydenta przy dużo lepszych warunkach pracy.

    Po trzecie- główną przyczyną obecnych protestów są warunki pracy, które skutecznie utrudniają edukację- trudno się skupić nad książką pracując na różnych chałturach po 70 godzin tygodniowo.

    Po czwarte- można płacić rezydentowi i po 500 złotych za godzinę, a i tak nie będzie chętnych. Są warunki pracy, na które zgodzi się jedynie samobójca- np. rezydent zostaje jako jedyny lekarz na SOR, na którym w ciągu 24 godzin musi zaopatrzyć 80 chorych, bez żadnej asekuracji ze strony starszych stażem, bez działającej diagnostyki obrazowej (tomografia komputerowa do 13:00, RTG i USG do 15:00). Zawieszenie prawa wykonywania zawodu zdarza się często, podobnie jak konieczność płacenia odszkodowań poszkodowanym chorym.

    Po piąte- to właśnie boli rządzących. Podniesienie pensji rezydentom oznacza podniesienie pensji specjalistom. Oznacza to jedynie, że prace specjalistów w kraju są haniebnie niskie. Widać, że nisko wyceniasz swoje zdrowie i życie… Pewnie tylko tyle są warte.

    @Slawomirski – nieprawdą jest, że rezydent nie podejmuje żadnych decyzji.
    rezydent to samodzielny lekarz z pełnym prawem wykonywania zawodu. Ma prawo leczyć samodzielnie- i z reguły to robi (bo w inny sposób nie nauczy się zawodu).

    Mylisz rezydenta ze stażystą, za którego rzeczywiście pełną odpowiedzialność ponosi specjalista. A pensja stażysty jest w tej chwili na poziomie pensji parkingowego lub portiera, z reguły jest niższa nawet od pensji salowej. Po odjęciu obowiązkowego haraczu na Izby Lekarskie (10 zł/miesiąc) jest ona PONIŻEJ PŁACY MINIMALNEJ!

    Nic dziwnego, że część absolwentów Wydziałów Lekarskich nawet nie rozpoczyna w Polsce stażu.

    PS. Pozbawienie protestujących lekarzy rezydentur ucieszy głównie RyanAir. Po czymś takim nikt nie zostanie już w kraju.

  19. barnaba
    14 października o godz. 13:03 33062

    Szanowny Panie barnaba

    Pisalem o waznych decyzjach terapeutycznych czyli ostatecznych dla pacjenta do pojecia ktorych upowanieni sa tylko lekarze specjalisci. Rezydenci to sa lekarze uczacy sie i to ich rozni od specjalistow. Nie znaczy to ze w pewnych sytuacjach takich decyzji nie podejmuja.

    Slawomirski

  20. @Slawomirski – niestety, dalej jest to nieprawda.

    Rezydent jest uprawniony do podejmowania wszelkich decyzji medycznych. Ma formalnie takie same uprawnienia jak specjalista. Teoretycznie może dzień po rozpoczęciu rezydentury być jedynym lekarzem na 80-łóżkowym oddziale, samodzielnie kwalifikując chorych do zabiegów operacyjnych, trombolizy zakrzepu w naczyniach mózgowych czy też samemu prowadzić reanimację. Ba, teoretycznie można przy stole operacyjnym postawić dwóch rezydentów, by ratowali chorego z pękniętym tętniakiem aorty piersiowej!

    To, że z reguły się jednak tak nie dzieje, jest tylko dobrym obyczajem. Z reguły szpitale starają się, by specjalista był choć pod telefonem (oczywiście- za Bóg zapłać, z koleżeńskiej przyzwoitości).

    Pokażcie mi, proszę, oddział interny, zachowawczej kardiologii czy neurologii, gdzie rezydenci nie pracują de facto samodzielnie, ponosząc pełną odpowiedzialność. Pokażcie mi POZ, gdzie rezydent medycyny rodzinnej pracuje wspólnie ze specjalistą.

    Coraz częściej w Polsce, rezydent, na pytanie skierowane do starszego kolegi, słyszy w odpowiedzi „masz dyplom, to rób” albo „lecz jak uważasz, ja naprawdę nie mam czasu”. Podstawową patologią naszego systemu nie są niskie pensje, ale braki kadrowe, potęgowane przez zalew papierkowej biurokracji. Samo podniesienie wynagrodzeń nie zahamuje emigracji.

  21. Przeciętny człowiek nie musi rozumieć, co znaczy słowo rezydent, tak jak nie wie, co to aplikacja adwokacka. Ale osoby zainteresowane żrby podstaw nie znały to się w głowie nie mieści.
    REZYDENTURA NIE JEST PO TO, ŻEBY LEKARZ MÓGŁ SIĘ ROZWIJAĆ. REZYDENTURA JEST PO TO, ŻEBY BYLI SPECJALIŚCI, KTÓRYCH PAŃSTWO POTRZEBUJE.

  22. Odniosę się do Pańskiej krytyki wypowiedzi pani Wielowieyskiej.
    Otóż Szanowny Pan raczył pomieszać dwie rzeczy:
    1. sens i potrzebę protestu lekarzy rezydentów oraz
    2. formę tego protestu.
    Pani Wielowieyska nie kwestionował pkt 1, lecz pkt 2. Dlatego pisanie o tym, że nie rozumie lekarzy, sama nieciężko pracuje i nie czeka w kolejce na zabieg jest nieuprawnione, a jako dyskusja ad personam – nieładne, nieuczciwe intelektualnie i moralnie.
    Jeżeli chce Pan krytykować Wielowieyską, to proszę napisać, dlaczego akurat tę formę protestu (strajk głodowy) uważa Pan za najwłaściwszą. Proszę o zestawienie kilku innych możliwych forma protestu i uzasadnienie, że TYLKO strajk głodowy umożliwia osiągnięcie celów założonych przez protestujących.

  23. @kamyk_wj – osobiście uważam, że jedyną skuteczną formą protestu lekarzy w Polsce byłby strajk totalny- z odejściem od łóżek, zamknięciem przychodni i chorymi umierającymi bez pomocy.
    Żadną inną formą protestu władza się nie przejmie- ani głodówką, ani strajkiem ostrzegawczym, ani manifestacją w Warszawie.

    Smutne.

  24. @kamyk_wj
    To akurat było argumentum ad hominem, a nie ad personam. Łacińskich zwrotów należy używać właściwie.

  25. Panie Gospodarzu,
    Dziękuję za interesujący dla nie-lekarza wpis o specyfice lekarskiego zawodu. In link do niezwykle ciekawego artykułu w KP. A swoją drogą, skoro wydajemy wyraźnie mniej niż średnia unijna na służbę zdrowia czy nauka, to na co wydajemy więcej? Pytam z czystej ciekawości. Czy ktoś z czytelników wie?

    A co do Jacka z Nowej Huty, to to znany troll czystej krwi, dziwię się, że ma Pan do niego aż tak anielską cierpliwość.

  26. barnaba,
    Czy braki kadrowe wynikają z emigracji, czy raczej/(także?) zbyt małego naboru na studia medyczne?

  27. Slawomirski,
    Urban cynicznie bo cynicznie, ale powiedział świętą prawdę. Tymczasem współcześni politycy, zwłaszcza partii rządzącej, z języka polskiego zrobili sobie cyrk i pośmiewisko. Prawdopodobnie dlatego, że ludźmi myślącymi inaczej od nich zwyczajnie gardzą.

  28. @mnp
    Łacińskich zwrotów należy używać właściwie. Jestem za.
    W związku z czym uściślam*:
    1. argumentum ad hominem (inaczej: argumentum ex concesso – z tego, co przeciwnik przyznał) – wykazanie, że z przesłanek przyjętych przez przeciwnika wywnioskować można w sposób poprawny właśnie to, na co przeciwnik nie chce się zgodzić;
    2. argumentum ad personam – deprecjonowanie przeciwnika, by słuchaczom wmówić, że skoro przeciwnik jest głupim i podłym człowiekiem, to jego twierdzenia są fałszywe.
    Wykazywanie nieznajomości realiów życia lekarzy i beztroskiego życia, to argumenty ad personam. Nie dostrzegam w wywodzie autora argumentum ad hominem. Ale chętnie przeczytam poszerzoną krytykę.

    * Źródło: Zygmunt Ziembiński „Logika praktyczna”.

  29. Budżet IPN ma w przyszłym roku wynieść 400 mln zł. Gdyby wyniósł 0 zł, starczyłoby na 50% podwyżki dla wszystkich rezydentów. Kwestia priorytetów.

  30. qazik
    14 października o godz. 20:35 33073
    grzebanie w ziemi i nekrofilia są dla (nie)rządu ważniejsze niż zdrowie suwerena.
    A za co będą haków szukać ?

  31. barnaba
    14 października o godz. 13:59 33064

    Szanowny Panie barnaba

    Polska musi byc krajem geniuszy medycznych skoro rezydenci lecza pacjentow z peknietym tetniakiem aorty piersiowej. Mysle ze akurat ta czesc aorty jest najmniej podatna na powstanie tetniaka. Mniejsza o to. Decyzje o leczeniu operacyjnyym oraz jego formie czy leczeniu zachowawczym podejmuje specjalista a nie rezydent. Rezydent ma przywilej uczenia sie medycyny przy boku specjalisty. Leczenie inwazyjne zakrzepow naczyn mozgowych jest domena neuroradiochirurgow ktorych wyksztalcenie zajmuje okolo 8 lat. W normalnym kraju nikt nie pozwoli aby rezydent samodzielnie cewnikowal naczynia mozgowe. Tego rodzaju zabiegi sa wykonywane w specjalistycznych szpitalach do ktorych wiekszosc rezydentow nie ma dostepu ze wzgledu na profil sepecjalizacji ktora wykonuja. Czas rezydentury powinien byc wykorzystany na doglebne poznanie galezi medycyny w ktorej sie specjalizuja, opublikowanie pracy naukowej oraz opieke nad pacjentami.

    Slawomirski

  32. qazik
    14 października o godz. 20:02 33071

    Szanowny Panie qazik

    Od politykow trzeba wymagac obnizania podatkow, interwencjonalizmu panstwowego oraz nieingerencji w zycie osobiste obywateli. Urban na dlugo pozostanie symbolem sowieckiej okupacji i komunistycznego nepotyzmu.

    Slawomirski

  33. @Slawomirski
    To zależy od szpitala i oddziału. Są oddziały, na których każdą w zasadzie decyzję podejmuje ordynator, często po zabraniu. I są oddziały, na których ważne decyzje podejmuje rezydent, a istotne decyzje stażysta. Niekiedy żadnego specjalisty nie ma.

    @kamyk_wj
    Więc gdzie masz deprecjonowanie, o którym piszesz?

    @qazik
    Może braki kadrowe wynikają z tego, że rezydentur starcza dla części kończących studia?

    I jeszcze odnośnie tych mitycznych 100 zł/h.
    Rezydent przee wszystkim robi specjalizację. To jest oficjalnie 37,5 h tygodniowo, 40 z dokształcaniem. Praktycznie trochę więcej. Czyli 1 etat normalnej pracy. Jeśli nie musi za dużo dyżurować, bo w jego szpitalu 1 lekarz dyżuruje na kilka oddziałów, może się zmieścić w dodatkowych około 10 h średnio na tydzień, ale to raczej wychodzi ze 2 razy tyle. Czyli mamy już 50-60 h pracy na tydzień. Nie może z nich zazwyczj zrezygnować. Jeśli jest ambitny, niekiedy ciągnie doktorat. Nie zamiast pracy w szpitalu, ale obok niej. Kolejne godziny. I jeszcze często szpital ma poradnię. I teraz jak ma skorzystać z oferty 100 zł/h? Kiedy? Zwłąszcz jak ma jechać do innego miasta? To nie są oferty zamiast tamtego, to jest praca poza tamtym.

  34. @Slawomirski
    Informję, że w przypadku pęknięcia tętniaka aorty 5% dożywa dowiezienia do szpitala. Natomiast ani rezydent, ani specjalista chirurg tego nie leczą. Tu trzeba chirurga naczyniowego. Również i w naczyniach mózgowych chirurg nie pogrzebie. Natomiast są rezydenci neurochirurgii. Oni już prędzej pogrzebią komuś w mózgu. Rezydenci chirurgii wiele zabiegów wykonują sami, o technice operacji zawsze decyduje operator. Decyzje często podejmuje się na stole.

  35. Frasyniuk, Kijowski, Kramek, Lubnauer, Rabiej, Szczerba na manifestacji rezydentów. Tak wygląda „apolityczny” protest młodych lekarzy

  36. O, a ten bredzi coś dalej. Napisał coś tym razem samodzielnie? Nie chce mi się szukać.

  37. mpn
    15 października o godz. 6:42 33080
    W ciągu sekundy google wskazał na „wpolityce”.
    On samodzielnie nie potrafi swojej potrzeby załatwić, a co dopiero coś napisać.

  38. Stefan Karczmarewicz.Proszę jednak zrealizować swoją decyzję z
    14 października o godz. 6:47 33048 w sprawie NH.Ten gość na wszystkich blogach trolinguje nie tyko na pańskim.

  39. Hmmm. Skończyłam studia w r 90, nie było wtedy żadnych rezydentur. Musiałam sobie znaleźć pracodawcę, który miał chęć zapłacić za mój staż. W mieście akademickim było to mało realne, szpitale kliniczne były obstawione przez kilka klanów rodzinnych, wszędzie te same nazwiska. Jakoś się udało, choć graniczyło z cudem. Skończyłam staż. Potem specjalizacja. Rezydentur nie było, więc na etacie. Wybór był – zostać i brać, co pozwolą albo wyjechać na wieś. Wyjechać nie mogłam z przyczyn rodzinnych. Fakt, że pozwolili mi otworzyć internę – jedynkę- to było objawienie, początkowo mój pracodawca miał inne pomysły. Specjalizacja na etacie. 4 godziny na oddziale, potem powrót do siebie i zrobienie całej pracy etatowej. Bez żadnych dodatkowych pieniędzy, oczywiście. Błaganie o każdy kurs, każdy staż wyjazdowy. Specjalizacja wówczas chyba 2 letnia robiona przez 5 lat. Dorobić mogłam na dyżurach, ale wtedy dyżury były obstawione przez starszych, brali ile wlezie, bo chcieli zarabiać. Czasem coś tam dawali młodemu, 1-2 miesięcznie. Nigdy dobrze płatnej niedzieli. Gdyby nie utrzymywali mnie rodzice, nie miałabym co jeść, bo pensja była dużo poniżej średniej krajowej. W zasadzie niedużo powyżej minimalnej. Dwójka na etacie podobnie. W wieku 35 lat zostałam pełnym specjalistą i mogłam iść gdzieś do prywaty dorabiać. To wszystko nie było normalne. Celowa pauperyzacja zawodu, może założenie, że jak się nie zapłaci, to sobie dokradnie? Sama nie wiem.
    I teraz patrzę na młodych lekarzy. Rezydentura to niesamowite dobro. Lekarz realizuje program specjalizacji. Jest termin kursu, stażu, to pakuje torebkę i mówi, ze go od jutra nie ma. Może dorobić po godzinach. Ja wiem, że to, że jest lepiej, nie oznacza, że jest dobrze. Że kiedyś nie porównywaliśmy się do kolegów w Anglii, Niemczech. Było, jak było.Teraz młodzi chcą, żeby było, jak na zachodzie. Mają rację. Tym bardziej, że mają możliwość wyjazdu, której ja nie miałam w czasach nostryfikacji dyplomu. Że często poznali normalne warunki na Erasmusach myślą, że tu powinno też być normalnie. Więc popieram ich. Ale po tych latach nienormalności, mam wątpliwości, czy to się uda. I rozumiem, że starsi lekarze mogą młodych nie rozumieć, mogą mieć wrażenie, że młodym się w głowach poprzewracało. Bat czyni duszę niewolnika. A przez tyle lat mieliśmy tylko bat.

  40. Gospodarz,
    Przeoczył Pan wyznanie piątej osoby. Podpisane: ” zpk, to”, ale dałbym sobie co nieco obciąć, że ten poziom może osiągnąć tylko niejaki Pereira:
    http://www.tvp.info/34396278/kontrowersje-wokol-rezydentow-narzekaja-na-zarobki-jedza-kanapki-z-kawiorem

    Myślę, że ten tekst powinni sobie rozesłać wszyscy lekarze.

    Zwłaszcza, że są to poglądy oficjalnego kanału tzw. partii rządzącej.

  41. Jacek z Nowej Huty odwalił kawał dobrej roboty!

    Tak wygląda relacja organu partii rządzącej z protestu młodych lekarzy, z której Jacek przekleił cytat: https://wpolityce.pl/polityka/362345-frasyniuk-kijowski-i-kramek-na-manifestacji-rezydentow-tak-wyglada-apolityczny-protest-mlodych-lekarzy

    Drodzy lekarze, weźcie sobie tę relację do serc!

    Panie Sławomirski, czy naprawdę uważa Pan, że Urban był aż tak zdeprawowanym debilem, jak autorzy dwóch zalinkowanych powyżej tekstów z organów rządowych?

    A wracając do powyższego tekstu z organu (Trybuna Ludu, Neues Deutschland czy Rude Pravo?), to zaimponowała mi przemycona tam informacja, że „Młodzi lekarze odrzucili propozycję podwyżki, zaproponowanej przez panią premier, gdyż >>Te podwyżki nie dotyczą wszystkich sektorów ochrony zdrowia<<". Zapachniało prawdziwą Solidarnością.

  42. Szanowny Panie Gospodarzu,
    oto – w skrócie – rozumowanie PiS: „Po cholerę mamy dawać pieniądze ludziom wykształconym, skoro wcale nie kupimy sobie za to ich poparcia, bo oni mają te swoje zakichane ideały pod tytułem wolność, sprawiedliwość, demokracja i tak dalej? Jak już mamy dawać komuś pieniądze, to dawajmy niewykształconym, przynajmniej kupimy sobie za to ich głosy.”

    Oto dlaczego lekarze nie powinni liczyć na pieniądze od obecnego rządu. Z punktu widzenia obecnej władzy – pieniądze na ludzi inteligentnych i wykształconych to pieniądze wyrzucone w błoto, bo i tak na poparcie ze strony inteligencji nie mogą liczyć (potwierdzają to nawet proreżimowe sondażownie). Co innego pieniądze dane Rydzykowi i „ciemnemu ludowi” – to jest inwestycja, która zwróci się przy urnie wyborczej.

  43. @ qazik
    15 października o godz. 9:52 33087

    „A wracając do powyższego tekstu z organu (Trybuna Ludu, Neues Deutschland czy Rude Pravo?)”

    Qazik… ciepło, ciepło, ale… to nie jest ani pierwszy, ani drugi, ani trzeci ze wspomnianych przez Ciebie tytułów, tylko ten…

    https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%9F%D1%80%D0%B0%D0%B2%D0%B4%D0%B0_(%D0%B3%D0%B0%D0%B7%D0%B5%D1%82%D0%B0)#/media/File:%D0%9F%D0%A0%D0%90%D0%92%D0%94%D0%90%D0%BE%D0%B1%D1%80%D0%B0%D1%89%D0%B5%D0%BD%D0%B8%D0%B5%D1%81%D1%82%D0%B0%D0%BB%D0%B8%D0%BD%D0%B0.jpg

    🙂

  44. Szanowni lekarze-rezydenci!
    Jeśli chcecie skłonić rządzących do poważnego traktowania(Was) musicie zrezygnować z kolejnych etatów(drugiego,trzeciego) chałtur, itd.
    … i nikt Wam nie będzie mógł zarzucić że odeszliście od pacjentów.(Przecież pracujecie! Skąd Radziwił wytrzaśnie zastępstwo? Z zagranicy?
    Chciałbym to zobaczyć.
    Do takiej akcji musieliby przyłączyć się lekarze rezydenci w całej Polsce. Czy stać Was na taką solidarność?
    Z całym szacunkiem, głodówka w tvn24, nie robi wrażenia. Jeszcze Kopacz, Arłukowicz, Lubnauer. Daliście się podejść jak dzieci.

  45. qazik
    15 października o godz. 9:41 33086
    Ten kawior to takie same bzdury jak sławne ośmiorniczki.
    a wszystko skierowane do suwerena, dla którego właściciel piętnastoletniego mercedesa to wyzyskiwacz.

  46. Kawior? Ci ludzie często cały dzień nic nie jedzą, bo w pracy na to czasu nie ma. W Izbie Przyjęć dobrze, jeśli jest czas sikać.

  47. mpn
    15 października o godz. 11:42 33092
    Jak idę do mojego lekarza, to najczęściej ok. 14 godz.
    zdarzylo mi się, że wchodzę, a on na mój widok wyciąga kanapkę i mówi : nareszcie moge coś zjeść.
    Pracuje od ósmej.
    Przy mnie mógł sobie na to pozwolić.

  48. @Slawomirski

    1. Czy tętniak aorty piersiowej występuje często czy rzadko- nie ma to większego znaczenia. Jeśli w ogóle występuje, to znaczy że może się u danego pacjenta zdarzyć.

    2. Decyzję o leczeniu operacyjnym lub zachowawczym podejmuje właśnie rezydent- choćby dlatego, że specjalisty w szpitalu nie ma- np. dyżuruje pod telefonem.

    3. O leczeniu trombolitycznym zakrzepu tętnicy mózgowej – decyduje rezydent. Choćby dlatego, że robią to neurolodzy, a na oddziałach neurologii dyżury z reguły są pojedyncze. Dyżurują rezydenci, bo specjalistów nie ma. Specjalista przychodzi rano.
    A decyzję trzeba podjąć szybko- od wystąpienia objawów do podania leku nie może minąć więcej niż 4,5 godziny. Biorąc pod uwagę czas transportu do szpitala, wykonania koniecznych badań- naprawdę nie ma kiedy ściągać specjalisty z domu.

    4. Bywa, że w oddziale zabiegowym „starszym lekarzem” jest też rezydent- tylko ostatniego roku specjalizacji. Młodszym- rezydent I roku. I muszą sobie radzić. Jak oddział przyzwoity, to szef ma włączony telefon. To jedyna asekuracja.

    5. Publikowanie pracy naukowej przez rezydenta nie ma sensu- chyba, że chce on dalej pracować naukowo, albo to lubi.
    Taki wymóg straszy w programach specjalizacji. I te prace powstają. Problem w tym, że większość jest wtórna, nudna i mało odkrywcza. A przede wszystkim do niczego niepotrzebna.

    Nie wiem, skąd się wziął mit, że lekarz bez specjalizacji nie może podjąć decyzji o leczeniu chorego. Owszem, są oddziały, gdzie o wszystkim decyduje szef, w ostateczności zastępca. Jest to patologia.
    No i w takich oddziałach specjalista też ma niewiele do powiedzenia.

  49. @qazik – braki wynikają z emigracji i zmiany zawodu. Od jakiś 15 lat wyjeżdża jakieś 10-15% absolwentów studiów medycznych. Średnio kolejne 10% nie podejmuje pracy w zawodzie, albo rezygnuje z niego w ciągu kilku pierwszych lat.

    Oczywiście liczby są zmienne. 20 lat temu nawet połowa absolwentów wydziałów lekarskich szukało sobie innej pracy (choćby w firmach farmaceutycznych). Tuż po wejściu do UE jakieś 40% wyjeżdżało za granicę.

    Bez ryzyka błędu można przyjąć, ze na 100 absolwentów, po 6 latach pracuje w zawodzie może 70-80 lekarzy.
    Taka liczba powoduje, że system jest na granicy załamania. I bez pilnych działań ze strony rządu za 5-6 lat zawali się kompletnie.

    Właściwie już dziś wiadomo, że jedyną metodą uniknięcia katastrofy jest albo masowe przyjmowanie lekarzy- emigrantów (nierealne przy obecnych zarobkach), albo też powtórne uruchomienie dwuletnich szkół felczerskich.

  50. @barnaba
    W większeości zgoda.
    Jednak 5) Generalnie prace pisane przez lekarzy są mało odkrywcze, spora część doktoratw jest mało odkrywcza. Odkrywcza praca z medycyny to zespół przynajmniej klikunastu osób (w tym przynajmniej kilku badaczy) i grube pieniądze. Nikiedy da się zrobić odkrywczą pracę bez pieniedzy, ale rzadko.
    Natomiast podejmowanie decyzji przez szefa to nie musi być patologia. Są oddzialy, w tym świetne, na których każdego pacjenta omawia się zespołowo i podejmuje wspólną decyzję Oczywiście nie jest to neurochirurgia, ale psychiatria, gdzie leczy się wolno , często tak funkcjonuje.

  51. Pan Jacek, NH,
    Wie Pan równie dobrze, jak ja, że gdzie konie kują, tam żaba łapę podstawia, a politycy w rolę żaby wcielają się niezwykle chętnie,przy niejednej okazji.
    Traktuję Pański wpis jako przejaw podwójnie złej woli, bo potraktował Pan moją uprzejmość, jako przejaw słabości.
    Zapraszam Pana do Klasztoru Trzeźwych Myśli na trzymiesięczne rozmyślania. Przypominam, że jeżeli nie zechce Pan zadość uczynić mojej prośbie, zostanie Pan wykluczony z grona komentatorów tego bloga na stałe.

  52. barnaba
    15 października o godz. 11:59 33094

    Szanowny Panie barnaba

    Tetniakiem aorty piersiowej nie bede pana meczyl ale lekcja dla pana jest ta ze warto trzymac sie faktow. Inwazyjne leczenie zatorow/zakrzepow naczyn mozgowych za pomoca mikrocewnikow naczyniowych jest obecnie najskuteczniejsza metoda leczenia udarow mozgowych. Zabiegi te wykonuja lekarze ze specjalizacja w inwazyjnej radiologii i nerochirurgii. Czasami jedna specjalizacja jest niewystarczajaca. Sens publikowania przez rezydentow prac naukowych polega na zdobyciu przez rezydenta zdolnosci interpretacji doniesien naukowych.
    Okres rezydentury powinien byc okresem intensywnego rozwoju profesjonalnego absorbujacego calkowicie mlodego lekarza. Czas na zycie prywatne i zarabianie pieneidzu jest po skonczeniu rezydentury.

    Slawomirski

  53. maksim
    15 października o godz. 11:19 33090

    Szanowny Panie maksim

    Upolitycznienie strajku rezydentow przez obecnosc politykow „totalnej opozycji” i tego faceta co nie placi alimentow odebralo nadzieje na sukces. Rezydenci powinni przeprosic pania premier Szydlo i jak najszybciej zaakceptowac jej plan.

    Slawomirski

  54. dr ewa
    15 października o godz. 9:23 33085

    Szanowna Pani dr ewa

    Polacy nie szanuja zawodu lekarza a wyraza sie to jego pauperyzacja. Szkoda ze pani nie wyjechala z kraju zaraz po studiach.

    Slawomirski

  55. @Slawomirski
    Tak, niech życie zaczyna się w wieku 35 lat. Albo i po 40, jak ktoś robi kilka specjalizacji. A może w ogóle lekarz ma nie mieć życia rodzinnego? Jak ksiądz. Tylko ciekawe, kto się zgodzi na takie życie. I czy osoby, które się na nie zgodzą, same nie będą się nadawały głównie do leczenia.

  56. Zacny Gospodarzu, dorzucę jeszcze wyznanie piątego ważnego człowieka. Tak ważnego, że aż nieważnego. Nazywa się on Chazan Bogdan, profesor medycyny i jest znany z tego, że przez kilka dziesiątek lat był czołowym spędzaczem płodów, czyli dzieci poczętych, aborterem, czyli zajmował się mordowaniem dzieci – jak to nazywają prawidłowi wyznawcy, ale on woli tego tak nie nazywać, chociaż jest prawidłowym wyznawcą. Następnie rzeczony doznał Objawienia i ma teraz odwrotnie: broni dzieci poczętych przed matkami in-spe oraz lekarzami oraz ustawami mającymi wobec dzieci poczętych mordercze zamiary. Krótko mówiąc, jest to wybitny fachowiec, od jednego i drugiego, oraz znawca problematyki lekarzy-rezydentów.
    Oto, co rzeczony właśnie rzekł [cyt. za wp.pl]:
    Nie można zaczynać pracy od podnoszenia swoich potrzeb finansowych i mówienia o swojej godności. Nikt nie ujmuje godności młodym lekarzom, oni sami sobie ją troszkę ujmują przez formę protestu, na jaką się zdecydowali
    Jak widać, jest to też wybitny fachowiec od godności. Właściwie – od wszystkiego. Co nie może dziwić, gdy obecnie państwo polskie wstało z kolan i i główną jego substancją jest życie w godności.

  57. @mpn – zależy jak na to spojrzeć. (Przepraszam za krótki wykład, jeśli jesteś z „branży”, ale te komentarze czytają też osoby spoza niej)

    Generalnie prace w medycynie dzielą się na poglądowe i oryginalne. Te pierwsze, których jest większość wśród prac specjalizantów, to przedstawienie poglądu na określone zagadnienie. Z założenia jest to wtórne i niezbyt ciekawe.
    Prace oryginalne to albo prace doświadczalne (gdzie rzeczywiście potrzebny z reguły jest tłum ludzi, kilka ośrodków naukowych z wielu krajów i spory budżet), albo kazuistyczne- czyli opis ciekawego i nietypowego przypadku- coś w stylu dokonanego przez Rydygiera opisu drugiej na świecie operacji żołądka.

    Tylko to ostatnie jest jednocześnie odkrywcze i leżące w możliwościach rezydenta. I nie potrzebuje większego budżetu niż cena znaczka pocztowego i koperty A4.

    Monopol decyzji w posiadaniu szefa patologią jest zawsze, bo oducza asystentów myślenia. Co innego, jeśli podejmuje je w przypadkach trudnych, spornych i wątpliwych- od tego w końcu jest.

    @Slawomirski – coś dzwoni, ale nie wiadomo w którym kościele. Takie leczenie zakrzepów w tętnicach mózgowych jest domeną ośrodków referencyjnych, zlokalizowanych w kilku miastach akademickich. Robi to może kilkanaście osób w Polsce, więc pozostaje modlić się, żeby któraś z nich miała dyżur, lub była w stanie dojechać w krótkim czasie.

    W tzw. terenie odbywa się to na zasadzie podawania dożylnego tkankowego aktywatora plazminogenu – i faktycznie na takie leczenie może liczyć większość Polaków. Decyduje o tym lekarz dyżurny neurologii (jeśli potrafi, ma czas i sprzęt- bo alternatywą jest położenia chorego do łóżka i czekanie na naturalny rozwój choroby).

    Własnoręczne napisanie pracy naukowej nie ma nic wspólnego z nabyciem zdolności interpretacji doniesień naukowych. Uwierz- wiem, o czym piszę.
    90% tych prac to „prace poglądowe”- czyli przemielenie mniej lub bardziej znanego tematu. 9% to współudział w pracy doświadczalnej (nigdzie nie jest powiedziane, że interpretacja wyników należy właśnie do rezydenta- wręcz przeciwnie, najczęściej spada na niego tzw. czarna robota). 1% rzeczywiście jest fajna, bo stanowi je kazuistyka.
    Gdzie tu miejsce na interpretację doniesień naukowych- nie wiem. Już prędzej na interpretację danych opracowanych przez kogoś innego.

    Pomysł, by rezydent całkowicie poświęcił się zdobywaniu wiedzy uważam za nierealny i przestarzały. Rezydenturę kończy się w wieku lat 32-35, a nie 18. To nie zakon kamedułów, tylko praca zawodowa.

    Politycy „twardej opozycji” podczepią się z radością pod każdy protest. Wyrzucić ich na tzw. ‚kopach’? Raczej nie można. Protestują lekarze, a nie kibole.

    Przeprosiny premier Szydło? Taki pomysł jest po prostu śmieszny. Może jeszcze wyczyścić buty Kaczyńskiemu, nakarmić mu kota, a KODowcom wrzucić żaby w majtki?

  58. Zabawię sie w JackaNH
    „Prof. Bogdan Chazan, jedna z twarzy kampanii na rzecz całkowitego zakazu aborcji, udzielił wywiadu portalowi wPolityce.pl, gdzie krytykuje lekarzy rezydentów za ich protest. „Kiedy byłem młodym lekarzem, cieszyłem się, że mogę brać więcej dyżurów” – mówi.
    czyli mógł więcej wyskrobać, po pisiemu węcej zabić.
    Obłuda do kwadratu.

  59. Barnaba,
    Dziękuję za wyjaśnienia.

  60. Dodam, że nie ma nic złego w tym, że politycy opozycji pojawiają się na protestach. Byłoby dziwne gdyby się nie pojawiali. W gruncie rzeczy za to im płacimy. Skoro tym protestującym młodym lekarzom nie można dorobić gęby odrywanych od koryta komuchów, to usiłuje się wmówić ludziom, że nie reprezentują żadnych rzeczywistych interesów społecznych, bo ta funkcja jest przecież zarezerwowana dla polityków jednej tylko partii – rządzącej. Prędzej czy później ta opozycja zasiądzie w ławach rządowych a wtedy będzie można im przypomnieć, gdzie byli i co mówili teraz.

    Nie jest tak, że polityka jest zarezerwowana tylko dla rządu czy partii rządzącej. Chyba że na przeciw „totalnej opozycji” postawi się… totalne państwo.

  61. do Tanaka,
    Pisałem już to na innym portalu, profesor ( obecnie medycyny maryjnej) , niejaki Chazan, nie musiał się martwić o pensję na czas rezydentury, bo wtedy jej nie było. Powszechne było za to łapownictwo i płatne spędzanie ciąży, co młody Chazan praktykował z zapałem. Dlatego lepiej by teraz zamilkł.

  62. A propos Chazana. Był kiedyś felieton pani redaktor Bratkowskiej (córki TEGO Bratkowskiego) o tym, że pan Chazan – jeśli jest konsekwentny – powinien dobrowolnie poddać się karze dożywotniego więzienia. Za co? Za ludobójstwo. Bo skoro spędzenie płodu uważa za zabójstwo, to ilość płodów, jakie on spędził – kwalifikuje się już jako ludobójstwo. A kara za ludobójstwo – jak wiadomo – nie ulega przedawnieniu. Że niby prof. Chazan wyraża teraz skruchę za to, co wtedy robił? Niektórzy naziści – jak zauważyła red. Bratkowska – też po wojnie wyrazili skruchę, co mogło być okolicznością łagodzącą, ale w żaden sposób nie powodowało cofnięcia kary.
    Wiem, zakrawa ten felieton na czarny – wręcz makabryczny – humor. Ale z drugiej strony – moim zdaniem – trafnie obnaża absurdy rozumowania pewnej grupy ludzi.

  63. Pan Wojtek
    16 października o godz. 9:21 33110

    Chazan wyraził skruchę w tego rodzaju sposób: lepiej już o tym nie rozmawiajmy, to było kiedyś i się wstydzę

  64. 60vito
    16 października o godz. 0:50 33107

    Chazan nie zamilknie. Dlatego właśnie – Chazan.

  65. @Tanaka
    To niechaj teraz trwa w pokorze.

  66. @barnaba
    2 na świecie operacji jest mało. 1 operacja danego typu w Polsce to raczej poziom habilitacji. To raczej zazwyczaj przypadki, które się czymś wyróżniają bądź są pretekstem ciekawej dyskusji.
    Natomiast co do poglądówek – jakiż to pogląd może mieć rezydent w dziedzienie do cna empirycznej? Przeczyta zazwyczaj 20-30 lat i napisze, co w której co pisze. Wychodzi raczej coś w stylu niby-przeglądu prac, które się akurat wygooglowały, tfu, wypubmedowały 🙂 Ale i starsi takie same prace piszą. Niektórzy majawią, że w nauce, jak w każdej dziedzinie, wartościowe jest 10%, a reszta niekoniecznie.

  67. barnaba
    15 października o godz. 19:15 33103

    „Pomysł, by rezydent całkowicie poświęcił się zdobywaniu wiedzy uważam za nierealny i przestarzały.”

    Szanowny Panie barnaba

    To nie pan wymysla reguly zycia. Jak dziecko z temper tantrum moze pan tupac nozkami a swiat bedzie sie temu tylko przygladal. Biologia juz to za pana zdecydowala zanim sie pan urodzil. Od osob wysoko oplacanych wymagana sa wysokie.

    Rezydenci powinni szybko zakonczyc strajk. Ich strajk zostal politycznie wykorzystany a przez to zniszczony przez politykow opozycji.

    Slawomirski

  68. Jakoś tych polityków opozycji zbytnio nie widać. Przyszli, przedstawili się, „tak, jeszcze istniejemy”, poszli. Jak przyjdą na miesięcznicę smoleńską, to też się je zakończy?

  69. Fikcja – coś czemu nic nie odpowiada w rzeczywistości.

    Studia medyczne to była fikcja- zaliczenia i egzaminy u pozbawionych rozumu i przyzwoitości asystentów i profesorów. Wkuwanie materiału, który miał za zadanie jedynie pogrążyć zdających i wywyższyć egzaminatora (np. skład mieszanki mlecznej dla niemowląt w czasach ogólnej dostępności do mleka modyfikowanego; wiedza nt. próby tymolowej w czasach gdy w powszechnym użyciu były już oznaczenia Alat, Aspat; znajomość chemicznej struktury kilkunastu prostaglandyn, ocena mikroskopowa wyblakłych i rozfragmentowanych ze starości preparatów histologicznych). Wakacyjne praktyki oraz staże gdzie NIKT ze starszych kolegów asystentów nie był zainteresowanych studentami. Byliśmy potrzebni do uzupełniania historii chorób, wycinania i wklejania wyników, wożenia pacjentów na badania i mierzenia ciśnień- bywały dni, że mierzyłam ciśnienie 60 osobom!!! Absolutnie fikcyjna książeczka praktyk lekarskich gdzie asystenci „podbijali” nam wykonanie takich procesów jak cewnikowanie żył pępowinowych, odebranie porodu i całą masę innych niedorzeczności. Dlaczego niedorzeczności? Bo mając w programie dwa dyżury na ginekologii można mieć pecha i nie trafić na żaden poród (nie mówiąc o jego odebraniu), bo można przejść przez studia i nie widzieć zgonu, bo nie codziennie wykonuje się cewnikowanie żył pępowinowych noworodka, a już na pewno nie robią tego studenci… Wszyscy (studenci, asystenci oraz dziekanat) zgodnie podtrzymywaliśmy tę fikcję przy życiu.

    Staż to była fikcja- mimo zakończenia studiów oraz otrzymania ograniczonego prawa wykonywania zawodu dalej mierzyliśmy ciśnienia, woziliśmy pacjentów (czasem nawet odwoziło się przewozówką jakąś babcię do domu opieki za miastem). Nadal byliśmy zawadą dla starszych kolegów lekarzy. Ci bardziej zaradni rozglądali się już za oddziałem gdzie można by się było faktycznie czegoś nauczyć (zgodnie z zainteresowaniami), może załapać na wolontariat, a w przyszłości na etat lub rezydenturę. My udawaliśmy, że czegoś się uczymy, oni udawali, że nas czegoś uczą.

    Specjalizacja- to była fikcja. Na dzień dobry mieliśmy ze szczegółami zaplanować przebieg specjalizacji – jaki staż i kurs na jakim roku i w którym miesiącu specjalizacji. Nie wiem komu i do czego było to potrzebne, skoro życie weryfikowało plany. Mogłam sobie chcieć zrobić staż specjalizacyjny a i tak ktoś musiał ogarnąć pacjentów na rodzimym oddziale, podczas gdy ordynator , zastępca i starsi stażem lekarze w czasie pracy zajmowali się badaniami klinicznymi, za które otrzymywali osobne wynagrodzenie.
    Podczas gdy na rodzimym oddziale faktycznie zaczynaliśmy się czegoś uczyć, często rzuceni od razu na głęboką wodę, to na stażach nadal byliśmy parobkami (tym razem jednak awansowaliśmy do wpisywania obserwacji do historii chorób oraz do robienia wypisów). Tak więc plan specjalizacji już w pierwszym roku jej trwania rozmijał się z rzeczywistością. Nie wspomnę już o tak banalnej sprawie jak rodzenie dzieci. I tu stykamy się z moją ulubioną fikcją specjalizacji- zgodnie z przepisami lekarz w trakcie specjalizacji zobowiązany jest do odbycia pewnej liczby dyżurów, równocześnie inne przepisy mówią o tym, że kobieta w ciąży jak i matka dziecka do lat 4 ma prawo odmówić dyżurowania. Swoją drogą nocne dyżury w ciąży czy posiadając malutkie dziecko, które i tak nie śpi w nocy (a ty razem z nim) jest delikatnie mówiąc niehumanitarne. I jak pogodzić te dwa sprzeczne ze sobą fakty?? Może planując ciążę wyrobić z góry założony plan dyżurowy i dyżurować choćby co drugą noc… A może skorzystać z pomocy instytucji mądrzejszych i poprosić o interpretację przepisów (odpowiedź od rzecznika praw obywatelskich w tej kwestii brzmiała, że wyżej wymienione przepisy nie są ze sobą sprzeczne (sic!) tylko utrudnione może być ich jednoczesne zastosowanie.) A może mieć szczęście i trafić na rozsądnych ludzi, którzy za dyżur uważają samodzielny pobyt na izbie przyjęć, nie koniecznie w godzinach nocnych.

    Egzamin specjalizacyjny- egzamin fikcją nie był, ale wiedza potrzebna do zdania części testowej zdecydowanie zasługiwała na miano fikcji. Po pierwsze należało nabyć kosztowny podręcznik, do treści którego wymyślano pytania na egzamin. I zakuć z tego podręcznika wszystko – łącznie z podpisami pod ilustracjami oraz tabelami z wymienionymi loci na genach dla danych chorób genetycznych.

    Samodzielna praktyka lekarska- i nagle (po ok. kilkunastu latach bycia popychadłem) okazuje się, że możesz, a nawet musisz podejmować samodzielne i odpowiedzialne decyzje. Decyzje dotyczące zdrowia, a nawet życia innych ludzi. Okazuje się, że w zasadzie musisz uczyć się wszystkiego od początku, ponieważ rzeczywistość szpitalniana (gdzie robiłeś specjalizację) jest diametralnie różna od rzeczywistości przychodni do której trafiłeś/aś. Poza odpowiedzialnością przed pacjentem i jego rodziną jesteś odpowiedzialny przed ZUS (zarówno jako lekarz , jako płatnik składek i jako przedsiębiorca), NFZ (musi się zgadzać procedura i ilość wyrobionych punktów, bo inaczej zostaniesz z ręką w nocniku), US (bądź co bądź prowadzisz działalność gospodarczą, bo nikt cię nie chce zatrudnić na umowę o pracę), prokuratorem (tylko czyha żeby cię oskarżyć o błąd w sztuce, a najlepiej o zmierzone morderstwo) , szefem przychodni (uważaj żebyś w trakcie diagnostyki nie zlecił zbyt wielu badań bo trafisz na czarną listę).
    Pamiętaj żeby na wizycie prawidłowo i drobiazgowo zebrać wywiad i zbadać pacjenta, wypełnić dokumentacje medyczną, poinformować pacjenta o możliwych niepożądanych działaniach zalecanych leków, poinformować go gdzie może wykonać zalecane badania, wypisać druk ZUS ZLA, wystawić recepty i skierowania, podać numer telefonu do pracowni diagnostycznej, bo sam nie może sprawdzić tego w Internecie.
    No i starasz się, ale stwierdzasz, że jest to fikcja. Owszem, do perfekcji opanowujesz jednoczesną rozmowę z pacjentem i zapisywanie tego co mówi, ale co z tego skoro pacjenci kłamią… mówią ci, że nie mieli w swoim życiu ani jednego rezonansu, a potem okazuje się, że mieli i to nawet 3 razy (poza tym wyniki i tak zgubili przy przeprowadzce). Bo co za problem skierować ich na czwarte z kolei badanie, skoro oni za te badania nie płacą. Ty płacisz ze swoich składek na ZUS , które wynoszą ok. 1100zł miesięcznie. Wypisujesz zwolnienia swoim pacjentom i wnioski na rentę, do sanatorium, wnioski o orzeczenie o niepełnosprawności a sam nie masz prawa do płatnego urlopu, do zwolnienia lekarskiego, a jedyna renta na jaką możesz liczyć to renta socjalna. Więc ubezpieczasz się: OC lekarza, NNW a możesz też się ubezpieczyć się od utraty dochodów. Inni mogą się nie ubezpieczać i liczyć na pomoc państwa – ty nie masz wyjścia – w zasadzie masz same obowiązki i żadnych praw. Masz ustawowy obowiązek kształcenia się, ale nie masz prawa do płatnego urlopu szkoleniowego. Jedyne co możesz to wrzucić koszt konferencji w koszty. Niestety w koszty nie wrzucisz sobie utraty zarobków za dzień , w którym pojechałeś na konferencję.
    Pod gabinetem kłębi się siwy dym pacjentów którzy domagają się przyjęcia poza kolejnością (bo muszą na wczoraj włożyć jakieś wnioski, bo tydzień temu skończyły im się leki, bo od 10 lat boli ich kręgosłup) a równocześnie nawet do 40% pacjentów nie odwołuje wizyt. Dlaczego? Bo nie muszą. Bo nic ich to nie kosztuje… Nie kosztuje ich również refundowana recepta za lek, który wyrzucili do śmieci bo im już nie był potrzebny (choć data ważności jeszcze nie upłynęła). Nie kosztują ich nieodwołane wizyty, zgubione badania, nie kosztują ich powikłania po nieleczonych chorobach takich jak nadciśnienie, miażdżyca czy cukrzyca. Nie płacą wyższych składek na zdrowie ci, którzy nie dbają o siebie, mają w nosie zalecenia lekarskie czy zdrowy tryb życia.
    Skoro pacjent ma w nosie- to i lekarz ma w nosie. Skoro pacjent udaje, że się leczy, to lekarz udaje że bada i że stawia diagnozę. Skoro pacjent nie ufa lekarzowi – to lekarz nie ufa pacjentowi. Skoro nie ufa lekarzowi również NFZ, ZUS, US i reszta świata , to lekarz nie ufa nikomu.
    Czy naprawdę wydaje Wam się, że pieniądze są głównym problemem służby zdrowia??
    A może chodzi o coś zupełnie innego?
    Może chodzi o uczciwość, szczerość, rozsądek, życzliwość, umiar, zaufanie, odpowiedzialność, poczucie własnej wartości.
    Może chodzi o to, że należałoby zmodernizować cały program studiów, ale wtedy mogłoby się okazać, że trzeba zwolnić połowę pracowników dydaktycznych uczelni.
    Może chodzi o to, żeby szanować się nawzajem i nie traktować młodszych kolegów jak konkurencji do koryta.
    Może chodzi o uczciwość polegającą na rzetelnym wykonywaniu pracy- zapisywanie pacjentów na wizyty co 5 minut, to wstyd, nawet zakupy w mięsnym trwają dłużej.
    Może chodzi o odpowiedzialność za siebie i swoje zdrowie. Może zamiast czytać pseudo porady w prasie brukowej zacznij realnie dbać o swoje zdrowie.
    Może chodzi o życzliwość i wiele pożytecznego przyniosłoby odwoływanie na czas wizyt ( zarówno tych na NFZ jak i prywatnych). Zyskaliby zarówno lekarze jak i pacjenci.
    Może chodzi o odwagę i nie spychanie diagnostyki na innego doktora w obawie przed przekroczeniem limitu zlecanych badań.
    A może chodzi o to, że nie stać nas na bezpłatną służbę zdrowia…

  70. mpn
    16 października o godz. 16:31 33116

    Szanowny Panie mpn

    Kontakt premier Szydlo ze strajkujacymi byl ich wielkim osiagnieciem. Nie znam kraju ktorego premier spotyka sie ze strajkujacymi rezydentami. Pozycja wyswiadczyla niedzwiedzia przysluge zmieniajac profil konfliktu na polityczny.

    A propos miesiecznic smolenskich to kazdy w kraju tolerancyjnym ma prawo do swojego malego prywatnego bzika.

    Slawomirski

  71. @mpn – w punkt!
    Dlatego uważam, że obowiązkowe pisanie pracy naukowej na rezydenturze jest bez sensu.
    Dodam jeszcze, że napisanie pracy doświadczalnej poza kliniką UM jest praktycznie niewykonalne.
    Nowatorskie operacje poza kilkoma wiodącymi ośrodkami, to oczywiście nie te czasy. Pozostaje liczyć na „ciekawe przypadki” – i one rzeczywiście się zdarzają. Problemy są dwa:
    1. Trzeba mieć szefa, który pozwala pobawić się Sherlocka Holmesa, a nie mówi „wypisz pan go w diabły, bo generuje koszty”
    2. Trzeba mieć czas by usiąść i zastanowić się „coś tu jest nie tak”.

    @Slawomirski – napisz wprost – rezydent powinien całować w rękę dyrektora za samą możliwość przyjścia do pracy. Życzę powodzenia w zachęcaniu ich do rozpoczynania specjalizacji w Polsce. Za kilka lat będziemy czekać po 2 tygodnie na wizytę u lekarza rodzinnego. A w szpitalu widzieć lekarza raz w tygodniu (dziś są już miejsca, gdzie lekarz zagląda na salę co drugi dzień).

    Co do polityków opozycji i „zniszczenia przez nich strajku”- fioletowe kury dają niebieskie mleko. Dwa to warunek konieczny pralki. Gdzież jest niegdysiejszy Snowden?

  72. @Slawomirski
    W większości krajów, do których chcemy się porównywać, w takich warunkach ludzie by nie pracowali. A bzika prywatnego niekoniecznie trzeba czynić bzikiem państwowym.

  73. barnaba
    16 października o godz. 17:23 33119

    Szanowny Panie barnaba

    Polskie spoleczenstwo lubi pauperyzowac lekarzy. To fakt znany od czasow komuny. Glupota proletariatu polaczona z sila sowieckiej okupacji do tej pory rezonuje w glowach wielu wspolobywateli. Wykorzystywanie pielegniarek i mlodych lekarzy jest wstretna polska tradycja. Ten strajk to nie jest wina PiS. Ci co tak mowia klamia.

    Slawomirski

  74. mpn
    16 października o godz. 17:38 33120

    Bzik panstwowy osmiesza panstwo.

    P.S.
    Mialem swietna zabawe gdy polscy poslowie poszli sie modlic o deszcz.

  75. -> Sławomirski
    1. Protest rezydentów to nie jest strajk. On się odbywa w prywatnym czasie uczestników.
    2. „Małe prywatne bziki” tak długo są prywatne, jak długo nie są finansowane z pieniędzy podatnika.

  76. @Slawomirski – tu się zgodzę. Na protest (bo póki co, to nie ma żadnego strajku) bardziej zapracowała PO niż PiS.
    Ale teraz PiS jest u władzy i musi tę żabę zjeść. Cóż, rządzenie krajem nie jest obowiązkowe.

  77. @Teodora.
    Ale na tutejszym blogu dyskutancji postuluja, że lekarz nie powinien mieć czasu prywatnego 🙂

    @barnaba
    Poprzedni nie naobiecywali tyle, nie gadali bzdur o wielkiej nadwyżce budżetowej. Skoro „wystarczy nie kraść” i pieniądze się znajdą, to ludzie oczekują, że się znajdą.

  78. Teodora.
    16 października o godz. 20:43 33123

    Szanowna Pani Teodora.

    Dziekuje za wyjasnienie. Faktycznie protest to nie strajk. System ordynatorsko-profesorski i jego nepotyzm tez hamuja polska medycyne. Dlatego wazne dla rezydentow jest aby specjalisci przejeli od kasty profesorsko-ordynatorskiej opieke nad pacjentami. Aby to zrobic musza osiagnac pozion konsultantow medycznych jak ich koledzy na Zachodzie czy w Ameryce. Wymaga to pracy i organizacji. Zycze powodzenia.

    Slawomirski

  79. „Nie można zaczynać pracy od podnoszenia swoich potrzeb finansowych i mówienia o swojej godności. Nikt nie ujmuje godności młodym lekarzom, oni sami sobie ją troszkę ujmują przez formę protestu, na jaką się zdecydowali” – tako rzecze Chazan. Szkoda, ze to ta kreatura tak rzecze, bo calkowicie sie z tym zgadzam , chociaz nie wiem w jaki sposob jest naruszana godnosc lekarza -stazysty w polskim szpitalu. Widocznie jakos jest naruszana skoro to podnosza.
    Ludzie wedruja, tez lekarze na calym swiecie. Wiec niech jada, zastapia ich inni, tak jak oni zastepuja innych w tych innych krajach. Szkoda tylko, ze te kilkanascie czy 20% polskich lekarzy wyuczy sie za darmo na najdrozszych studiach nie majac zadnego obowiazku odpracowania, czy zwrotu ( niech by poprzez splacanie przez wiele lat), tylko szantazuje. Zegnaj polski podatniku.

  80. @doktor Ewo. Dlaczego skoro bylo i jest tak strasznie trudno w tym zawodzie to kolejne pokolenia z jednej rodziny a takze zupelnie nowi ciagle szturmuja medyczne uczelnie. „Musi”, ze to kolejne pokolenia Judymow i innych co poczuli powolanie niesienia pomocy?. Z drugiej strony co rusz ktos wyjasnia, ze Judymow juz nie ma, a za powolanie nie da sie przezyc. Hm.. To moze lepiej znalezc bardziej intratny zawod zapewniajacy godniejsze zycie?

  81. Szanowny Gospodarzu blogu!
    Wczoraj wkleiłem na blogu red. Szostkiewicza następujący tekst:
    „Kropkozjad
    17 października o godz. 18:34
    A może teraz trochę inaczej – tak właśnie po linii i na bazie.
    Otóż oczekuję od min. Radziwiła i współdziałających z nim ministrów, pod światłym kierownictwem p. premier Szydło, aby zrezygnowali i to jak najszybciej z działania zmierzającego do skrócenia kolejek do lekarzy specjalistów.
    Uważam, że jak najszybciej powinni podjąć działania, których celem będzie WYDŁUŻENIE (!!!) kolejek do lekarzy specjalistów. Otóż od ponad dziesięciu lat po przejściu operacji onkologicznej w jednym z warszawskich szpitali odbywałem dwa razy w roku kontrolę zdrowotną w przychodni specjalistycznej tegoż szpitala. Po każdej wizycie niezwłocznie rejestrowałem się na następną, która miała odbyć się za ok. pół roku. Nie było problemów z rejestracją, na kolejny zalecony przez lekarza termin. Przed kilku dniami zgłosiłem się na wizytę, i na jej zakończenie zapytałem lekarza, czy mam zgłosić się za pół roku. Na co odpowiedział mi, żebym zarejestrował się na najbliższy wolny termin. Wprawdzie z uwag lekarza nie wynikała konieczność przyśpieszenia następnej wizyty, ale licho nie śpi.
    No i w rejestracji zniknął niepokój o stan mojego pooperacyjnego zdrowia, ponieważ najbliższy wolny termin był w styczniu roku 2019!!! To jest za 15 miesięcy, a nie jak dotychczas za 6 miesięcy. A więc może przypadnie już po reinkarnacji.
    Ponieważ od początku dobrej zmiany rząd podejmuje działania w celu skrócenia kolejek pacjentów, o czym wielokrotnie informował obywateli, to przyjęcie mojej propozycji, aby zaczął działać w celu ich WYDŁUŻENIA może doprowadzić do ich rzeczywistego ich SKRÓCENIA.”
    Nie wiem jak to, co mnie i innych pacjentów tej przychodni specjalistycznej spotkało, koresponduje z rządowymi informacjami o zwiększaniu pieniędzy budżetowych na opiekę zdrowotną. Czy może to zwiększenie jest tylko propagandowe, a może ta większa ilość pieniędzy jest niecelowo, nieracjonalnie czy rozrzutnie wydawana.
    Kiedy pojawiałem się poza granicami Polski, nie miałem potrzeby korzystania z pomocy lekarskiej. Moje kontakty z członkami rodziny i znajomymi mieszkającymi poza Polską wskazują na to, że polscy lekarze, również „młodzi” nie są gorszymi fachowcami od zagranicznych. Wielu Polaków mieszkających poza Polską przyjeżdża do Kraju, aby leczyć się nie tylko dlatego, że taniej, ale właśnie ze względu na kwalifikacje lekarzy i ich stosunek do pacjenta. Oczywiście, jak w każdym środowisku lekarze różnią się poziomem kwalifikacji i stosunku do pacjenta.
    To prawda, że zarobki personelu służby zdrowia, nie tylko lekarzy są zaniżone. To ciągnie się już od czasu wyzwolenia, kiedy wszyscy w Polsce byli źle wynagradzani. Później personel opieki zdrowotnej, gdy już zarobki realne rosły znajdował się w ogonie korzystających z tego wzrostu. Liczono, że ich poczucie misji będzie rekompensować tę ogonową pozycję.
    Na tym samym blogu jest komentarz pawla markiewicz (17 października, o godz. 18:55) (http://szostkiewicz.blog.polityka.pl/2017/10/16/kanapki-z-kawiorem/#comment-329193) w którym Autor, wprawdzie nieco emocjonalnie, ale rozsądnie przedstawia uzasadnienie konieczności godziwych wynagrodzę dla lekarzy i nauczycieli.
    Ale niestety wśród komentatorów są również tacy, którzy uważają, że nieodpłatne studia lekarskie, upoważniają władze państwowe do ich mocno zaniżonego wynagradzania.

  82. Popieram walkę o godne (nie głodne) zarobki ale od dawna twierdzę że FREE HIGH EDUCATION to jest bezsens i nieuczciwe finansowanie czyjejś przyszłości za pieniądze podatnika. Student powinien zaciagać kredyt od państwa na swoje studia, który po nich spłaci. Dlaczego np za kurs na prawo jazdy trzeba płacić samemu?
    Nauka kosztuje.

  83. @zyta2003
    Ty za swoje studia zwróciłaś (o ile takowe skończyłaś)?

  84. @JackT
    Ponieważ państwo nie ma żadnego interesu w tym, bo sobie każdy, chce, jeździł do pracy autem. Natomiast ma interes w posiadaniu wykształconych obywateli.

  85. @mpn.
    Państwo demokratyczne – tak. Ale dyktatura – nie.
    Wyborcę PiSu skład TK obchodzi tyle co – odkrycie wody na Marsie.

  86. @mpn Moje studia kosztowaly sporo taniej niz medyczne i w Polsce za marna pensje przepracowalam przeszlo 20lat. Nie narzekam, takie byly realia finansowe, chociaz wtedy tez inne dla lekarzy z kilkuletnia prtaktyka.
    Bylam kilkakrotnie na wycieczkach zagranicznych z polskimi biurami podrozy. Im bardziej egzotyczna wycieczka tym wiecej na niej lekarzy ze wspolmalzonkam, a czasem i dziecmi. Na zwyczajnych juz dawno byli.
    Taki przrzypadek? Moja wspoltowarzyszka mieszkajaca w Polsce, ktora stac na drogie wycieczki bo jest samotna i na wysokim stanowisku powiedziala, ze w zeszlym roku na ponad trzytygodniowej wycieczce po krajach Ameryki Pld, ktora zahaczala tez o Antarktyke ponad polowa to byly rodziny lekarskie.

  87. @zyta2003
    A co ma piernik do wiatraka?

  88. @zyta2003.
    Proponuję wziąć drugi etat, plus nocne dyżury – jak wiekszość lekarzy – i proszę, świat stoi otworem.
    PS. Zapomniełem dodać konieczność dokształcania się w prywatnym czasie.