Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Medycyna i okolice - Druga strona stetoskopu Medycyna i okolice - Druga strona stetoskopu Medycyna i okolice - Druga strona stetoskopu

7.07.2013
niedziela

Letnia szkółka przetrwania: przyjaciel człowieka

7 lipca 2013, niedziela,

Prawdopodobnie mają Państwo w domu lodówkę, pralkę, jakieś radio, no i może zmywarkę. Macie i używacie? A czy macie, Szanowni, ciśnieniomierz i używacie go regularnie? Nie? A powinniście! Może uratować Wam życie.

Największą wadą nadciśnienia tętniczego jest to, że nie boli. Po cichutku dewastuje serce i tętnice, prowadząc do życiowych dramatów, przede wszystkim – udaru mózgu i zawału serca. Jeden i drugi może zabić, ale znacznie częściej odbiera radość życia, powodując mniej, lub bardziej zaawansowane inwalidztwo. A przecież wcale nie musi tak być. Wystarczy mierzyć ciśnienie krwi, a gdy jest zbyt wysokie – rozpocząć leczenie, po czym, poprzez regularne pomiary, kontrolować, czy wróciło ono do normy. Nadciśnienie tętnicze jest bowiem jedną z tych chorób, w których pacjent jest również osobą współprowadzącą terapię i współkontrolującą jej skuteczność.

Trzy tygodnie temu opublikowano nowe wytyczne Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego i Europejskiego Towarzystwa Nadciśnienia Tętniczego, dotyczących diagnostyki, oraz terapii nadciśnienia tętniczego, i jego powikłań. Z oczywistą satysfakcją warto zauważyć, że jednym z jego autorów jest pan Profesor Narkiewicz z Uniwersytetu Medycznego w Gdańsku. Dokument jest dostępny bez ograniczeń na stronie Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Dla tych z Państwa, którzy nie mają czasu na zgłębianie całej treści, pozwalam sobie przedstawić kilka punktów, odnoszących się do pacjenta w nie mniejszym stopniu, niż do lekarza.

Po pierwsze: granica nadciśnienia została określona jednoznacznie: skurczowe – 140 mm Hg, rozkurczowe 90 mm Hg. Wszystko powyżej, to juz stan nieprawidłowy.

Po drugie – metoda pomiaru ciśnienia tętniczego. Autorzy wytycznych jednoznacznie stwierdzają, że domowy pomiar, dokonywany najczęściej przez samego pacjenta, ma wyższą wartość diagnostyczną, niż ocena ciśnienia w gabinecie lekarskim. Chociażby dlatego, że ten drugi jest, siłą rzeczy, jedynie migawką rzeczywistości. Regularne pomiary domowe mogą dać nam prawdziwy obraz w dłuższej perspektywie. Zwłaszcza, gdy dodamy możliwość weryfikacji przyczyn gorszego samopoczucia, jeżeli w takim momencie zostanie wykonany dodatkowy pomiar. Oczywiście – wszystkie wyniki powinny być odnotowywane, wraz ze stosownymi uwagami, a taki dzienniczek powinien być przejrzany przez lekarza podczas każdej wizyty. Więcej informacji może dostarczyć tylko tzw. ambulatoryjne monitorowanie ciśnienia tętniczego, czyli przenośny aparat do pomiaru ciśnienia, zakładany pacjentowi na 24 godziny. Dostępność tej metody jest jednak oczywiście niższa, niż pomiarów domowych, a koszt i dyskomfort związany z badaniem – wyższe. Samodzielne pomiary powinny być dokonywane przy użyciu ciśnieniomierza z klasycznym mankietem, zakładanym na ramię. Najlepszy byłby tu klasyczny ciśnieniomierz rtęciowy, ale autorzy wytycznych przyznają pragmatycznie, że skoro odeszły one do historii, to musimy oprzeć się na urządzeniach elektronicznych. Te jednak wymagają okresowej kontroli i kalibracji w specjalistycznym serwisie, czego nie wolno zaniedbywać. Zastosowanie ciśnieniomierza nadgarstkowego powinno być z kolei ograniczone do przypadków, gdy obwód ramienia uniemożliwia prawidłowy pomiar przy użyciu klasycznego mankietu. Przed rozpoczęciem zapisywania  wyników pomiarów, lekarz powinien ocenić prawidłowość ich przeprowadzania przez pacjenta (lub osobę, która będzie dokonywała pomiarów w jego domu). Na ich podstawie będą przecież podejmowane decyzje terapeutyczne. Lekarz powinien określić również, jakie wartości ciśnienia tętniczego mają stanowić powód do konsultacji pilniejszej, niż to wynikałoby z ustalonego terminu następnej wizyty.

Stanem bezwzględnie naglącym jest stwierdzenie ciśnienia skurczowego przekraczającego 180 mm Hg, lub rozkurczowego przekraczającego 120 mm Hg. Jeżeli takim wartościom ciśnienia nie towarzyszą niepokojące objawy, to i tak są one wskazaniem do modyfikacji terapii przeciwnadciśnieniowej (lub powrotu do niej, jeżeli pacjent przerwał przyjmowanie leków bez porozumienia z lekarzem). Jeżeli zaś tak duży wzrost ciśnienia nie jest bezobjawowy, to wymaga najczęściej pilnej hospitalizacji.

Mam nadzieję, że przekonałem Państwa, że warto mieć w domu ciśnieniomierz i regularnie z niego korzystać. Nie dajmy się ciśnieniu otaczającej nas rzeczywistości, ale dbajmy o ciśnienie naszej krwi.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 11

Dodaj komentarz »
  1. Gratuluję wspaniałego bloga i czekam na następne wpisy.
    No prawidziwy talent.
    Pozdrawiam

    A

  2. Posiadam dwa ciśnieniomierze w domu, nadgarstkowy i naramienny. Co ciekawe, oba pokazują w miarę równe odczyty. Różnice są ok. 5 – 10 mm. Hg.
    Co ciekawe, gdy jestem w gabinecie u kardiologa to ciśnienie mam wyższe ! niż wytyczne Autorów raportu. Może to dlatego, że badanie ciśnienia robią fajne dziewczyny ?
    Chociaż ostatnio gdy byłem u kardiologa, to na wydruk ciśnienia popatrzył z przekąsem i powiedział mi, że bieżący odczyt ciśnienia nie interesuje go za bardzo ? Bardziej wierzy mi, gdy przedstawiam mu „swoją” wersję wykresu ciśnienia.
    Najbardziej interesuje go wykres EKG i porównanie z poprzednimi wykresami. Poza tym trzeba zajadać te „cukiereczki” z apteki i pilnować by każdego dnia dostarczyć odpowiednią ilość chemii. Ale cóż się nie robi dla zdrowia.

  3. Bardzo pożyteczny wpis. Nadciśnienie stwierdzono u mnie podczas badań okresowych ( 160/110). Od tej pory zacząłem systematycznie mierzyć. Kupiłem przyrząd, który jednocześnie sygnalizował nierytmiczną pracę serca. Wszelkie pomiary notowałem. Okazało się, że oprócz nadciśnienia wychwyciłem u siebie migotanie przedsionków potwierdzone dopiero 7- dobowym Holterem. To było 2 lata temu. Teraz jestem już 2 miesiące po ablacji i serce wraca do normalnej pracy. Mierzmy więc dobrym aparatem, a naprawdę można w porę złapać zły moment

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Nie uwzględnił Pan Doktor pewnej oczywistości: pomiary powinny być wykonywane w „stanie spoczynku” tj. co najmniej 10 minutach po mniejszym wysiłku (nawet wejściu po schodach) i 20 minut po większym (chyba że mierzymy celowo reakcję na obciążenie ustroju), jak również z odpowiednim dystansem czasowym po stresie (np. obejrzeniu wiadomości 😛 ), jedzeniu, kąpieli, alkoholu i „tych rzeczach”. Ważne jest również odpowiednie staranne założenie rękawa i ułożenie ramienia (podobne najnowsze generacje c-mierzy wychwytują i sygnalizują takie nieprawidłowości, ale też różnie z tym bywa). Zresztą nawet u ludzi unieruchomionych np. w łóżku P zmienia się lekko w cyklu dobowym w związku z fluktuacjami aktywności układu wegetatywnego. Tak więc jednorazowy czy zdarzający się od czasu do czasu wyskok wskazań ponad normę jeszcze nic nie znaczy. Proszę o korektę, jeżeli napisałem coś nie halo.

  6. „Najlepszy byłby tu klasyczny ciśnieniomierz rtęciowy, ale autorzy wytycznych przyznają pragmatycznie, że skoro odeszły one do historii, to musimy oprzeć się na urządzeniach elektronicznych.”
    Czy Gospodarz mógłby być nieco bardziej szczegółowy i opisać jakie cechy elektronicznego pomiaru ciśnienia krwi czynią tę metodę gorszą od klasycznej? Nie jestem specjalistą od wielu elementów składowych elektronicznego ciśnieniomierza, ale znam się co nieco na samych czujnikach ciśnienia i układach „obrabiających” sygnały przez nie generowane i śmiem wątpić, aby manualny pomiar przez człowieka był dokładniejszy i bardziej powtarzalny od pomiaru elektronicznego.

    Z tą kalibracja to oczywiście prawda, ale czy nie wynikająca bardziej z amerykańskiego Tort Law aniżeli z potrzeb technicznych? Czy Gospodarz co rok kalibruje czujniki ciśnienia systemu hamulcowego swojego samochodu? A przecież powierza im swoje życie dużo częściej i w dużo większym stopniu aniżeli czujnikowi ciśnienia krwi…

    W sumie wydaje mi się, że aktualny poziom techniczny choćby samochodowych czujników ciśnienia przewyższa o rzędy wielkości wymagania czujników ciśnienia krwi. Być może jakieś inne elementy składowe (pompa? nie mam pojecia) albo obecność na rynku jakichś taniutkich zabawek składają się na gorszą opinię środowiska lekarskiego, ale trochę mnie taka opinia zdziwiła…

  7. brakuje mnie informaji jak często zdrowy czlowiek winien kontrolowac swoje cisnienie
    Czekam na wpis Gospodarza blogu na temat cholesterolu tak samo prostym i zrozumiałym językiem

  8. ez 11 lipca o godz. 9:25
    „brakuje mnie informaji jak często zdrowy czlowiek”
    Nie ma zdrowych ludzi – są tylko nieprzebadani.

    Pomiar w gabinecie lekarskim/przychodni/szpitalu odbywa się z częstotliwością raz na miesiąc, na kwartał na rok? Wszystko, co jest częstsze od tego będzie lepsze.

    A najlepszy byłby pomiar ciągły i zgrany z danymi z czujników temperatury, utlenienia krwi, EEG, EKG, z 5-6 przyspieszeniomierzy, GPSa, chemicznego składu moczu, krwi, docierającego promieniowania każdej częstotliwości, itd., itp.

    Monitorowanie jak u astronauty i do tego w czasie rzeczywistym.
    Kiedyś pewnie do tego dojdzie. Lekarz będzie wtedy dodatkiem do systemu eksperckiego, bez którego analiza takiej góry danych nie będzie możliwa. 😉

  9. Idyjotom dla nauki, mądrym dla memuaru:
    http://kobieta.onet.pl/zdrowie/pacjentka-obudzila-sie-gdy-probowano-pobrac-od-niej-narzady/rg2pn
    Trza rozruszać atmosferę.

  10. Hu hu,
    ha ha ha!

  11. Ha ha ha 🙂
    Na koniec i tak popełniła samobójstwo, tym razem skutecznie, a organy się zmarnowały.

  12. Polecam wszystkim kontrolować na bieżąco swoje ciśnienie. W razie nieprawidłowości może to mieć poważne konsekwencje w przyszłości.